Mazowiecki Zarząd Wojewódzki Związku Żołnierzy Wojska Polskiego
  ARCHIWUM
 


2024

Wszystkim  Członkom, Współpracownikom
i Sympatykom życzymy pełnych miłości
i spokoju Świąt Bożego Narodzenia.
Niech Nowy Rok przyniesie Państwu
tę odrobinę szczęścia, która sprawi,
że wszystkie podjęte działania
zakończą się sukcesem.







Sejmowa Komisja

ds Petycji

 

Poniżej prezentujemy transmisję z posiedzenia Komisji ds. Petycji w sprawie "drugiej emerytury", która odbyła się w dniu 7 listopada 2024 br. 

Pragniesz zobaczyć obrady, kliknij na poniższy obrazek.

Początek obrad dotyczący "drugiej emerytury"
rozpoczyna się o godz. 13.12.00 trwa do 13.23.00.

 





26.09.2024   ZWIĄZEK  ŻOŁNIERZY WOJSKA POLSKIEGO   

 

 Prezydium Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego

 

KONFERENCJA  HISTORYCZNA

„MARTYROLOGIA POLAKÓW NA WSCHODZIE W CZASIE II  WOJNY ŚWIATOWEJ – LOSY SYBIRAKÓW NA ZESŁANIU”

 

 

17 września obchodzimy Dzień Sybiraka

"Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd wszystkim Polakom zesłanym na Syberię, inne tereny Rosji i Związku Sowieckiego. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej upamiętnia tych, którzy tam zginęli, tych, którym udało się powrócić do Ojczyzny, tych, którzy osiedli w różnych częściach świata, oraz tych, którzy pozostali w miejscu swego zesłania, gdzie kultywowali polskość.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia 17 września – rocznicę agresji sowieckiej na Polskę z 1939 roku – Dniem Sybiraka. " - głosi uchwała.

Losy Polaków na Syberii to temat rozległy, wielowątkowy i różnorodny. Ma on swą długą historię. Represyjne zesłania Polaków, buntujących się przeciwko rosyjskiemu zaborcy, władze carskie rozpoczęły już w XVIII wieku, podczas Konfederacji Radomskiej. Nasilające się ilościowo fale zesłań znaczyły kolejne zrywy wolnościowe naszego Narodu - Konfederacja Barska, Insurekcja Kościuszkowska, Powstania: Listopadowe i Styczniowe, rewolucyjne ruchy w latach 1905-1906 - zaludniły polskimi patriotami bezkresne przestrzenie azjatyckich obszarów Imperium Rosyjskiego. Ofiarami tych zsyłek byli głównie mężczyźni, uczestnicy walk zbrojnych lub działań konspiracyjnych.

Carskie metody walki z politycznymi przeciwnikami zostały przejęte i "udoskonalone" przez komunistyczne władze na Kremlu, których decyzjami wywożono na Sybir już nie grupy więźniów, lecz tysięczne rzesze ludności cywilnej — kobiety, starców, dzieci. Dotyczyło to mniejszości narodowych w Związku Radzieckim, podejrzewanych o nieprzychylność dla nowej władzy. Jako jedni z pierwszych represjom byli poddani Polacy pozostali na przedrozbiorowych Kresach Rzeczpospolitej, których kilkaset tysięcy wywieziono w latach 1936-37 do Kazachstanu, gdzie dotychczas przebywają w zwartych grupach osadniczych.

Po 17 września 1939 roku, kiedy to Armia Czerwona przekroczyła granice Rzeczpospolitej Polskiej, na zagarniętych przez nią terenach rozpoczęła się eksterminacja ludności polskiej na niespotykaną dotychczas skalę. Zapoczątkowały ją aresztowania tysięcy osób cywilnych, głównie mężczyzn. Później nastąpiły masowe deportacje całych rodzin. Wywożono zarówno obywateli polskich zamieszkałych na tych terenach przed wybuchem П wojny światowej, jak też i wielkie grupy ludności przybyłej z Polski centralnej - uciekinierów z terenów okupowanych przez Niemców.

W czterech, głównych, akcjach deportacyjnych wywieziono łącznie około miliona osób cywilnych. Deportacje były niezwykle sprawnie zorganizowane i realizowane według wcześniej sporządzonych imiennych spisów opracowanych przez służby NKWD, przy współpracy miejscowych donosicieli.

Masowe deportacje miały miejsce 10 lutego, 13 kwietnia, na przełomie czerwca i lipca 1940 roku oraz w maju i czerwcu 1941 roku. Pomiędzy tymi głównymi akcjami wywózek trwał nieprzerwanie proces deportacji mniejszych, kilkusetosobowych grup (m.in. w maju 1940 r.)

Dokładna liczba deportowanych jest trudna do ustalenia, wokół tego problemu trwają obecnie dyskusje historyków. Według polskich źródeł emigracyjnych w okresie od 17 września 1939 roku do wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku, ze wschodnich terenów Polski ubyło co najmniej milion siedemset tysięcy obywateli polskich, wliczając w to około 250 tysięcy aresztowanych, 230 tysięcy żołnierzy wziętych do niewoli we wrześniu 1939 r. i podobną ilość obywateli polskich wcielonych przymusowo w latach 1940-1941 do Armii Czerwonej. Ilości te podaję za Julianem Siedleckim *.(Julian Siedlecki „Losy Polaków w ZSRR w latach 1939-1986", Londyn 1988, wyd. П).

 Kolejna fala represji, aresztowań i deportacji nastąpiła w latach 1944-1945, kiedy działania wojenne na froncie sowiecko-niemieckim przesunęły się na zachód. Armia Czerwona wkroczyła ponownie na tereny П Rzeczpospolitej, a wraz z nią  służby i wojska NKWD.

 

Aresztowania i zsyłki do łagrów dotyczyły w tym czasie głównie żołnierzy Armii Krajowej. Niemal równocześnie wznowiono akcje deportacyjne ludności cywilnej z terenów Kresów Wschodnich. Dotychczas nie ustalono dokładnych ilości deportowanych. Niektóre źródła podają przybliżone dane, wg. których w latach 1944-45 wywożono 2 do 2,5 tysiąca osób miesięcznie.

W miarę przesuwania się frontu na zachód podążały za nim formacje NKWD. Kontynuowały one aresztowania żołnierzy AK również na terenach Polski centralnej i zachodniej. Proceder ten trwał do początku lat pięćdziesiątych. Aresztowani, po okrutnych śledztwach, trafiali do łagrów na terenie ZSRR, z wyrokami od 8 do 20 lat pozbawienia wolności.

Informacje te, z konieczności skrótowe, dają przybliżone pojęcie o rozmiarach problemu. Nie byłyby one kompletne bez wspomnienia o zbrodni katyńskiej — mordu dokonanego na 15 tysiącach oficerów polskich, jeńcach wojennych z września 1939 roku, oraz na 7 tysiącach cywilów, aresztowanych w tym samym czasie. Wyrokiem najwyższych władz sowieckich zostali oni straceni wiosną 1940 roku.

Ta najbardziej spektakularna zbrodnia nie wyczerpuje jednak całości strat polskich - w łagrach, w miejscach deportacji i w transportach zginęły setki tysięcy obywateli polskich.

Ci, którzy przeżyli, wydostawali się z ZSRR różnymi drogami: z Armią gen. W. Andersa w 1942 г., z I Armią Wojska Polskiego w 1943 г., w ramach akcji repatriacyjnej 1945-46 i po długiej przerwie w repatriacji 1955-1959. Nie wszyscy zdołali wrócić, tysiące pozostały tam i dotąd żyją bez szans na powrót do Ojczyzny. Do Kraju nie powróciły również tysiące osób, które uratowane przez Armię gen. W. Andersa, ze względów politycznych wybrały życie na emigracji w krajach Zachodu.

Względy polityczne, a konkretnie działania reżimu uzależniającego Polskę powojenną od władz ZSRR, spowodowały również i to, że cały przedstawiony tu problem eksterminacji dokonywanej na obywatelach polskich przez władze sowieckie - był tematem zakazanym w Polsce Ludowej. Prawda na ten temat może być wypowiadana publicznie dopiero od czasu przemian politycznych w 1989 roku. Do dziś jednak nikt z przedstawicieli nowych władz Rosji nie wyraził ubolewania, ani nie przeprosił Polski i Polaków, nie poprosił o przebaczenie za popełnione zbrodnie.

Na fali przemian mógł powstać Związek Sybiraków, skupiający żyjących jeszcze świadków tych ponurych wydarzeń. Związek nawiązał do tradycji przedwojennej organizacji o tej samej nazwie, w której działali dawni, jeszcze carscy, zesłańcy syberyjscy.

Jednym z głównych celów obecnego Związku jest dawanie świadectwa o przeżytych represjach, co winno przyczynić się do powstania wiarygodnych opracowań historycznych i poszerzenia społecznej wiedzy na ten temat.

Celowi temu służy działalność Komisji Historycznej Oddziału Związku Sybiraków w Krakowie, w miarę jej ograniczonych możliwości.

W 1995 roku Komisja rozpoczęła skromną działalność wydawniczą, w oparciu o zgromadzone w jej Archiwum zbiory wspomnień i dokumentów.

Zapoczątkowano dwie serie wydawnictw książkowych -wspomnieniową zatytułowaną „Tak było ... Sybiracy" i dokumentacyjną p.t. „Materiały źródłowe do dziejów sybirackich". W obydwu wypadkach są to publikacje zaledwie przyczynkowe, mamy jednak nadzieję, że chociaż w małym stopniu posłużą prawdzie historycznej.

 W trakcie konferencji wyświetlony został film zawierający elementy gehenny Polaków
wywożonych na nieludzką ziemię. W drugiej części udekorowany został Żłotym Krzyżem z Gwiazdą  ZŻWP członek naszej organizacji Sybirak płk Mieczysław Kurek

 

 












DWIE EMERYTURY?











 

Szanowni

Żołnierze

Weterani Żołnierskiej Służby

Pracownicy Wojska

            Z okazji Święta Wojska Polskiego wszystkim żołnierzom służby czynnej, żołnierzom w rezerwie i w stanie spoczynku, kombatantom  i pracownikom wojska składamy życzenia szczęścia, zdrowia, wielu sukcesów zawodowych oraz satysfakcji z wykonywanej służby. Składamy serdeczne podziękowania za rzetelną i sumienną służbę oraz zasługi w krzewieniu patriotyzmu oraz  gotowość do obrony niepodległości i suwerenności kraju.

Życzymy wszystkim zdrowia, wszelkiej pomyślności oraz satysfakcji z wypełniania obowiązków służbowych.
 Emerytom i rencistom wojskowym życzymy pogodnej i niczym niezmąconej przyszłości.

Słowa pozdrowień  kierujemy do wojskowych rodzin i tych wszystkich, którzy doświadczeniem i zaangażowaniem zawodowym wspierają naszych żołnierzy w wypełnianiu szlachetnej powinności wobec Ojczyzny.

Z wyrazami najwyższego szacunku

 Prezydium Mazowieckiego Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego





80 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 





Byliśmy







W POWSTANIU WARSZAWSKIM ginęli nie tylko mieszkańcy WARSZAWY, ginęły również nasi Bracia Mniejsi  zwierzęta warszawskie. Jak to pięknie ujął Julian Tuwim w wierszu "ODEZWA DO PSÓW"




 

Julian Tuwim
Odezwa do psów

"I wy, warszawskie psy, w dniu kary
Psi obowiązek swój spełnijcie,
Zwyjcie się wszystkie i zbiegnijcie
Straszliwe pomścić swe ofiary.
Za psy bombami rozszarpane,
Za zmarłe pod strzaskanym domem,
Za te, co wyły nad swym panem,
Drapiąc mu ręce nieruchome;
Za te, co wdziękiem beznadziejnym
Łasiły się do nieboszczyków,
Za śmierć szczeniaczków, co w piwnicy
Jeszcze bawiły się w koszyku,
Za biegające rozpaczliwie,
Pozostawione po mieszkaniach,
W dymie duszące się, półżywe,
Pamiętajcie o swych paniach,
Za nastroszone, za wierzące,
Że człowiek wróci, bo pies czeka!
I tak w pozycji czekającej
Siadł ufny pies na grób człowieka:
Za wzrok błagalny, przerażony
Tumultem, trzaskiem, pożarami,
Za psy, co same pazurami
W ogrodach ryły sobie schrony –
Za wszystkie męki i niedole,
Właśnie i tych, co was kochali
Wśród wspólnych ścian i wśród rozwalin,
Zwyjcie się, bracia, na Psie Pole!
Niechaj w was wściekłe piany wzbiorą
I hurmem w trop zdyszaną sforą,
W trop, kiedy z Polski będą dymać
I tylko pludry w garści trzymać!
O cegły gruzów kły wyostrzcie
I o zbielałe ludzkie koście,
A gdy ich dopadniecie, - skoczcie
Do grdyk, brytany, do gardzieli!
Ostremi kłami wgryźć się, szarpnąć,
By nie zdążyli, hycle, harknąć!
Do grdyk, wilczyce! A pazury
W ślepia, by nawet nie mrugnęli!
A powalonych niech opadną
Wojska pomniejszych psów – mścicieli,
Niech ich poszarpią na kawały,
Żeby i matki nie wiedziały,
Gdzie szukać rozwłóczonych cząstek…
Bo nasze też nie znajdowały
Główek swych dzieci, nóżek, piąstek…"

#powstaniewarszawskie #poezja #wiersz #tuwim

·  · 




     Czlonkowie Mazowieckiej organizacji ZŻWP uczestniczyli w składaniu wieńców w miejscach uświęconych krwią walczących powstańców i żołnierzy biorących udział w powstaniu m.in przy Płycie Czerniakowskiej,
miejscu desantu przez Wisłę żołnierzy ! Armii WP spierzących na pomoc powstańcom

 
















Onet.pl

 

 

 

63 dni. Zryw powstańców

dni.

"Tragiczne przeznaczenie"

W Komendzie Głównej AK trwały zażarte dyskusje i spory. Większość dowództwa była zgodna — należy zaatakować Niemców, wyprzeć ich z miasta, najpewniej z pomocą Armii Czerwonej, i wobec wojsk Stalina stanąć jako przedstawiciele niepodległej Polski w wolnej Warszawie. Inni wskazywali jednak, że skoro Sowieci tyle już razy w czasie tej wojny pokazali swoją prawdziwą twarz, a teraz rościli sobie pretensje do rządzenia Polską, to na ich pomoc nie można liczyć, a uderzenie na Niemców skończy się masakrą. Ich zdaniem taki zryw nie mógł już w żaden sposób wpłynąć na przyszłe losy Polski, a jedynie przyczynić się do zniszczenia miasta. Jedną z takich osób był płk Janusz Bokszczanin.

Płk Kazimierz Iranek-Osmecki, także przeciwnik rozpoczęcia powstania, wspominał: "Nagle przypomniałem sobie ostrzeżenia Bokszczanina: »Niech mi pan wierzy, ja ich znam, oni nie przybędą, pozostawią nas samych Niemcom«. Byłem pewny, że ma rację i miasto czeka pewne zniszczenie. Widziałem przez okna rozognione słońce i wydawało mi się, że już widzę pożar pustoszący miasto i słyszę trzask płomieni. Złudzenie trwało kilka chwil. Lecz tak mną wstrząsnęło, że... przykre uczucie prześladowało mnie także w nocy, powodując okropne sny. Gdy obudziłem się o świcie, miałem wrażenie, że przeżywam antyczną tragedię. Przeczuwałem, że cała ta sprawa zakończy się straszliwym dramatem, lecz wiedziałem również, że nie zdołamy go uniknąć; jest on naszym tragicznym przeznaczeniem, przeciw któremu nie możemy nic zdziałać".

Ostatnie chwile przed wybuchem powstania

Okoliczności decyzji o wybuchu powstania były niezwykle dramatyczne. 25 lipca 1944 r. Niemcy rozpoczęli pod Warszawą kontrofensywę znaną m.in. jako bitwa pod Radzyminem lub bitwa pod Wołominem. Burzliwe narady w Warszawie trwały więc w kolejnych dniach. Sowiecka radiostacja nawoływała w tym czasie ludność polskiej stolicy do wystąpienia przeciwko Niemcom. W szeregach AK zarządzony został już alarm o mobilizacji sił powstańczych, ostatecznie jednak odwołano go.

Wreszcie nadszedł 31 lipca 1944 r. Komenda Główna AK miała obradować w lokalu przy ul. Pańskiej. Zanim jednak wybiła godzina spotkania, u czekającego tam już komendanta głównego Tadeusza Komorowskiego "Bora" zjawili się gen. Tadeusz Pełczyński i gen. Leopold Okulicki. Oficerowie ci za wszelką cenę parli do wywołania powstania, "Bór" jednak cały czas się wahał. Doszło do gwałtownej dyskusji, Okulicki krzyczał wręcz na dowódcę. Nagle do mieszkania przybiegł Antoni Chruściel "Monter", dowódca warszawskiego okręgu AK. Twierdził, że na Pradze są już sowieckie czołgi. Informacja — jak się później okazało — była fałszywa, dała jednak Pełczyńskiemu i Okulickiemu argument w dyskusji. Ostatecznie "Bór" zdecydował się wydać rozkaz.

Płk Kazimierz Iranek-Osmecki, który przybył na miejsce o omówionej godzinie, tj. o 17, zastał już tylko wychodzącego komendanta głównego. "Bór" powiedział, że sowieckie czołgi są na obrzeżach Warszawy, odprawa się zakończyła, a on wydał rozkaz do walki. "Słyszałem te słowa, ale były dla mnie jakby pozbawione sensu. Wewnętrznie odmawiałem jeszcze przyjęcia tej decyzji" – wspominał Iranek-Osmecki.

Pułkownik natychmiast przekazał komendantowi, że Sowieci wcale jeszcze nie przebili się do Warszawy, a "Bór" wybrał najgorszy moment na podjęcie decyzji. Słysząc to, dowódca osunął się na krzesło i wyszeptał: "Co mogę zrobić? Co mogę zrobić, co mi pan radzi?". Iranek-Osmecki proponował, by wysłać łączniczkę do "Montera" z rozkazem odwołującym akcję.

— Mój Boże, już szósta. Już ponad godzinę temu, jak "Monter" stąd wyszedł. Dawno musiał już rozesłać rozkazy – stwierdził "Bór". Płk Józef Szostak, który w międzyczasie także zjawił się w lokalu, zawołał, że wydanie rozkazu bez porozumienia z innymi oficerami to "szaleństwo" i musi on być natychmiast odwołany. Tadeusz Bór-Komorowski odparł tylko: "za późno, nie możemy już nic poradzić".

Tymczasem "Monter" sporządził i rozesłał rozkaz dopiero godzinę później, o 19. Brzmiał on: "Alarm do rąk własnych Komendantom Obwodów. Dnia 31.7. godz. 19. Nakazuję »W« dnia 1.8. godzina 17". Wówczas faktycznie nie było już odwrotu.

Pierwsze starcia

Szturm na kluczowe obiekty w mieście, rozpoczęty o godz. 17, zakończył się w przeważającej części klęską. Powstańcy nie opanowali żadnego lotniska, mostu ani dworca. Nie powiodły się uderzenia na koszary policji, centrale telefoniczne, siedzibę gubernatora przy pl. Piłsudskiego i kompleks budynków w dzielnicy niemieckiej. Do dużych strat w polskich oddziałach doszło na Pradze, wobec czego akcja powstańcza w tej dzielnicy praktycznie się załamała.

Sukcesem było natomiast zdobycie elektrowni na Powiślu, co zapewniło Warszawie dostęp do prądu na nadchodzące tygodnie. Drugiego dnia walk powstańcy zajęli też gmach Poczty Głównej przy pl. Napoleona. Ogółem udało się zająć większość Śródmieścia i Stare Miasto, poza tym m.in. Wolę, Żoliborz, Mokotów, Czerniaków i Sadybę. Niemcy na parę dni zostali wyparci na obrzeża stolicy, nie licząc jedynie kilku odciętych od siebie punktów w centralnej części miasta.

Wielu świadków tych wydarzeń wspominało ogromną radość, jaka towarzyszyła rozgrywającym się dookoła wydarzeniom. Po pierwszych zwycięskich starciach na ulicach Warszawy ludzie zaczęli wywieszać polskie flagi w oknach, w górę zaczęły rosnąć barykady. Sąsiedzi padali sobie w ramiona.

"Słychać było strzały i ta radość, że się już zaczęło, że jesteśmy w wolnej Polsce" – opowiadała Elżbieta Redkowiak "Ela". "Ludzie zaczęli bić brawo, zaczęli się ściskać – entuzjazm. Coraz więcej ludzi się gromadziło. Pamiętam, że na trzecim piętrze w kamienicy ktoś powiesił Orła Białego. Naturalnie wszyscy zaczęli klaskać, był ogromny entuzjazm i radość. Rzucali się na szyję: »Jesteśmy w wolnej Polsce! Będzie dobrze«".

"Punktualnie o piątej pierwsze wybuchy granatów, strzały, bieganie walczących po ulicach. (...) Boże, w tej chwili płakać i śmiać chce mi się z radości. Z dala dochodzą krzyki: »Niech żyje, niech żyje« – nasi zdobyli coś – tak, słyszę, »czerwony dom«, siedzibę SA. Ludzie w bramach biją brawo ¡ krzyczą: »Niech żyje Polska!«. (...) Ulicą prowadzą kilkunastu niemieckich jeńców, ludzie znowu krzyczą z radości. Na prawo i lewo wybuchy granatów, wystrzały rewolwerowe, karabiny maszynowe, przyjechała nasza karetka pogotowia ratunkowego. Pożary od alei Niepodległości, gdzieś od strony kościoła Zbawiciela – na razie nie orientujemy się w sytuacji. (...) Noc. Deszcz pada, a walka nie ustaje. Przerywana strzelanina raz bliżej, raz znowu gdzieś daleko – i cisza. Podziemnymi przejściami z domu do domu chodzą oddziały pomocnicze. Właśnie jeden przeszedł przez nasze podwórko" — wspominała ten dzień mieszkanka Warszawy z ulicy Koszykowej.

Kłopoty powstańców

Dlaczego jednak powstańcy pierwszego dnia nie zrealizowali zakładanych celów i nie zajęli kluczowych dla powodzenia całej akcji obiektów? Przede wszystkim Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę, że powstanie może wybuchnąć i byli na to przygotowani. Trudno było powstrzymać krążące po mieście informacje i plotki, o działaniach Polaków donosili też agenci Gestapo. Niemiecki garnizon został więc postawiony w stan gotowości, żołnierze byli w pełni uzbrojeni, a przed najważniejszymi gmachami budowano umocnienia: rozkładano druty kolczaste, worki z piaskiem i stanowiska karabinów maszynowych.

Drugim powodem były problemy z przygotowaniem oddziałów powstańczych do ataku. Podziemie dysponowało jedynie ograniczoną liczbą broni krótkiej i granatami, a na jego niekorzyść działał też czas. Dowódcy, otrzymawszy rozkaz o godzinie "W", mieli niekiedy ledwie kilka godzin na opróżnienie skrytek z bronią i wyposażenie swoich ludzi. W wielu przypadkach się to nie udało. Ponieważ czasu było mało, duża liczba powstańców zwyczajnie nie zdołała też dotrzeć na koncentrację i oddziały szły do ataku w znacznie uszczuplonych składach. Poza tym powstańcy nie byli przygotowani taktycznie na atak w ciągu dnia, bowiem pierwotne plany Komendy Głównej AK zakładały uderzenie na Niemców nocą.

"Nasza kompania miała za zadanie zdobycie koszar żandarmerii. Ale gdy [major] Gawrych dowiedział się od płk. Radwana, że nie będzie przewidzianego przydziału broni, odmówił wykonania rozkazu. Zagrożono mu sądem wojennym, ale on powiedział, że sam gotów jest ponieść wszelką odpowiedzialność, ale nie będzie narażał podwładnych na oczywistą śmierć" — to słowa Wiesława Chrzanowskiego.

Pierwsze godziny walk skończyły się w wielu przypadkach ogromnymi stratami. Jan Ciechanowski pisał: "Punktualnie o 17 ruszyliśmy do natarcia, ale jak tylko znaleźliśmy się pod skarpą Ogrodu Frascati i Ogrodu Sejmowego, dostaliśmy się pod silny ogień niemieckich ciężkich karabinów maszynowych z trzech stron. Pod tym morderczym, krzyżowym ogniem nasze natarcie załamało się, a Niemcy zaczęli przechodzić do przeciwuderzenia, zorientowawszy się, że jesteśmy uzbrojeni głównie w broń krótką i granaty. W natarciu straciliśmy dziesięciu ludzi, w tym dowódcę. Dalszy napór Niemców powstrzymały wybuchy granatów, celnie rzucanych przez naszych chłopców. Niemcy zatrzymali się i zaczęli dobijać rannych, co pozwoliło nam oderwać się od nich i wycofać".

Jednym z najbardziej tragicznych epizodów 1 sierpnia 1944 r. był atak AK-owców na tor wyścigów konnych na Służewcu. "Nacierało się na taki betonowy mur, który otaczał Wyścigi. Nie było żadnego wyłomu, po prostu musieliśmy górą przechodzić przez ten mur i setki ludzi zginęło" – opowiadał po latach w Polskim Radiu Jerzy Borowski ps. "Bomba".

Eugeniusz Tyrajski "Sęk" dodawał: "Niemcy zepchnęli nas na treningowe pole wyścigowe, to była goła łąka. Ja, przestrzegając zasad szkolenia, czołgam się. Koledzy nerwowo nie wytrzymują, podskakują i za którymś razem dostają. Po prawej stronie jest mur, otaczający teren wyścigów. Niektórzy koledzy próbują przez niego jeden drugiego podsadzać i Niemcy ścinają ich z tego muru"..

Siły powstańców

W związku z problemami mobilizacyjnymi (niektórzy nie dotarli na miejsce zbiórek, inni z powodu braku komunikacji rozeszli się do domów) o godzinie "W" w Warszawie walki rozpoczęło ok. 25-30 tys. powstańców. Przy czym uzbrojonych było właściwie tylko 10 proc. Siły te z każdą chwilą rosły, ponieważ po wybuchu zrywu wciąż napływali ochotnicy.

Do powstania przyłączyły się oddziały pozostałych organizacji podziemnych, w tym Narodowych Sił Zbrojnych — według różnych szacunków od tysiąca do 3,5 tys. żołnierzy, Armii Ludowej i Związku Walki Młodych — do 800 osób, Korpusu Bezpieczeństwa — 600-700 żołnierzy i ok. pół tysiąca członków Polskiej Armii Ludowej. Historycy oceniają, że stan bojowy sił polskich przeciętnie w ciągu całego powstania wynosił od 25 tys. do 28 tys. żołnierzy.

Tymczasem w chwili wybuchu zrywu w skład garnizonu niemieckiego w Warszawie wchodziło ok. 15 tys. żołnierzy, w tym ok. 6 tys. żołnierzy Wehrmachtu, ponad 4 tys. członków różnych formacji SS i policji oraz blisko 3 tys. żołnierzy naziemnej obsługi lotnictwa plus żołnierze artylerii przeciwlotniczej i oddziały zadymiania mostów.

Siły niemieckie szybko zostały jednak wzmocnione jednostkami kierowanymi na front rosyjski. Hitlerowcy użyli do walk także znane z okrucieństwa jednostki Waffen SS, w tym m.in. Brygadę Szturmową SS "RONA" i składającą się z kryminalistów Brygadę Dirlewangera. Łącznie do walk z powstańcami skierowanych zostało blisko 50 tys. żołnierzy niemieckich.

Kłopoty z uzbrojeniem

Ogromne kłopoty powstańców dotyczyły uzbrojenia, a właściwie jego braku. Posługiwali się głównie bronią ręczną. Brakowało przede wszystkim efektywnej broni przeciwpancernej, a zamiast niej Polacy posługiwali się tzw. koktajlami Mołotowa, czyli butelkami z benzyną i niewielką liczbą granatników. I tak skromne zapasy broni i amunicji powstańców zostały jeszcze przetrzebione tuż przed wybuchem powstania. Wiosną 1944 r. niemieckie służby odkryły kilka powstańczych magazynów, rekwirując ich zawartość, a w związku z wyłączeniem Warszawy z akcji "Burza" do wschodnich okręgów AK wysłano prawie tysiąc pistoletów maszynowych z amunicją.

W związku z tym w chwili wybuchu zrywu w rękach powstańców znajdowało się ok. 4 tys. pistoletów, 2,6 tys. karabinów, ponad 600 pistoletów maszynowych oraz ponad 200 różnych karabinów maszynowych. Do tego nieliczne moździerze i granatniki, działka przeciwpancerne, miotacze ognia, materiały wybuchowe i ponad 44 tys. granatów. Amunicji mieli natomiast tylko na kilka dni. Braki w uzbrojeniu powstańcy starali się nadrabiać różnymi własnymi "wynalazkami", jak np. granaty — tzw. filipinki zrobione z puszek po środkach czystości, granatniki konstruowane z rur kanalizacyjnych czy katapulty z resorów samochodowych do rzucania butelek z benzyną.

Naprzeciw powstańcom stanęły doskonale uzbrojone i wyszkolone do walki jednostki niemieckie, wyposażone w broń ciężką, czołgi i pojazdy pancerne. Hitlerowcy mieli też wiele nowoczesnych rodzajów uzbrojenia, jak np. sześciolufowe moździerze rakietowe, działa samobieżne "Grille", moździerze oblężnicze "Karl" czy słynne zdalnie sterowane gąsienicowe miny samobieżne "Goliat". Ich działania wspierała artyleria, która miała do dyspozycji prawie 200 dział, a wsparcie z powietrza zapewniały samoloty niemieckiej 6. Floty Powietrznej bombardujące codziennie miasto. dróg ratunku.

Ostatnia droga ratunku

Kanały jako droga komunikacji były Niemcom znane, jednak sami nie decydowali się, aby tam zejść. Zamiast tego po prostu wrzucali do środka granaty, tamowali przepływy, co prowadziło do piętrzenia się wody i ścieków lub pozwalali powstańcom skończyć podróż, rozstrzeliwując ich tuż po wyjściu przez właz. Miejsca do wysadzenia typował okupacyjny niemiecki dyrektor wodociągów warszawskich Otto Ehlhardt.

Po raz pierwszy do ewakuacji użyto kanału znajdującego się na Ochocie. W poniedziałek 7 sierpnia 1944 r. grupa powstańców, która broniła "Reduty Wawelskiej", postanowiła przejść kanałem, jednak wejście do niego było pod ostrzałem Niemców. To spowodowało konieczność przekopania się do podziemnych przejść z piwnic od strony ul. Wawelskiej. Kilka dni później, 11 sierpnia, po kilku nieudanych próbach grupa 83 obrońców reduty wyszła włazem przy ul. Prokuratorskiej, a pokonanie tego kilometrowego odcinka kanału zajęło im ok. sześć godzin.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

W relacjach osób, które przetrwały przeprawę kanałami, dominują strach i niepewność — obawy, że nie znajdą drogi, zabłądzą, utopią się w ściekach, zostaną pogryzione przez szczury lub zabite przez Niemców. Tak pisał Edmund Baranowski "Jur", żołnierz batalionu "Miotła" ze Zgrupowania Radosław:

Smrodem w kanale nikt się nie przejmował. Prawie go nie zauważaliśmy. Miałem przed sobą »Basię«, a za sobą »Czesia«. Rozpoczął się wolny i trudny marsz do Śródmieścia. Szliśmy w ciemnościach, po omacku. Tylko przewodnik na przedzie miał latarkę. Trzymaliśmy się za pasy, aby się nie zgubić. Czasem przechodziliśmy przez ludzkie zwłoki. W kanale powinno być cicho, a wcale nie było. Uciszaliśmy się nawzajem. Jednak zachowanie milczenia było trudne. Bardzo źle znosił trudy wędrówki »Szatan«, który w pewnej chwili zaczął kląć jak marynarz. Zakneblowaliśmy mu usta apaszką, którą miała »Basia«.

Przeprawa kanałami była dla wielu powstańców i cywilów ostatnią drogą ratunku. Pięcioma głównymi trasami w obrębie Śródmieścia, Mokotowa, Żoliborza i Ochoty przeprawiło się kilka tysięcy osób. piosenki. Czytali gazety i słuchali radia. Pili alkohol i opowiadali kawały. Zakochiwali się. Żyli.

"Żołnierz kładł się i zasypiał"

Przywołajmy wspomnienia uczestników Powstania Warszawskiego. Ppor. Janusz Kazimierz Zawodny, ps. "Miś", dowódca plutonu AK:

"Pluton zawsze spał na podłodze razem. To znaczy w jednym rogu piwnicy czy pokoju [...]. Czas snu na Starówce wynosił [...] około 4 godzin na dobę. Początkowo dziewczęta spały przemieszane z chłopcami, dosłownie, gdziekolwiek było wolne miejsce — żołnierz kładł się i zasypiał. [...] W ciągu dwóch miesięcy nikt się do snu nie rozbierał. Dziewczęta zdejmowały buty, pantofle, chłopcy na mój rozkaz na Starówce spali w butach. Ale bieliznę zmienialiśmy bardzo często.

Jak była woda do mycia (dość rzadko), dziewczęta miały pierwszeństwo, później myśmy się myli, w tej samej wodzie, według że tak powiem "gotowości" i chęci. Za największy skarb, oprócz broni i amunicji uważana była szczoteczka do zębów i trochę pasty. [...] Dyskrecją godną podziwu było załatwianie potrzeb naturalnych. We wszystkich armiach świata, pod wpływem przeżyć i twardych warunków życia w walce, dochodzi do pewnego schamienia i otępienia w stosunkach między ludźmi. Tego w plutonie nie było. Wprost odwrotnie raczej, czym bardziej wyglądało, że zostaniemy pod gruzami Starówki, tym bardziej widziałem subtelne zwracanie uwagi na poszanowanie prywatności i godności osobistej".

"Osiem papierosów za czajnik wody"

Dostęp do wody był jednym z najpoważniejszych problemów powstańczej Warszawy. Zaczęło się po dwóch tygodniach walk, kiedy Niemcy zajęli Stację Wodociągów i Kanalizacji przy ul. Starynkiewicza 5, czym zamknęli stały dopływ wody dla prawie całego miasta.

Dodatkowo woda była niezbędna do gaszenia pożarów, którymi objęta była znaczna część stolicy, co prowadziło do jej reglamentacji. Woda była też konieczna do działania szpitali i punktów sanitarnych, kuchni i stołówek powstańczych oraz do zachowania higieny osobistej i dbania o czystość toalet i latryn.

Jak radzili sobie mieszkańcy Warszawy? Czerpali wodę sączącą się rur i źródeł artezyjskich. Na kolejnych osiedlach władze masowo zlecały kopanie studni. Czasami trzeba było ratować się deszczówką z rynien czy wprost z kałuż lub lejów po bombach. Zdarzały się przypadki, że po wodę ze studni stało się w kolejce po kilka godzin, skrajnie — nawet kilkanaście.

Pobór wody przez poszczególne grupy był usprawniony specjalnymi rozporządzeniami z wyznaczeniem godzin. Szpitale: 4-5 i 20-21.30, kuchnie: 5-6 i 15-16, wojsko: 6-7 i 21.30-23, ludność cywilna: 7-15 i 16-20. W niektórych rejonach swoje godziny mieli wyznaczeni mieszkańcy konkretnych domów. Dodatkowym utrudnieniem było ulokowanie ujęć wody na odkrytym terenie, co stanowiło łatwy cel dla niemieckich lotników.

Te wszystkie okoliczności w niektórych rejonach miasta wywołały zjawisko handlu wodą. Kubeł wody z dostarczeniem do mieszkania kosztował od 50 do 100 zł lub równowartość w żywności i alkoholu. W jednym z meldunków dla Rejonowej Delegatury Rządu czytamy: "przeciętna taksa wynosi osiem papierosów za czajnik".

Prasa powstańcza nawoływała do picia tylko przegotowanej wody, by uniknąć epidemii. W propagandowych hasłach wzywano też do racjonalnego gospodarowania wodą, by wystarczyła na jak najdłużej: "Żołnierz oszczędza amunicję — cywil wodę".

Zupa plujka

Po wybuchu powstania wydawało się, że jedzenia nie zabraknie. W większości oddziałów sanitariuszki, łączniczki, peżetki i kobiety z plutonu gospodarczego gotowały w kuchniach powstańczych lub bezpośrednio na placówkach. Najczęściej były to dania jednogarnkowe: zupy (krupnik, fasolowa, grochowa, pomidorowa, kartoflanka), kasze lub makaron — na początku z odrobiną mięsa, później najczęściej z sosem pomidorowym, marmoladą, cukrem, czy "na sucho". Kucharki smażyły placki, naleśniki czy podpłomyki. Cenne były przechwycone od Niemców jarzyny konserwowe, kompoty, czarny chleb lub owoce i warzywa z pobliskich ogródków działkowych. Najczęściej pite napoje to kawa zbożowa, herbaty ziołowe, woda z sokiem lub winem i alkohol, podczas powstania bardziej dostępny niż woda.

Każda dzielnica Warszawy miała swoją specyfikę, a dostępność produktów żywieniowych była uzależniona od zabudowy i rozlokowania magazynów. Jednak wspólne dla wszystkich dzielnic było dokarmianie powstańców przez ludność cywilną. Z zebranych produktów w wielkich kotłach na podwórkach gotowano żołnierzom przede wszystkim pożywne zupy. Kanapki, słodycze, owoce, herbatę na placówki przynosiły kobiety. Papierosy i alkohol dostarczali mężczyźni.

Im dłużej jednak trwało powstanie, tym problem z zaopatrzeniem stawał się coraz bardziej dramatyczny.

Warszawiacy w poszukiwaniu żywności penetrowali opuszczone kamienice i zakłady pracy. Dochodziło do przypadków skrajnego niedożywienia, które kończyły się śmiercią. Dotyczyło to szczególnie niemowląt, których matki przez ogromny stres straciły pokarm.

W pewnym stopniu problem żywnościowy udawało się rozwiązywać dzięki współpracy różnych ogniw: władz cywilnych i wojskowych, różnych instytucji opiekuńczych i samopomocy mieszkańców oraz właścicieli sklepów i magazynów. Zdarzały się przypadki, kiedy powstańcy i cywile przez cały dzień zjadali jedynie kilka kostek cukru, parę łyżek marmolady czy kilkadziesiąt pestek słonecznika dzielonego między kilka osób.

We wszystkich dzielnicach jadło się tzw. zupę-pluj, zwaną plujką, plują czy też pluj-kaszą. Gotowana była na słodko lub słono z nieoczyszczonych mielonych ziaren pszenicy, owsa czy jęczmienia.

Miłość

"Epidemia miłości", która wybuchła podczas Powstania Warszawskiego, to określenie, które w ostatnich latach pada coraz częściej i nie jest to przekłamanie. Młodzi powstańcy cenili każdą chwilę swojego życia. Sympatie i flirty były na porządku dziennym. Wiele par pobierało się, a podczas tych 63 dni odbyło się ponad 200 ślubów. Śluby zawierali przeważnie młodzi powstańcy: żołnierz z łączniczką lub sanitariuszką, harcerze z zaprzyjaźnionych drużyn, lekarze lub medycy z jednego szpitala. Najczęściej para wywodziła się z jednego oddziału.

"Nie należy wyobrażać sobie powstania jako pasma bezustannych czynów bohaterskich czy czynów w ogóle. Walki toczyły się oczywiście nieustannie, ale ludzie są tylko ludźmi, musieli odpoczywać, od czasu do czasu musieli też myśleć o innych sprawach. Myśleli również o miłości, więcej, myśleli o utrwalaniu miłości. O tym, żeby były na niej pieczęć, sakrament, signum trwałości. U mnie w plutonie była para narzeczonych, podchorąży "Jastrzębiec" i łączniczka "Halina". Już przed powstaniem, jak to się w Warszawie mówi, "chodzili ze sobą", a w czasie powstania, rozdzieleni, jednak znajdowali te ułamki chwil, żeby od czasu do czasu się ze sobą widywać" — tak opisał tę uroczystości zaślubin pchor. Mieczysław Kurzyna ps. "Miecz" z batalionu "Czata 49". Para pobrała się w katedrze 15 sierpnia w wieczorem, kiedy ostrzał był nieco mniejszy. — Dwudziestego trzeciego młode małżeństwo zostało zasypane na ul. Miodowej w czasie nalotu sztukasów — odnotował podchorąży.

Pobierali się też cywile, jednak były to rzadsze przypadki. Ceremonia zaślubin była skromna, ale uroczysta, ze względu na wyjątkowość chwili. Panna młoda najczęściej zakładała białą bluzkę i granatową spódnicę, jej małżonek odziewał mundur. Przestrzegano zasady, by posiadać coś nowego i pożyczonego. Jeśli nie było akcji powstańczej, rodzina, przyjaciele lub żołnierze z oddziału urządzali skromne przyjęcie w mieszkaniach prywatnych, gospodach, świetlicach żołnierskich, na kwaterach czy stołówkach powstańczych.

Serwowano wówczas jedno lub dwa "dania" w poczęstunku: kanapki z konserwą mięsną, befsztyki z koniny, sardynki, biszkopty, potrawkę z królika, sałatkę jarzynowa, śledzie, pomidory czy symboliczną ilość czarnej kawy. Najłatwiej było zdobyć alkohol: wino, wódkę, czasami nawet szampana. W prezencie ślubnym małżonkowie dostawali najczęściej żywność, ale też inne podarki: kolorowe i pachnące mydełka, klisze do aparatu, paczkę naboi do pistoletu, tuzin chusteczek do nosa, skarpety, broń, osobny pokój w kwaterze lub cały następny dzień wolny. Często przyjęcia przerywało bombardowanie, wybuchy pocisków lub rozkaz ewakuacji kanałami.

"Adolfku, nie udawaj Greka, bo i ciebie to czeka!"

W Powstaniu Warszawskim humor, śmiech i szczęście każdego dnia przeplatały się z chwilami pełnymi tragedii ludzkich, smutku, rozpaczy i łez. By zapewnić walczącym powstańcom tak bardzo potrzebny wtedy uśmiech, odprężenie i rozluźnienie, dość często 80 lat temu organizowane były w Warszawie różne koncerty, akademie czy wieczornice. Drugi cel tych spotkań to oczywiście miejsce na najróżniejsze formy propagandowe. Powstańcy oglądali skecze, słuchali humorystycznych piosenek i wierszyków, które zabawnie i złośliwie opisywały współtowarzyszy walki czy wydarzenia w oddziale. Zdarzały się miniodsłony kabaretu czy parodie przemówień Hitlera i Churchilla.

"Pomagał nam humor. [...] w czasie powstania, czekając w długiej kolejce po wodę, siadaliśmy na grobach — bo wszędzie były groby — i opowiadaliśmy dowcipy. W sytuacji zagrożenia człowiek po prostu broni się, by nie oszaleć" — w jednym z wywiadów mówiła potem aktorka Danuta Szaflarska ps. "Młynarzówna".

Powstańcy żartowali ze wszystkiego: z walki, wojska, służby, z kolegów, z polityki, władz, dowódców, z ludności cywilnej, z propagandy, z życia codziennego czy z pobytu w szpitalu.

Żarty wyrażały też pogardę do śmierci i były bronią przeciw zwątpieniu, drwiły z lęku i słabości. Artysta plastyk Jan Marcin Szacner lata po wojnie przytoczył charakterystyczny dla powstania kawał: "Jest nalot. Na dachu siedzą dwaj chłopcy, jeden z nich mówi: Felek, przestrasz mnie, bo mam czkawkę".

Inny popularny kawał: "Mówił Hitler do Mussoliniego: Hallo, Benito! Słyszałem, że ci mordę obito? A Benito do Hitlera: — Adolfku, nie udawaj Greka, bo i ciebie to czeka!".

Seans filmowy

Niezwykle ważnym, wyczekiwanym, stałym i nieodłącznym elementem życia mieszkańców Warszawy były powstańcze media. Jednym z podstawowych narzędzi działania Biura Informacji i Propagandy oraz Delegatury Rządu na Kraj były Stacja Nadawcza Armii Krajowej "Błyskawica", Polskie Radio i działająca przez krótki czas i tylko na Żoliborzu "Syrena". Codzienne audycje dostarczały informacji, także propagandowych, dawały wytchnienie, odpoczynek i relaks. W PR, jak na scenie, ścierały się różne obozy polityczne.

Kino również odegrało istotną rolę. Pierwszy oficjalny pokaz kroniki filmowej z wydarzeń powstańczych, odbył się 15 sierpnia 1944 r. w kinie "Palladium" na ok. 1 tys. miejsc. Kolejne — 21 sierpnia i 2 września. Następny odcinek był już gotowy, ale zabrakło prądu w Śródmieściu i zbiegło się to z ostrzelaniem okolicy. Bezpłatne bilety, numerowane, z napisem "Seans filmowy" i pieczątką Komendy Sił Zbrojnych trafiały do oddziałów powstańców w Śródmieściu i na Powiślu na dwie, trzy godziny przed projekcją. Seanse filmowe ruszały po zmroku i wszystkie były szeroko opisywane w prasie powstańczej.

Stworzenie i wyświetlanie kronik powstańczych w trakcie trwania walk było ewenementem na skalę światową, niespotykanym dotąd w dziejach żadnej kinematografii. Łącznie powstało 6,6 tys. m taśmy filmu dokumentalnego z Powstania Warszawskiego.

Wolne słowo przekazywane przez różnorodną, niecenzurowaną prasę, w powstańczej Warszawie nabrało jeszcze większego znaczenia, a wiadomości spragnieni byli wszyscy. Czasami dzienniki z informacjami ze świata, Polski i samej Warszawy wyrywano sobie z rąk. Dla funkcjonowania prasy powstańczej niezbędne było uruchomienie sieci drukarń.

W czasie Powstania Warszawskiego ukazało się 150-180 tytułów prasy powstańczej wydanych przez ugrupowania polityczne, wojsko i jego poszczególne oddziały, komendantów dzielnic, lokalnych propagandzistów z BIP, drużyny harcerskie, społeczników i osoby prywatne. Część z nich była ilustrowana przez Fotograficznych Sprawozdawców Wojennych. Normą były też apele o papier, kalki, a nawet sprzęt do nasłuchu radiowego.

"Warszawa ma być zrównana z ziemią"

Już rok po wybuchu wojny Adolf Hitler stanowczo sprzeciwiał się jakiejkolwiek odbudowie miasta. Na gruzach Warszawy miało powstać "nowe niemieckie miasto Warszawa" (niem. Die neue Deutsche Stadt Warschau), a przynajmniej takie były założenia tzw. Planu Pabsta. Według niego miasto miało liczyć ok. 130 tys. osób. Niemcy mieliby wówczas mieszkać po lewej stronie Wisły. Po prawej zaś powstałoby niewielkie osiedle dla Polaków, którzy usługiwaliby Niemcom.

Z biegiem czasu III Rzesza ponosiła coraz to bardziej dotkliwe klęski na wojennych frontach, przez co plan stworzenia Die neue Deutsche Stadt Warschau odchodził powoli w niepamięć. I to właśnie wybuch Powstania Warszawskiego miał być idealną okazją dla nazistów do rozwiązania "polskiego problemu" poprzez zniszczenie stolicy Polski.

Już podczas narady, która odbyła się 1 lub 2 sierpnia 1944 r., Hitler wydał ustny rozkaz zrównania Warszawy z ziemią i wymordowania wszystkich jej mieszkańców. "Każdego mieszkańca należy zabić, nie wolno brać żadnych jeńców. Warszawa ma być zrównana z ziemią i w ten sposób ma być stworzony zastraszający przykład dla całej Europy" — tak według generała SS Ericha von dem Bacha-Zelewskiego miał brzmieć rozkaz Adolfa Hitlera po wybuchu Powstania Warszawskiego.

Warszawiacy ginęli na ulicach. Naziści dokonywali grabieży i gwałtów. Z zimną krwią zabijali bezbronnych cywilów, którzy nie byli w żaden sposób uzbrojeni i nie uczestniczyli w walkach.

Naziści w walce z warszawskimi powstańcami używali ciężkiej artylerii, dokonywano też ataków lotniczych, co doprowadziło do olbrzymich zniszczeń w mieście.

W drugim miesiącu powstania Niemcy siali zniszczenie na terenie prawobrzeżnej Warszawy. Wycofując się z Pragi wysadzili wszystkie mosty na Wiśle. Zniszczyli też wszystkie praskie dworce kolejowe.

Wielu zniszczeń w żaden sposób nie można było wytłumaczyć tzw. koniecznością wojenną. Niemcy niszczyli wszystko, co polskie, historyczne i patriotyczne. W ten sposób został wysadzony Zamek Królewski. Sam rozkaz zniszczenia symbolu Warszawy Hitler wydał już na początku wojny, dlatego w 1940 r. saperzy przygotowali otwory na dynamit w ścianach wszystkich pokojów na parterze oraz we wszystkich filarach. Jednak od detonacji odstąpiono z obawy przed zniszczeniem pobliskiego mostu Kierbedzia. W 1944 r. Niemcy już nie mieli oporów i wysadzili zamek.

Nic ich nie powstrzymało też przez obaleniem Kolumny Zygmunta III Wazy. Na szczęście sam posąg upadł w taki sposób, że nie był znacznie uszkodzony, a dzięki szybkiej akcji Polaków pomnik króla, który przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy, został przewieziony na saniach do pobliskiego kościoła św. Anny i przetrwał wojnę.

Niemcy już w pierwszych dniach rozmyślnie spalili Mariensztat u podnóża Starego Miasta. Z pieczołowitością niszczyli też polskie biblioteki. W ten sposób we wrześniu 1944 r. spłonęła Biblioteka Ordynacji Zamojskiej przy ul. Senatorskiej. Podobny los spotkał Archiwum Główne, Archiwum Akt Dawnych oraz Archiwum Skarbowe. Zniszczeniu uległo od 80 proc. do 100 proc. przechowywanych dokumentów.

Kolejnym elementem niszczenia Warszawy była masowa grabież mienia prywatnego mieszkańców zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu powstania. Ci, którym udało się przeżyć, byli wysyłani do obozu przejściowego w Pruszkowie. Mogli wziąć ze sobą tyle, ile udźwignęli. Ich domy i mieszkania przejmowali Niemcy, zabierali co lepsze towary i wywozili do swojego kraju. Ograbione doszczętnie mieszkania podpalano, a nad miastem tygodniami unosił się gęsty dym. Niemcy często wracali na pogorzelisko i wzniecali ogień ponownie, aby już nic nie zostało.

— Wiadomo mi, że Niemcy już po upadku powstania, i to aż do momentu opuszczenia Warszawy, rozmyślnie podpalali domy, które z powstania wyszły cało. Sam tego nie widziałem, jednak ponieważ ludności cywilnej polskiej w tym czasie w Warszawie nie było, a na mieście stale niemal były nowe pożary, więc uważam, że nikt inny tego nie mógł robić jak Niemcy — zeznawał przed okręgową Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Warszawie właściciel sklepu Kazimierz Gryglaszewski, który przeżył powstanie.

— Widziałem, jak w okresie około Bożego Narodzenia, w czasie, gdy palił się Zamek Królewski, Niemcy fotografowali ten pożar. W Warszawie, prócz wojsk, które miały przydziały do linii obronnych, były również i oddziały niebiorące udziału w walkach obronnych i to one moim zdaniem dokonywały podpaleń — stwierdził.

 i zdziczałej fantazji.

Rzeź na Woli

Od środy 2 sierpnia do piątku 4 sierpnia pododdziały Dywizji Pancernej "Hermann Göring" i 608. pułku bezpieczeństwa wkroczyły na Wolę. Od godzin porannych zaczęli wypędzać ludzi z mieszkań, nie zważając na starszych, kobiety w ciąży i niemowlęta. Do piwnic wrzucali granaty, a wychodzących z kamienic od razu rozstrzeliwali.

Rzez Woli

Koszmar, który rozegrał się w sierpniu na Woli, opisuje Tadeusz Klimaszewski w książce "Verbrennungskommando Warschau", przywołując obraz z okolic zajezdni na Wolskiej oraz z ogrodu dawnego pałacyku Biernackich.

Musiała to być grupa uchodźców. Świadczyły o tym ubrania pomordowanych, pozakładane palta, płaszcze i rozrzucone wokół tobołki, paczki, walizki. Tu przeważały kobiety i dzieci. Drobne dzieci i niemowlęta spoczywały jeszcze w zaciśniętych skurczem objęciach matek, starsze leżały w pobliżu, trzymając jeszcze w rękach poły ich ubrania. Pośrodku tej grupy jak upiorny symbol leżał starszy siwy człowiek. Ręka wysunięta daleko do przodu zaciskała kij, oparty na pobliskich zwłokach, na końcu którego powiewała biała flaga.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Edward Pawlak "Zbożyn" o masowych zbrodniach Niemców

Mordy przybrały na sile 4 sierpnia, gdy w dzielnicy pojawiły się siły Reinefartha i kryminaliści z oddziału Dirlewangera. To zwiastowało najgorsze. Już następnego dnia rozpoczęły się pacyfikacje, które przekroczyły swoją brutalnością wszystko, co do tej pory znane było walczącej Warszawie. 5 sierpnia przeszedł do historii jako "czarna sobota", kiedy z rąk Niemców zginęło ok. 45 tys. mieszkańców Woli. Była to największa pojedyncza masakra w całej historii Polski, której towarzyszyły liczne gwałty i grabieże.

W dniach 6-7 sierpnia ludzie Reinefartha i Dirlewangera zamordowali jeszcze około 14 tys. mieszkańców Woli i Śródmieścia Północnego. W następnych dniach, choć skala mordów zmalała, to wciąż miały one miejsce. Łącznie szacuje się, że w rzezi Woli zginęło około 65 tys. osób.. Uważał on, że tego rodzaju operacje są niewykonalne.

Zrzuty

4 sierpnia brytyjski premier Winston Churchill w depeszy skierowanej do Józefa Stalina, poinformował go, że alianckie lotnictwo w najbliższym czasie dostarczy powstańcom około 60 ton zaopatrzenia bojowego. Dodał także, że powstańcy proszą o pomoc rosyjską. Następnego dnia przywódca ZSRR odpowiedział brytyjskiemu politykowi. "Zakomunikowane Panu przez Polaków informacje są bardzo przesadzone i nie budzą zaufania (…) Armia Krajowa Polaków składa się z kilku oddziałów, które niesłusznie nazywają siebie dywizjami. Nie mają one ani artylerii, ani lotnictwa, ani czołgów. Nie wyobrażam sobie, jak takie oddziały mogą zdobyć Warszawę, której bronią cztery pancerne dywizje niemieckie" — napisał Stalin.

Rosyjski dyktator nie zgodził się nawet na to, aby alianci lądowali na sowieckich lotniskach w celu uzupełnienia paliwa czy wykonania napraw samolotów.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Tadeusz Borzęcki "Czesław" o zrzutach aliantów

Tym niemniej pierwsze samoloty z brytyjską pomocą dla walczącej Warszawy wystartowały w nocy z 4 na 5 sierpnia. Misja lotników była ekstremalnie niebezpieczna. Musieli oni lecie nad terenami opanowanymi w większości przez wroga. Maszyny startowały z Campo Casale koło Brindisi w południowych Włoszech i leciały nad Adriatykiem, a następnie nad okupowanymi Albanią, Jugosławią, Węgrami i Czechosłowacją. Nad Polskę wlatywały od południa.

Na samym początku za sterami maszyn siedzieli polscy lotnicy. Dopiero po kilku udanych misjach marszałek Slessor zgodził się na udział załóg innych narodowości. Nad Warszawę głównie przylatywało bombowce o największym zasięgu, czyli Handley Page Halifax i Consolidated B-24 Liberator.

Największa operacja, o kryptonimie "Frantic VII", miała miejsce 18 września. Wówczas pomiędzy godz. 5.55 a 6.20 z lotnisk południowo-wschodniej Anglii wystartowało 110 bombowców Boeing B-17 Flying Fortress ("latająca forteca"). Należały do amerykańskiej 8 Armii Powietrznej. Po drodze kilka uległo awarii, a kilka zostało zestrzelonych przez wroga. Finalnie nad Warszawę doleciało 101 potężnych maszyn. Pilnie ostrzeliwane przez nieprzyjaciela dokonały ogromnego zrzutu nad Śródmieściem, Żoliborzem i Mokotowem. W zasobnikach przymocowanych do spadochronów zrzucono broń, amunicję, materiały wybuchowe, żywność i leki. Powstańcom nie sprzyjał jednak wiatr. Ku ich rozczarowaniu zdecydowana większość ładunków spadła na tereny zajęte przez Niemców. Tylko 25 proc. zasobników trafiła w ręce Polaków.

Tak ten dzień wspominał starszy strzelec Mieczysław Cielecki "Wiatr". — To było 18 września. To był ten dzień, kiedy był ten przylot stu kilkunastu amerykańskich samolotów. Amerykańskich, brytyjskich, w towarzystwie myśliwców, i te zrzuty dla nas — pomoc na spadochronach. To był wściekły ogień artylerii przeciwlotniczej niemieckiej, ale one leciały tak wysoko, że ogień nawet wtedy nie dosięgał. Wtedy nie zestrzelono żadnego. Zrzucali na spadochronach te zasobniki. Radość była niesamowita wszędzie. Gdzieniegdzie myślano, że to jest ten desant polskich spadochroniarzy. To nie byli spadochroniarze, tylko to były zasobniki z magazynami, w torbach takich była broń, amunicja, pistolety. Nawet przeciwczołgowa broń też była, żywności trochę było, środków opatrunkowych też – mówił po latach.

Ostatni samolot z pomocą pojawił się na warszawskim niebie 18 września. W sumie nad miastem zrzucono kilkaset zasobników o wadze ok 200 ton z ponad 300 samolotów alianckich. Powstańcy przejęli od 60 do 90 ton. Cała operacja wsparcia powstańców była bardzo kosztowna. Zestrzelono ponad 30 maszyn, a śmierć poniosło ponad 200 lotników.

"Sojusznicy naszych sojuszników"

Sowiecki dyktator nie chciał i do niczego nie potrzebował istnienia państwa polskiego, nie miał więc zamiaru respektować tego, że istnieje na tym terenie podziemna władza i jej zbrojne ramię. Pod koniec lipca 1944 r. powołał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, który zaczął występować jako organ mający przejąć władzę nad Wisłą, choć przecież w Londynie przez cały czas działał legalny rząd niepodległej Rzeczypospolitej. Czerwonoarmiści bez skrupułów aresztowali żołnierzy i oficerów AK, którzy ujawniali się, by prowadzić wspólną walkę przeciw Niemcom.

Armia Krajowa traktowała Sowietów z rezerwą, jako "sojuszników naszych sojuszników", ale — mimo otwarcie wrogich zamiarów Stalina — dowódcy AK uznali, że nacierająca Armia Czerwona wspomoże powstańców w ich dziele wyzwolenia Warszawy z rąk Niemców. Ich zdaniem samo podjęcie akcji zbrojnej przyczynić miało się też do uratowania Polski przed nadchodzącą sowietyzacją. Okazało się to ułudą. Stalin widział w wybuchu powstania wyłącznie szansę, by niemieckimi rękami doprowadzić do wyniszczenia znienawidzonej AK i polskich elit, których Warszawa była głównym ośrodkiem. Stąd też polskojęzyczna, komunistyczna Radiostacja Kościuszko perfidnie nawoływała warszawiaków, by uderzyli na Niemców i pomogli czerwonoarmistom w przeprawie przez Wisłę.

Oczywiście gdy do zrywu już doszło, Armia Czerwona wcale nie pojawiła się w mieście. Wprawdzie na skutek niemieckiego kontruderzenia sowiecka ofensywa pod Warszawą uległa pewnemu wyhamowaniu, ale przewaga w ludziach i sprzęcie cały czas była po stronie wojsk Stalina i pomimo istniejących możliwości, próby wdarcia do miasta nie podjęto przez cały sierpień i pierwszą połowę września.

"Niewątpliwie sił i środków na operację frontową miał [Stalin] pod dostatkiem. Ale i tym razem zwyciężyły względy polityczne. (...) Postanowił – można przypuszczać – z zimną krwią obserwować zagładę powstania, udzielając mu pomocy w niewielkich, ściśle kontrolowanych dawkach, aby jedynie przedłużyć jego agonię i stwarzać pozory przed sojusznikami" — oceniał rosyjski historyk prof. Nikołaj Iwanow.

Warszawa walczyła więc osamotniona, wykrwawiając się w oczekiwaniu, że jeden wróg Polski przybędzie, by pokonać drugiego wroga. Tragiczny nastrój tych dni oddał powstaniec Józef Szczepański. 29 sierpnia, niedługo przed śmiercią, napisał słynny wiersz zaczynający się od słów:

Czekamy ciebie, czerwona zarazo,

Byś wybawiła nas od czarnej śmierci,

Byś kraj nam przedtem rozdarłszy na ćwierci

Była zbawieniem witanym z odrazą.

Zgodnie z taktyką "przedłużania agonii" powstania 13 września 1944 r. — gdy sytuacja Warszawy była coraz gorsza — Armia Czerwona wdarła się na Pragę i zajęła prawobrzeżną część stolicy. Stalin, chcąc sprawić wrażenie, że powstańcom lada moment zostanie wysłane wsparcie, wykorzystał do tego celu berlingowców. Byli to żołnierze tzw. 1 Armii Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Zygmunta Berlinga. Armia ta została wprawdzie sformowana z Polaków zesłanych do ZSRR — którzy tylko w ten sposób mieli możliwość powrócić do ojczyzny — de facto jednak podporządkowana była Armii Czerwonej, a za jej powstanie odpowiadali polscy komuniści.

Gdy Praga została opanowana przez Sowietów, w kolejnych dniach berlingowcy zaczęli przeprawiać się przez Wisłę w celu opanowania przyczółków w lewobrzeżnej Warszawie i podjęcia wspólnej walki z powstańcami przeciwko Niemcom. Do desantu zostały skierowane jednak jedynie niewielkie pododdziały 1 Armii WP (ok. 4 tys. żołnierzy). Przepłynęły one Wisłę i wylądowały na Żoliborzu, Powiślu i Czerniakowie, przy czym tylko w tym ostatnim miejscu berlingowcy zdołali połączyć się z oddziałami AK (było to 16 września).

Sytuacja berlingowców w Warszawie była dramatyczna. Przeprawa przez Wisłę pod ogniem nieprzyjaciela, bez zapewnionego wsparcia artyleryjskiego i lotniczego ze strony Sowietów, a także późniejsze walki w samym mieście, zbierały krwawe żniwo.

"Zająłem więc miejsce ze swym plutonem i cekaemami w jednym z pontonów. (...) Po chwili wiosła poszły w ruch i popłynęliśmy, nic przed sobą nie widząc, bo Wisła była zadymiona. Ponton co pewien czas wchodził na mieliznę i wtedy wskakiwaliśmy do wody, by go przeciągnąć. Wszystko to odbywało się pod silnym ogniem niemieckiej broni maszynowej, moździerzy i artylerii. Niemcy widząc zadymiony odcinek, byli pewni, że coś się tam dzieje i pokryli go silnym ogniem. W wyniku tego ognia już przy wsiadaniu były straty. Został zabity szef kompanii (...). W tym piekle rozrywających się pocisków nawet nie wiem, która mogła być godzina, gdy ponton dotarł do drugiego brzegu. Z batalionu na tym brzegu pozostało nas około stu. Już po wylądowaniu kilku żołnierzy zostało zabitych" — relacjonował żołnierz 1 Armii Adam Czyżowski.

We wspomnieniach powstańców żołnierze Berlinga zapisali się jako słabo wyszkoleni, nieznający taktyki walki w mieście.

"Jesteśmy pod ostrzałem. Berlingowcy są przerażeni. Są to chłopi (...). Dostają broń, z której nie umieją strzelać. Nie byli nigdy w żadnym wielkim mieście, a cóż dopiero w zgruzowanym, walczącym mieście Warszawa. Chowają się po rozmaitych dziurach, siedzą wzdłuż murów w piwnicach, płaczą, modlą się, przeklinają" — wspominała łączniczka i sanitariuszka batalionu "Zośka" Halina Martin w filmie dokumentalnym wyprodukowanym dla Discovery.

Zacięte walki na Czerniakowie trwały w kolejnych dniach, ale niemiecka przewaga była zbyt wielka. AK-owcy i berlingowcy musieli zacząć się wycofywać, w efekcie czego 22 września w rękach powstańców znajdowały się już tylko dwa domy przy ul. Wilanowskiej 1 i Solec 53, a także ok. 200 metrów wybrzeża. Jedynym sposobem na zachowanie życia była ucieczka. Części żołnierzy udało się przeprawić wpław na prawy brzeg Wisły, mała grupka przebiła się do wciąż opanowanego przez powstańców Śródmieścia. Wielu innych zginęło lub dostało się do niemieckiej niewoli. Łączne straty wśród żołnierzy Berlinga to ok. 3,5 tys. ludzi. Na prawy brzeg Wisły zdołało wrócić ok. 400.

Sowieci nie podjęli więcej prób pomocy upadającej Warszawie. Armia Czerwona wraz z 1 Armią Wojska Polskiego weszły do ruin miasta dopiero 17 stycznia 1945 r.

Eksodus warszawiaków

Dokument kapitulacyjny podpisano 2 października w Ożarowie Mazowieckim. Tam mieściła się kwatera SS-Obergrupenführera Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Akt nosił nazwę "Układu o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie". O godz. 21 czasu polskiego ustały działania wojenne w stolicy.

Niemcy zgodzili się w nim uznać prawa kombatanckie żołnierzy AK oraz nie stosować odpowiedzialności zbiorowej wobec ludności cywilnej. Mieszkańcy Warszawy mieli zostać wysiedleni, zachowując przy tym prawo zabrania majątku ruchomego, kosztowności, dóbr kultury itp. Niemcy zobowiązali się także oszczędzić pozostałe w mieście mienie publiczne i prywatne, ze szczególnym uwzględnieniem obiektów o dużej wartości historycznej, kulturalnej lub duchowej. Sami żołnierze AK po poddaniu się nazistom mieli trafić do obozów jenieckich na terenie III Rzeszy.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Lech Antoni Hałko "Cyganiewicz": Niemcy stali i śmiali się z nas

Kapitulację ze strony polskiej podpisali pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki i podpułkownik Zygmunt Dobrowolski, którzy mieli do tego umocowanie "Bora" Komorowskiego. Sam dowódca powstania z von dem Bachem spotkał się dopiero 4 października, również w siedzibie niemieckiego zbrodniarza w Ożarowie. Po nim wrócił do Warszawy, gdzie dzień później dokonał jeszcze przeglądu części akowskich oddziałów i wraz z nimi ostatecznie poddał się Niemcom.

Żołnierze, zgodnie z układem, wśród szyderstw i szykan trafili do obozów jenieckich. Dramatyczny los spotkał też ocalałą ludność stolicy. Warszawiacy przeszli przez obóz przejściowy w Pruszkowie, gdzie naziści dokonywali selekcji. Część kobiet i mężczyzn trafiła na roboty do Niemiec, a część została rozmieszczona m.in. w Radomiu, Częstochowie czy Krakowie.

"Kamień na kamieniu nie powinien pozostać"

Już 9 października w Prusach Wschodnich odbyła się konferencja na temat przyszłości Warszawy i to tam Heinrich Himmler wydał rozkaz całkowitego zniszczenia miasta. "Miasto ma całkowicie zniknąć z powierzchni ziemi i służyć jedynie jako punkt przeładunkowy dla transportu Wehrmachtu. Kamień na kamieniu nie powinien pozostać. Wszystkie budynki należy zburzyć aż do fundamentów" — miał powiedzieć Himmler.

Kilka dni później gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer w notatce służbowej pisał, że "Warszawę należy jeszcze w ciągu wojny zrównać z ziemią". To był początek trwającej trzy i pół miesiąca akcji dobijania Warszawy, którą przerwała sowiecka ofensywa na początku 1945 r.

Niemcy zniszczyli wtedy obiekty użyteczności publicznej — zakłady przemysłowe, elektrownie, tabory kolejowe. W ten sposób zrujnowano elektrownię na Powiślu, Stację Filtrów czy Stację Pomp Rzecznych. Wszystko po to, by uniemożliwić życie w mieście. Przez zrównanie z ziemią Dworca Głównego i Dworca Pocztowego (na rogu ulic Żelaznej i Chmielnej), zablokowano całkowicie kolej średnicową. Zniszczono lotnisko na Okęciu, a tramwaje i autobusy wywieziono do Niemiec.

Równali z ziemią zabytki, kościoły, pomniki, muzea i biblioteki. Z czego najbardziej spektakularne było wysadzenie w powietrze Pałacu Saskiego w grudniu 1944 r., który podczas powstania pozostawał w rękach niemieckich. Po wysadzeniu reprezentacyjny budynek zamienił się w kupę gruzu, ostała się tylko monumentalna kolumnada nad Grobem Nieznanego Żołnierza. Dlatego tę część wysadzono ponownie następnego dnia, wtedy zapadło się sklepienie arkad, a płyta nagrobna została przysypana gruzem.

Niemcy wysadzili też sąsiadujący z Pałacem Saskim Pałac Brühla, a także pobliski pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Jego replika stoi obecnie przed Pałacem Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu.

Jeszcze w październiku doszczętnie spalono Gmach Biblioteki Ordynacji Krasińskich, w której znajdowały się starodruki i największy w Polsce zbiór rękopisów o ogromnym znaczeniu historycznym. Z kolei w styczniu 1945 r. ogień strawił bibliotekę przy ulicy Koszykowej.

Część budynków naziści jedynie przygotowali do wysadzenia, lecz nie zdążyli tego zrobić przed nadejściem ze wschodu Armii Czerwonej. W ten sposób ocalały Belweder, Pałac Łazienkowski, Pałac Pod Blachą, ruiny Opery oraz kościoły oo. Bernardynów, Karmelitów i sióstr Wizytek na Krakowskim Przedmieściu. Jednak Niemcy dokonali znacznych dewastacji w tych zabytkach. Według przekazów Belweder został tak ograbiony, że nawet zdejmowano tapety ze ścian.

Wiadomo też o zniszczeniu 22 ze wszystkich 31 warszawskich pomników. Jak podaje Muzeum Powstania Warszawskiego, spośród 957 obiektów wpisanych do rejestru zabytków aż 782 uległy całkowitemu zniszczeniu, a 141 zostało znacznie uszkodzonych. Jedynie 34 zabytki przetrwały we względnie dobrym stanie.

Widzieli na własne oczy

Wiedzę o tym, co Niemcy zrobili w Warszawie, niosą zapisy zeznań świadków złożone przed Najwyższym Trybunałem Wojskowym już po zakończeniu wojny. Jednym z nich był architekt Roman Piotrowski, późniejszy wiceprezydent Warszawy i komisarz ds. odbudowy miasta przy Ministrze Odbudowy. Zeznawał on w sprawie przeciwko Ludwigowi Fischerowi, Ludwigowi Leistowi, Josefowi Meisingerowi i Maksowi Daumemu oskarżonym o zbrodnie wojenne.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Ryszard Piotrowski "Piorun" o upadku powstania

— Wyrok na Warszawę został wydany przez Niemców już niemal w chwili jej zajęcia — mówił. — Z całą premedytacją, uporem i nakładem ogromnego wysiłku niszczono dzielnicę po dzielnicy, dom po domu, niemal izbę po izbie — zeznawał.

— Przytłaczająca większość zniszczeń nie powstała w ogniu walk, nie była podyktowana koniecznością pozbawienia przeciwnika miejsc oporu, lecz była wynikiem spokojnej, metodycznej pracy organizacyjnej, dokonywanej przez władze cywilne na mieście bezbronnym i bezludnym — mówił dalej architekt, który przeżył wojnę.

Od początku wojny w 1939 r. do końca powstania Niemcy zniszczyli około 85 proc. zabudowy Warszawy. Z kolei w trakcie samego powstania śmierć poniosło około 18 tys. powstańców, 3,5 tys. żołnierzy 1 Armii WP oraz około 180 tys. cywilów, z których blisko połowa zginęła na skutek masowych mordów dokonywanych przez oddziały SS, Wehrmachtu i niemieckiej policji.

Autorzy: Piotr Gruszka, Weronika Waldon, Martyna Bielska, Tomasz Mateusiak, Przemysław Mosur-Darowski, Diana Wawrzusiszyn, Piotr Halicki

Montaż: Sebastian Czerwiński

Skład i grafika: Michał Rogalski

Opieka redakcyjna: Daniel Olczykowski

Korekta: Katarzyna Nowak

Development: Ring Publishing

Współpraca: Muzeum Powstania Warszawskiego

Zdjęcia: Muzeum Powstania Warszawskiego

 

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło: Onet

Data utworzenia: 1 sierpnia 2024 07:30 © 2024 Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. - Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

 

 

 

 

 



POROZUMIENIE Z MON





Obchody 43 rocznicy powstania ZŻWP

 

            13 czerwca 2024 roku Zarząd Główny Związku Żołnierzy Wojska Polskiego zorganizował uroczyste obchody 43 rocznicy powstania naszego Związku. Uroczystości odbyły się  przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Delegacje Zarządu Głównego oraz Zarządów Kół Organizacji Mazowieckiej Związku złożyły symboliczne wiązanki kwiatów dla uczczenia tej rocznicy.

 




            Również Koła organizacji mazowieckiej w miejscach swojego stacjonowania uroczyście świętowały 43 rocznicę.

13 czerwca świętowało Koło 42 im. Wojsk  Ochrony Pogranicza.

 

           W Legionowie Koło 68 w dniu 14 czerwca zorganizowało uroczyste obchody. Wyróżniający się członkowie otrzymali wyróżnienia i podziękowania.










15 czerwca świętowali członkowie Koła nr 61 z Góry Kalwarii,









 

 



 

79 lat temu powstały Wojska Ochrony Pogranicza.


 

                         Przed 79 laty powstały Wojska Ochrony Pogranicza, które przez 46 lat strzegły granic Polski, aż do rozformowania 33 lata temu. Każdego roku, 10 CZERWCA obchodzimy Święto Wojsk Ochrony Pogranicza.

Prezydium i Zarząd Wojewódzki Związku Żołnierzy Wojska Polskiego składa byłym Żołnierzom i Pracownikom cywilnym Wojsk Ochrony Pogranicza najlepsze życzenia wszelkiej pomyślności, osiągnięć i powodzenia w życiu osobistym.






   

Posiedzenie

Sejmowej Komisji ds. Petycji

w dniu 25 kwietnia 2024 r.

 

 

Wielu członków Związku zainteresowanych jest nadal problemem tzw. „drugiej emerytury”.

Załączamy komplet materiałów dotyczących posiedzenia Sejmowej Komisji ds. Petycji w dniu 25 kwietnia 2024 r., który zawiera aktualny stan i kierunki dalszych prac dotyczący tego problemu.

Pragniesz się z nim zapoznać to kliknij na poniższy obrazek lub wejdź poprzez zakładkę „Menu strony” na podstronę „Druga Emerytura”.

 

 

 

Decyzja nr 32/MON

Ministra Obrony Narodowej

z dnia 25 kwietnia 2024 r.

 

 

Decyzja nr 32/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 25 kwietnia 2024 r. zmieniająca decyzję w sprawie wprowadzenia do użytku służbowego „Ceremoniału Wojskowego Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”.

Zmiana dotyczy Rozdziału V pod nazwą „UROCZYSTOŚCI POGRZEBOWE w pkt 1 „OGÓLNE ZASADY ORGANIZOWANIA UROCZYSTOŚCI POGRZEBOWYCH Z UDZIAŁEM WOJSKOWEJ ASYSTY HONOROWEJ”.

 

 

Załącznik nr 1 - FORMULARZ WNIOSKU O SKIEROWANIE WOJSKOWEJ ASYSTY HONOROWEJ DO UDZIAŁU W UROCZYSTOŚCI

 

 

Załącznik nr 2 - FORMULARZ WNIOSKU O SKIEROWANIE WOJSKOWEJ ASYSTY HONOROWEJ DO UDZIAŁU W UROCZYSTOŚCI POGRZEBOWEJ

 

 

X     X     X

 

Poprzednia wersja „Ceremoniału Wojskowych Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej” została wprowadzona zgodnie z decyzją nr 392/MON Ministra Obrony Narodowej z dnia 30 września 2014 r. w sprawie wprowadzenia do użytku służbowego „Ceremoniału Wojskowego Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej” (Dz. Urz. Min. Obr. Nar. poz. 317, z 2017 r. poz. 99, z 2018 r. poz. 178 oraz z 2021 r. poz. 164).

 






 

8 maja 1945 r. o godzinie 22:30 czasu środkowo-europejskiego w berlińskiej dzielnicy Karlshorst podpisano akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy. Działania wojenne przerwano tego samego dnia, tuż po godzinie 23:00. Tym samym w Europie zakończyła się najtragiczniejsza wojna w historii, która pochłonęła dziesiątki milionów ludzkich istnień na całym świecie.

 8 maja obchodzony jest Narodowy Dzień Zwycięstwa, czyli dzień upamiętniający zakończenie II wojny światowej w Europie.
   Z tej okazji  Urząd do Spraw Kombatantów oraz Osób Represjonowanych zorganizował na Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego w Warszawie uroczystość upamiętniającą bohaterów walk o niepodległość. Wśród zgromadzonych gości obecni byli m. in. przedstawiciele prezydenta, premiera, podsekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Stanisław Wziątek, kombatanci, delegacje organizacji pozarządowych zrzeszających żołnierzy w rezerwie i stanie spoczynku oraz młodzież szkolna.























 

Skąd się wzięła biało-czerwona flaga Polski [INFOGRAFIKA]

2 maja obchodzimy w Polsce Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Co warto wiedzieć o tym symbolu narodowym? Zobacz naszą infografikę!



NurPhoto / Contributor / Getty Images

Flaga Polski

Historia polskiej flagi zaczyna się od stosowanego na sztandarach karmazynu. Intensywnie czerwony kolor był symbolem bogactwa i dostojeństwa. Ze względu na wysoką cenę barwnika – koszenili, uzyskiwanej z larw czerwca polskiego – na posiadanie materiałów w tym kolorze pozwolić sobie mogli tylko magnaci i dostojnicy państwowi.

Zobacz również

 

Barwy flagi są odwzorowaniem kolorystyki herbu państwowego. Już na pierwszych flagach i sztandarach reprezentujących Królestwo Polskie widniał biały orzeł w koronie na czerwonym tle. Sam orzeł pojawiał się być może już na monetach wybijanych w czasach Bolesława Chrobrego, z całą pewnością natomiast towarzyszył książętom piastowskim już od XII w.

Jan Długosz, opisując przygotowania do bitwy pod Grunwaldem, pisał o "chorągwi wielkiej, na której wyszyty był misternie orzeł biały z rozciągnionemi skrzydły, dziobem rozwartym i z koroną na głowie, jako herb i godło całego Królestwa Polskiego".


Onet

Barwami Rzeczypospolitej Obojga Narodów były z kolei dwa czerwone pasy przedzielone białym. W okresie przed zaborami za barwy narodowe uznawano: biały, karmazynowy i granatowy. Barwy biała i czerwona po raz pierwszy za narodowe uznane zostały 3 maja 1792 r., w czasie obchodów pierwszej rocznicy uchwalenia konstytucji.

Po odzyskaniu niepodległości barwy i kształt flagi 1 sierpnia 1919 r. uchwalił Sejm Ustawodawczy. Jak głosiła ustawa "za barwy Rzeczypospolitej Polskiej uznaje się kolor biały i czerwony w podłużnych pasach równoległych, z których górny – biały, dolny zaś – czerwony".

Od tego momentu kilka razy zmieniono odcienie flagi narodowej. W 1921 r. zdefiniowano odcień czerwieni na fladze jako karmazyn. Sześć lat później zmieniono go na znacznie jaśniejszy cynober. Obecne kolory polskiej flagi definiuje ustawa z 31 stycznia 1980 r. Górna część flagi jest srebrzystobiała, dolna natomiast znów jest karmazynowa.

Źródło: Onet

 

 

 

Biało-czerwona szachownica. Skąd wziął się symbol lotnictwa RP?

Bartosz Witoszka

Biało-czerwona szachownica to od 106 lat symbol polskich lotników, który stosowany jest nie tylko na samolotach i śmigłowcach, ale również na flagach lotnisk wojskowych czy fladze dowódcy sił powietrznych. Mimo że sam znak wydaje się prosty i każdy rozpozna go bez pudła, niewiele osób wie, że przechodził on dwukrotną modyfikację. Obecny wygląd szachownicy to efekt kompromisu pomiędzy polskim a habsburskim porządkiem.



Foto: Wojciech Olkusnik/Narodowe Archiwum Cyfrowe / East News/ Wikipedia/Domena Publiczna

Skąd wzięła się biało-czerwona szachownica? Nie zawsze tak wyglądała

Spis treści

  1. Skąd wzięła się biało-czerwona szachownica na samolotach?
  2. Pierwsza modyfikacja
  3. Czerwona-biała czy biało-czerwona — która wersja jest prawidłowa?
  4. Polskie F-35 bez biało-czerwonej szachownicy? Wojsko szykuje zmiany

Skąd wzięła się biało-czerwona szachownica na samolotach?

W trakcie I wojny światowej, gdy Polska znajdowała się pod zaborami, w armiach Rosji, Niemiec i Austro-Węgier znajdowało się wielu Polaków, mimo że nie walczyli oni za swój kraj. Wśród nich był pilot porucznik Stefan Stec, który od stycznia 1916 r. do 1918 r. służył w austriackich siła powietrznych. To właśnie wtedy po raz pierwszy na samolocie — mimo że nie był polski — pojawiła się szachownica z charakterystycznymi barwami. Był to osobisty symbol Stefana Steca — w trakcie I wojny światowej jednym ze zwyczajów pilotów było znakowanie używanych przez siebie samolotów, a Polak uznał, że to szachownica nawiązująca do biało-czerwonej flagi będzie najlepszym wyborem.



Foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikipedia/Domena publiczna

Stefan Stec

Od połowy 1918 r. Stec był częścią Polskiej Organizacji Wojskowej we Lwowie, czyli tajnego stowarzyszenia zrzeszającego żołnierzy z zaboru rosyjskiego i austriackiego. Gdy 15 listopada pilot przyleciał do Warszawy z meldunkiem z oblężonego Lwowa (trwała wówczas wojna o Galicję Wschodnią pomiędzy Polską a Ukrainą), ówczesny dowódca polskiego lotnictwa Hipolit Łossowski zobaczył szachownicę na maszynie Steca i uznał, że jest to idealny symbol przynależności państwowej, który łatwo będzie można zaadaptować.


Foto: Mszept / Wikipedia/cc-by-sa-4.0

Rozkaz Szefa Sztabu Generalnego gen. Stanisława Szeptyckiego z 1 grudnia 1918 r.

1 grudnia 1918 r. dowództwo polskiej armii wydało rozkaz nakazujący oznakowanie wszystkich samolotów szachownicą Steca, a 6 grudnia w wydano rozporządzenie zapisane w Dzienniku Rozporządzeń Ministra Spraw Wojskowych:

Samoloty Wojsk Polskich będą w przyszłości zaopatrzone w miejscach dotychczas obowiązujących znakiem kwadratowym szerokości 60 cm, dzielącym się na cztery równe pola. Lewe górne i prawe dolne pole będzie barwy karmazynowej, lewe dolne i prawe górne pole barwy białej.

Pierwsza modyfikacja

W 1921 r. zdecydowano się wprowadzić modyfikację — chodzi o charakterystyczne ramki w kolorach odmiennych od koloru pól szachownicy. W instrukcjach nie ustalono jednak szerokości obwódki w stosunku do wymiarów szachownicy i zmieniło się to dopiero rozporządzenie prezydenta z 1 marca 1930 r.:

Szachownica lotnicza jest to kwadrat podzielony na cztery równe pola, z których lewe górne i prawe dolne są barwy czerwonej z białą obwódką, lewe dolne i prawe górne barwy białej z obwódką czerwoną. Stosunek obwódek do pola wynosi 1:5.


Foto: Polish MiG-19 / Wikipedia/Domena publiczna

Polska szachownica w latach 1921–1993

W takiej formie szachownica polskich lotników przetrwała przez ponad 70 lat, ale później nastąpiła znacząca zmiana wynikająca z zasad heraldyki, czyli nauki zajmującej się badaniem zasad tworzenia herbów.

 

Czerwona-biała czy biało-czerwona — która wersja jest prawidłowa?

Jeśli mieliście okazję zobaczyć na żywo lub na zdjęcia polskie samoloty F-16, zwróciliście uwagę, że na nich szachownica lotników jest biało-czerwona (pierwszy górny kwadrat od lewej jest biały), a nie czerwona-biała, jak symbol używany przez Steca. Skąd taka zmiana? W 1993 r. na mocy ustawy O znakach Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej postanowiono o odwróceniu o kolejności pól, dlatego lewe górne i prawe dolne kwadraty mają kolor biały, tak jak widać na poniższym zdjęciu:



Foto: MON

Biało-czerwona szachownica na polskim samolocie bojowym

Genezę tej zmiany wytłumaczył na antenie Polskiego Radia Sławomir Górzyński, prezes Polskiego Towarzystwa Heraldycznego. Zauważa on, że zgodnie z zasadami heraldyki powinno stosować się tzw. metodę oznaczania barw flagi. Reguła ta głosi, że:

Flagi tworzone są poprzez odpowiedni podział (tzw. cięcie płata) oraz położenie na nich barw wywiedzionych z herbu — godła oraz tarczy. Pole ważniejsze na fladze — górne lub przy drzewcu — przyjmuje barwę godła herbowego. Natomiast część dolna płata lub zewnętrzna (tzw. swobodna) przyjmuje barwę pola tarczy.

Szachownica lotników nie jest co prawda flagą w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, ale można ją za taką uznać. Dlatego przy jej tworzeniu zgodnie z zasadami heraldyki konieczne było odwrócenie kolorów, by całość odpowiadała polskiemu godłu. To, jak wiadomo, składa się z dwóch elementów — białego orła i czerwonego tła. By stosować się do metody oznaczania barw flagi, za ważniejszą rzecz w naszym herbie należy uznać kolor biały, dlatego to on powinien występować "pierwszy" w szachownicy.



Foto: Piotr Przyluski / Shutterstock

Godło Polski

Czy zatem zmiana nie powinna nastąpić w 1918 r.? Sytuacja była bardziej skomplikowana, ponieważ Tomasz Gworek w opracowaniu "Pierwsze samoloty myśliwskie lotnictwa polskiego" zauważa, że czerwono-biała szachownica stosowana była podczas I wojny światowej nie tylko przez Stefana Steca, ale również Austriaka urodzonego w Krakowie Franka Linke-Crawforda i Polaka Mariana Gaweła.

— W okresie kształtowania się państwa polskiego, odznaczając owe symbole heraldyczne tylko przy pomocy barwy fragmentów zaznaczonych na — w tym przypadku — na szachownicy, część osób odpowiedzialnych za wprowadzenie tej symboliki zaraz po I wojnie światowej, wywodziła się z monarchii habsburskiej, gdzie ten system jest odwrotny. W związku z tym było dwóch oficerów, którzy spierali się o to, która wersja jest poprawna, gdzie de facto obie był tak samo dobre, ale stosowane w innych krajach — dodaje Sławomir Górzyński.


Polskie F-35 bez biało-czerwonej szachownicy? Wojsko szykuje zmiany

Na kilka dni przed Dniem Flagi Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, poinformował, że polskie samoloty wielozadaniowe F-35 nie będą miały tradycyjnej biało-czerwonej szachownicy. Zamiast tego wojsko woli postawić na oznaczenie w skali szarości "określonej technologią krycia":

To świadoma decyzja — otrzymaliśmy nawet informację, jak dalece wpłynie to na prawdopodobieństwo wykrycia. Najważniejszy jest "warfighting" i bezpieczeństwo naszych pilotów. […] Zmieniamy przepisy w tym zakresie.

Dzięki temu nasze F-35 zachowają "niewidzialność" radarową, a generał dodał, że ta zmiana może przenieść się także na inne samoloty w polskiej armii:

Zmiana regulacji dla F-35 otwiera drogę do podobnych zmian na innych platformach. W przypadku F-35 to konieczność również technologiczna. W przypadku innych platform to potrzeba bardziej taktyczna. Rekomendacje do ewentualnych zmian są w rękach gen. Nowaka i jego ludzi (Ireneusz Nowak od 2023 r. jest inspektorem sił powietrznych w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego — dop. red.).


Źródło:

Bartosz Witoszka Redaktor Komputer Świat

Tematy: Siły Powietrzne, flaga, Polska, Lotnictwo, lotnictwo wojskowe

 

 

 

OFICERSKIE SPOTKANIE PO LATACH


Tematyka - Historia

Data publikacji - 22 kwietnia 2024, godz. 13:36

Ponad 200 byłych pracowników Jednostki Wojskowej nr 4829 w Górze Kalwarii wzięło w sobotę udział w konferencji historycznej o górskokalwaryjskim garnizonie w latach 1916-2001. 

Uczestnicy pełnego wspomnień spotkania - zjechali do Góry Kalwarii nie tylko z całej Polski, ale i zagranicy. Niektórzy na terenie dawnych koszar postawili nogę po raz pierwszy od przeszło 20 lat, dlatego głośno komentowali obserwowane zmiany w tej części miasta. 

Konferencja rozpoczęła się od uroczystości przy pomniku poświęconym Żołnierzom Polskim Garnizonu Góra Kalwaria Poległym w Walce. Po oddaniu hołdu - złożeniu kwiatów i zapaleniu zniczy - zebrani przeszli do Ośrodka Kultury. Tu, przed wejściem, doszło do odsłonięcia tabliczki informacji turystycznej, przypominającej, iż przez dekady w budynku tym mieścił się Dom Żołnierza, w którym odbywały się wydarzenia kulturalne, bale i spotkania dla żołnierzy, ale i mieszkańców miasta.
     
W dalszej części spotkania Związek Żołnierzy Wojska Polskiego, którego koło nr 61 im. Żołnierzy Mazowieckich Jednostek z Góry Kalwarii było organizatorem konferencji, nadał wyróżnionym osobom odznaczenia i certyfikaty. Zebrani wysłuchali również prezentacji o historii garnizonu wojskowego w Górze Kalwarii oraz o bieżącej zagrożeniach. Wspomnieniom nie było końca także podczas części nieoficjalnej spotkania, czyli uroczystej kolacji.

Konferencja odbyła się pod patronatem Burmistrza Miasta i Gminy Góra Kalwaria, we współpracy z Ośrodkiem Kultury w Górze Kalwarii oraz Zespołem Szkół Zawodowych im. Franciszka Bielińskiego w Górze Kalwarii, w którym kształcą się klasy mundurowe. 

W konferencji uczestniczyli przedstawiciele Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego w składzie wiceprezes płk Bogdan Bartosiński, skarbnik ppłk Józef Łękawa, członek zarządu płk Adam Buliński, wiceprezes koła nr 47

 płk Roman Turek.

 

 



















 



                    Każdego roku, 16 kwietnia obchodzimy Święto Wojsk Inżynieryjnych. Dzień Sapera upamiętnia rocznicę wydarzeń z 16 kwietnia 1945 roku, kiedy żołnierze I i II Armii WP forsowali linię Odry i Nysy Łużyckiej.

 


              Prezydium Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego składa Żołnierzom, pracownikom Wojsk Inżynieryjnych najlepsze życzenia wszelkiej pomyślności, osiągnięć i powodzenia w służbie i w życiu osobistym.

Dziś Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej w Górze Kalwarii. Pamięci prawie 22 tysięcy polskich funkcjonariuszy służb mundurowych i powołanych pod broń rezerwistów, ujętych i w 1940 roku zamordowanych przez Sowietów.

„Ukierunkowani na walkę. Na wolność. Z wdrukowaną miłością do ojczyzny. Właśnie tacy byli Ci, którym dziś oddajemy hołd” – stwierdził w słoneczne południe pod pomnikiem przy ul. Saperów w Górze Kalwarii burmistrz Arkadiusz Strzyżewski.

Tradycyjnie w ceremonii w byłych koszarach licznie wzięli udział – a także ją poprowadzili – kadeci z górskokalwaryjskiego Zespołu Szkół Zawodowych im. Marszałka Franciszka Bielińskiego. Dzięki temu miała ona wyjątkową oprawę.

Oprócz placówki z ul. Budowlanych wydarzenie zorganizowały miejscowe koło Związku Żołnierzy Wojska Polskiego oraz gmina Góra Kalwaria.
Zarząd mazowiecki ZZWP reprezentował wiceprezes płk Henryk Odrzywołek i przewodniczący Sądu Koleżeńskiego ppłk  Artur Malinowski.

 






















fot. gmina Góra Kalwaria.


 

             

 

 

Warszawa, dnia 25.03.2024 r.

 

Szanowni  Panowie

Prezesi, Członkowie Zarządów, Członkowie

Związku Żołnierzy WP

 

    Dotyczy: Uroczystości z okazji 80. rocznicy utworzenia 103 Pułku Lotnictwa      
                   MSWiA na Bemowie.

 

 

  Uprzejmie zapraszam Państwa do udziału w uroczystości z okazji 80. rocznicy utworzenia 103 eskadry lotniczej łączności, którą 50 lat temu przekształcono w 103 Pułk Lotnictwa NJW MSWiA stacjonujący na tym lotnisku „Warszawa-Babice”.

 W tym roku przypada również 10. rocznica odsłonięcia przy „Wieży” lotniska Pomnika z Tablicą upamiętniającą tę lotniczą jednostkę wojskową podległą MSWiA,
a także misję zabezpieczenia przez pułk 61. Pielgrzymki Papieża Jana Pawła II na Litwie i Łotwie w 1993 r.  Planowana w dniu 12 kwietnia 2024 r. o godz. 13.00 uroczystość wspomnieniowa przy tym Pomniku z asystą wojskową Dowództwa Garnizonu Warszawa oraz ceremonią składania wieńców i kwiatów wpisuje się w zakres celów statutowy Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP.

103 Pułk Lotnictwa pozostając w strukturach MSWiA do czasu jego rozwiązania
w 2000 r. wykonywał z powodzeniem zadania zabezpieczenia funkcjonowania najwyższych organów państwa, wsparcia działań służb bezpieczeństwa, porządku publicznego i ochrony granicy państwowej podległych MSWiA, a także likwidacji skutków klęsk żywiołowych oraz zadań na rzecz gospodarki narodowej.

 

Dlatego obecność Państwa stanowić będzie uznanie i wsparcie dla środowiska lotniczego zrzeszonego w Kole nr 35 Zwiazku Żołnierzy WP im. 103 Pułku Lotnictwa NJW MSWiA i Klubie Seniorów 103 Pułku Lotnictwa Oddziału Warszawsko-Mazowieckiego Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP .  

Ze względów organizacyjnych będę zobowiązany za potwierdzenie udziału do dnia
8 kwietnia 2024 r.  na adres e-mail:
janur53@wp.pl lub pod nr tel. 694444044
i ewentualne dostarczenie kwiatów pod Pomnik ul. Gen. S. Kaliskiego 57 („Wieża” Lotniska Warszawa-Babice) w dniu 12 kwietnia 2024 r. do godz. 12.20

 


1.     Poniżej _Program uroczystości.

 

       Z wyrazami szacunku

 

 Sekretarz Oddziału – Prezes Klubu

                                                                               

                                           (-) płk dypl. w st. spocz.  pil. inż. Jan URBANIAK

 

 

UROCZYSTOŚĆ Z OKAZJI 80. ROCZNICY TRADYCJI 103 PUŁKU LOTNICTWA NJW MSWIA.

 W tym roku mija 80 lat od utworzenia 103 eskadry lotniczej łączności
(1 kwietnia 1944 r.) która u boku 1 AWP przebyła Szlak Bojowy od Grigoriewskoje do m. Rhinow za Berlinem.

 Z tej okazji w dniu 12 kwietnia 2024 r. o godz. 13.00 odbędzie się okolicznościowe spotkanie przy Pomniku Pamięci 103 Pułku Lotnictwa NJW MSWiA na Lotnisku „Warszawa –Babice” (ul. Gen. S. Kaliskiego 57 - Bemowo „Wieża” lotniska).

Program Spotkania:

1.     12.50 - wprowadzenie Posterunku Honorowego przy Pomniku oraz      
               Pocztów Sztandarowych.

2.     13.00 - rozpoczęcie uroczystości „Marszem Lotników”.

3.     13.05 - powitanie przybyłych gości.

4.     13.10 - okolicznościowe przemówienie (Prezes Koła nr 35).

5.     13.25 - wystąpienia zaproszonych gości.

6.     13.50 - modlitwa w intencji zmarłych lotników.

7.     14.00 - składanie wieńców,  kwiatów i zniczy ("Sygnał Śpij Kolego").

8.     14.20 - "Marsz Lotników" i wspólne zdjęcie.

 







Pogodnych, spokojnych świąt wielkanocnych,
zdrowia, pomyślności i wiosennego nastroju
wszystkim Członkom oraz Sympatykom życzy:

                               PREZYDIUM MZWŻWP





W imieniu Prezydium Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego,

 

Wszystkim przedstawicielkom płci
pięknej
składamy najserdeczniejsze życzenia zdrowia,

pomyślności i samych pięknych dni
w życiu.
Życzymy by uśmiech rozpromieniał Wasze twarze.








79 lat temu do zniszczonej Warszawy weszli żołnierze 1 Armii WP


Warszawa, styczeń 1945 r. Pierwsza parada Wojska Polskiego w Warszawie w 1945. Fot. PAP/J. Baranowski

    79 lat temu, 17 stycznia 1945 r., do niemal doszczętnie zniszczonej Warszawy wkroczyli żołnierze 1 Armii Wojska Polskiego. Walki o opanowanie miasta trwały zaledwie kilka godzin, gdyż dowództwo niemieckie, obawiając się okrążenia, wycofało większość swoich sił ze stolicy.

         Dla uczczenia kolejnej rocznicy zakończenia walk o Warszawę, z inicjatywy Zarządu Głównego Zwiazku żołnierzy Wojska Polskiego w dniu 17 stycznia odbyła się uroczystość składania wieńców i wiązanek kwiatów na Płycie Grobu Nieznanego Żołnierza.

W tegorocznej uroczystości na Plac Marszałka Piłsudskiego przybyło ok. 200 uczestników i 4 poczty sztandarowe. Licznie przybyły reprezentacje Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego. Kwiaty złożyło 28 delegacji, w tym delegacje Klubu Parlamentarnego PSL – Trzeciej Drogi, Młodzieżowej Drużyny Ochotniczej Straży Pożarnej z Góry Kalwarii. Wojskową asystę honorową zapewniło Dowództwo Garnizonu Warszawa.






 










 

 
 











 


 




www.zzwp.pl/aktualnosci/1338/ustalenia-prezesa-zwiazku-zolnierzy-wojska-polskiego-w-sprawie-mianowania-czlonkow-zwiazku-na-stopnie-wojskowe

2021

 

www.zzwp.pl/aktualnosci/1338/ustalenia-prezesa-zwiazku-zolnierzy-wojska-polskiego-w-sprawie-mianowania-czlonkow-zwiazku-na-stopnie-wojskowe/

Przed czym stan wojenny

uratował Polskę?


Mija 40 lat od wprowadzenia w Polsce stanu wojennego i wciąż trwają dyskusje o przyczynach tej polityczno-milicyjno-wojskowej operacji.

 
   



                                                                            
 

 

Wśród nich wymienia się zazwyczaj trzy groźby: katastrofy gospodarczej,

wojny domowej i obcej interwencji wojskowej.


Czego nie chcą wiedzieć niektórzy badacze

Od kilku dziesięcioleci wielu historyków związanych z IPN autorytatywnie twierdzi, że jesienią 1981 r. Związek Radziecki nie był zainteresowany interwencją. Powołują się przy tym na brak dokumentów radzieckich, które by takie zagrożenie potwierdzały. Uważają, że w Moskwie nie brano jej pod uwagę o czym mają świadczyć znane im fragmenty dokumentów Biura Politycznego KC KPZR. Czy sądzą, że rosyjska służ- ba archiwalna zamierzała zgromadzić pełny zestaw dokumentów do- tyczących ówczesnej sytuacji, czy chociażby pełnej dokumentacji tego biura i udostępnić badaczom? Czy nie wiedzą, że niemal pół wie- ku trzeba było czekać na udostępnienie dokumentacji dotyczącej mordu oficerów polskich formacji mundurowych w Katyniu ? A może zapomnieli o obowiązującej wówczas doktrynie Breżniewa?

O tym, że interwencja w Polsce wisiała na włosku nie miały wątpliwości wywiady państw zachodnich. O jej przygotowaniach świadczą nie tylko fragmenty dostępnych dokumentów radzieckich, ale tak- że wypowiedzi wielu radzieckich  i zachodnich polityków, genera- łów i profesorów. O zagrożeniu interwencją był przekonany płk Ryszard Kukliński.. W wywiadzie dla paryskiej „Kultury” oceniał na przykład, że (cyt.) „Szczyt przywódców państw UW w Moskwie (5 grudnia 1980 r.-F.P.) dotyczący sytuacji w Polsce nie zażegnał groźby interwencji. Uświadomił jedynie polskiemu kierownictwu, że od uderzenia nie ma odwrotu. Jeśli nie uderzą sami, zrobi to za nich Armia Czerwona z wojskami innych państw Układu Warszawskiego”. W zeznaniach przed prokuratorem mjr Bogdanem Włodarczykiem Kukliński stwierdził m.in. (cyt.): „Znałem te plany od początku do końca i wiedziałem, że ta operacja ma być przeprowadzona tylko siłami polskimi, siłami policyjno - wojskowymi, ale




jeśli nie dałoby rady… to przecież Kulikow siedział w Legnicy z całym sztabem, a były i inne dywizje u granic Polski”. Uzasadniając dezercję agenta CIA Prezes Sądu Najwyższego stwierdził, że (cyt.):

„płk Kukliński swym desperackim działaniem podjął próbę przeciwdziałania zagrożeniu inwazją przez poinformowanie przywódców państw mających wpływ na losy świata, zaś poinformowanie takie nie było możliwe bez opuszczenia przez niego Polski”.

W 1996 r. prof. Krystyna Kersten dla sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej przygotowała ekspertyzę, w której zawarła istotną tezę: ludzie odpowiedzialni za wprowadzenie stanu wojennego nie mogli wykluczyć dojścia do skutku interwencji.

Radziecki zamiar rozwiązania

„sprawy polskiej”

W Moskwie przygotowano dwa zasadnicze warianty rozwiązania sytuacji w Polsce. Pierwszy z nich zakładał, że gen. Jaruzelski wprowadzi stan wojenny, rozbija- jąc „Solidarność”, a w przypadku zwłoki zostanie ona rozbita w wyniku interwencji wojsk Układu Warszawskiego.

Drugi wariant zakładał blokadę gospodarczą, która w  połączeniu z ówczesnym stanem zaopatrzenia wywoła zamieszki, a nawet wojnę domową, która uzasadni interwencję wojsk radzieckich oraz innych państw Układu Warszawskiego.

 

 

W liście do sejmowej Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej

Michaił Gorbaczow pisał m.in., że (cyt.): „Kierownictwo radzieckie gorączkowo szukało wyjścia pomiedzy dwoma, jednakowo nie do przyjęcia dla niego rozwiązaniami: pogodzić się z chosem panującym w Polsce, niosącym za sobą rozpad całego obozu socjalistycznego lub zareagować na wydarzenia w Polsce siłą zbrojną. (…) Nie mniej jednak nasze wojska, kolumny czołgów wzdłuż granicy z Polską, jak również dostatecznie silna Północna Grupa Wojsk w samej Polsce – wszystko to, przy jakichś ekstremalnych okolicznościach mogło być uruchomione”.

Kwestię sytuacji, w której to mogło nastąpić, w „Raporcie połączonych wywiadów USA” z 12 czerwca 1981 r. oceniano następująco: „ Główne zainteresowanie Moskwy sprowadzało się do utrzy- mania PRL jako członka Układu Warszawskiego oraz dominującej partii wewnątrz Polski, przy jed- noczesnym zminimalizowaniu bezpośredniego, otwartego zaangażowania ZSRR. Jednakże w wyniku prowadzonych analiz Związek Radziecki podjąłby każdą decyzję, jaką uznałby za konieczną, włącz- nie z użyciem sił wojskowych. (…). Niezależnie od tego, jak Sowieci postrzegają koszty interwencji, szybko zeszłyby one na dalszy plan, gdyby uznano, że zostały zagrożone interesy ich państwa”.

Podbramkowe sytuacje

 

 

Miało miejsce kilka sytuacji, w których interwencja była możliwa. Pierwsza zaistniała już w grudniu 1980 r. Druga pojawiła się w okresie marca-kwietnia 1981 r. Trzecia miała miejsce w listopadzie, a czwarta w grud- niu 1981 r. W każdej z nich interwencja miała się rozpocząć pod pozorem ćwiczeń wydzielonych dywizj Armii Radzieckiej, CzAL i NAL NRD.

Z dokumentów czechosłowackich dotyczących operacjii „Karkonosze” wynika, że wkroczenie dywizji czechosłowackich do Polski miało się odbywać w ścislej koordynacji z dywizjami radzieckimi i wschodnioniemieckimi, ale bez współdziałania z Wojskiem Polskim.

 

 

Dywizje wschodniomiemieckie utrzymywane były w gotowości bojowej do kwietnia, a czechosłowackie do lipca 1982 r.

„Sojuz-80”

W dniu 1 grudnia 1980 r. u szefa SG Sił Zbojnych ZSRR marszałka Nikołaja Ogarkowa odbyło się specjalne spotkanie wezwanych tam przedstawicieli Sztabów Generalnych SZ Polski, Czechosłowacji i NRD poświęcone organizacji ćwiczenia koalicyjnego pod kryptonimem „Sojuz-80”. Pod jego pozorem 8 grudnia 1980 r. miało wkroczyć na teren Polski 18 związków taktycznych (15 dywizji AR, w tym dywizja powietrznodesantowa z terytorium ZSRR, dwie dywizje CzAL, jedna dywizja NAL NRD). Wojsko Polskie miało pozostać w koszarach. Na początku drugiego etapu manewrów miały one wkroczyć do Polski (pięć

-sześć dywizji AR, dwie dywizje CzAL i jedna dywizja NAL NRD). Wówczas zamierzano rozwinąć sztab frontu i sztaby armii wydzielonych z ZSRR, Czechosłowacji  i NRD oraz wprowadzić do Polski dodatkowo 22 dywizje (15 dywizji radzieckich, cztery czechosłowackie i trzy wschodnioniemieckie). W apogeum działań siły interwencyjne mogły osiągnąć nawet 30 dywizji ogólnowojskowych.

 

 

Od 4 do 7 grudnia 1980 r. pięć generalskich grup rekonesansowych (trzy z AR, po jednej z CzAL i NAL NRD) przeprowadziło rekonesans pięciu dróg przegrupowania i rejonów ześrodkowania wojsk. Docelowymi rejonami zgrupowań wojsk były okolice dużych miast i ośrodków przemysłowych: Elbląga, Gdańska, Bydgoszczy, Koszalina, Szczecina oraz Poznania, Łodzi, Warszawy, a także Tarnowa, Krakowa, Kato- wic, Opola i Wrocławia.

Wedug opinii niezależnych ekspertów zachodnich w przewidywanym scenariuszu interwencji (ilustracja na str. 7) zakładano: opanowanie lotnisk i przerzut sprzętu wojskowego; zamknięcie wybrzeża przez opanowanie portów Gdańsk, Gdynia, Szczecin; rozwinięcie wojsk NRD na granicy z Polską, utrzymanie dróg przegrupowania od granicy z ZSRR do NRD; zamknięcie kleszczy przez dywizje radzieckie wkraczające z zachodnich rejonów ZSRR, Czechosłowacji i NRD.

Siły inwazyjne mogły osią- gnąć miażdżącą przewagę nad Wojskiem Polskim. W dywizjach pancernych byłaby ona około siedmiokrotna, w dywizjach zmechanizowanych około pięciokrotna, a w dywizjach powietrzno- desantowych trzykrotna. Interwencja nie nastąpiła, ale wojska przygotowane do niej ćwiczyły w rejonach wyjściowych na terytoriach państw sąsiadujących z Polską. Rozwinięto system dowodzenia.

„Sojusz-81”

 

 

Według raportu CIA z 3 kwietnia 1981 r. w marcu tego roku przywódcy ZSRR uznali, że pol- scy komuniści stracili możliwość utrzymania władzy i przychylali się wtedy do interwencji w Polsce. W tym celu na przełomie marca    i kwietnia poczyniono wiele przy- gotowań do wkroczenia i utrzymy- wano w gotowości bojowej od 12 do 20 dywizji radzieckich. Wówczas zagrożenie przybrało postać ćwiczenia pod kryptonimem „Sojusz-81” prowadzonych na terenie Polski od 16 marca do 7 kwietnia 1981 r. Kierownictwo radzieckie przedłużono je w związku z głośnym pobiciem działaczy „Solidarności” w Urzędzie Wojewódzkim w Bydgoszczy.

W ramach ćwiczenia rozwinięto w Legnicy stanowisko dowodzenia ND ZSZ UW. Zdecydowaną większość jego obsady stanowili oficerowie radzieccy. Znalazły się tam również grupy operacyjne CzAL i NAL NRD. Do tego składu

 

włączono zaledwie kilku oficerów WP ze sztabu ZSZ UW. Rozwinięto system łączności na potrzeby ND ZSZ oraz grup operacyjnych AR, CzAL i NAL NRD, a także grupy operacyjnej radzieckiego Sztabu Generalnego w Rembertowie. Na Centralnym Stanowisku Dowodzenia Wojsk OPK pojawiła się grupa operacyjna oficerów  radzieckich o liczebności zbliżonej do etatu czasu wojennego. Po zakończeniu ćwiczenia systemu nie usunięto, lecz wzmacniano go, rozwijając dodatkowo 18 polowych węzłów  łączności. W toku ćwiczenia radzieckie grupy rekonesansowe prowadziły rozpoznanie obiektów Polskiego Radia i TVP, Huty Warszawa, FSO Żerań, Stoczni Gdańskiej, zakładów przemysłowych w Elblągu, Szczecinie, Wrocławiu i Świdniku. Jeszcze przed zakończeniem ćwiczenia uruchomiono radzieckie mosty powietrzne w celu wzmocnienia niektórych garnizonów radzieckich w Polsce.

 

Kolejny etap

W sierpniu 1981r., radzieckie grupy specjalne prowadziły rozpoznanie najważniejszych obiektów administracji rządowej oraz instytucji wojskowych położonych głównie w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i  Gdańsku.  Zgodnie z wytycznymi marszałka Ogarkowa dowódcy dwóch dywizji powietrznodesantowych oraz dowódcy pułków i batalionów wchodzących w ich skład, z dowódcą radzieckich wojsk powietrzno -desantowych gen. Suchorukowem na czele wylądowali na lotnisku AR w Polsce. W strojach cywilnych przeprowadzili rozpoznanie obiektów KC PZPR, Sejmu, NBP, Ministerstwa  Obrony  Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Rozpoznawano też lotnisko Okęcie w Warszawie i zapasowe lotnisko Lublinek koło Łodzi. W razie interwencji w Polsce dwie radzieckie dywizje powietrzno-desantowe miały opanować rozpoznane obiekty w Warszawie. Mieli być internowani generałowie Jaruzelski, Siwicki i inne osoby wojskowe oraz członkowie rządu  i kierownictwa PZPR.

„Zachód-81”

 

 

Od 4 do 12 września 1981 r. podczas I Krajowego Zjazdu Delegatów „Solidarności prowadzono manewry dywizji lądowych i lotniczych Armii Radzieckiej oraz Floty Bałtyckiej. pod kryptonimem

 „Zachód-81” na terenie Ukrainy, Białorusi, Litwy i we wschodniej części Bałtyku. Kierował nimi minister obrony ZSRR marsza- łek Dmitrij Ustinow. Ćwiczący 1. Front Białoruski w 12.-15. dniu operacji miał opanować rubież Gdynia-Warszawa-Radom. Operacyjne Grupy Manewrowe (OGM) frontu (APanc i KA z odpowiednim wzmocnieniem) we współdziałaniu z desantami powietrznymi miały sforsować Wisłę i opanować rubieże: Gdynia-Warszawa-Radom i Tomaszów Mazowiecki, Kielce, Radom. W dniu 10 września 1981 r siły główne 7. DPD w ciągu 48 minut były zrzucone w 3 rejonach desantowania na Białorusi niedaleko od Mińska. Było to 6100 spadochroniarzy i około 300 jednostek sprzętu bojowego, w tym BWP. W 11 lub 12 dniu operacji 7. DPD miała być desantowana w rejonie na wschód od Warszawy na kierunku działań OGM utworzonej na bazie Armii Pancernej.

Jeśli nie stan wojenny to „Wariant B”

Przygotowania do wprowadze- nia stanu wojennego były swoistym hamulcem wstrzymującym interwencję. W rezultacie zwlekania z wprowadzeniem stanu wojennego kierownictwo ZSRR coraz mniej dowierzało gen. Jaruzelskiemu. 11 listopada 1981 r. Susłow wystąpił na plenum KC KPZR z tajnym referatem, w któ- rym oprócz „Wariantu A” (stan wojenny-F.P.) zaproponował „wariant B”. Zakładano w nim , że  w wypadku narastania  anarchii w Polsce władzę przy wsparciu wojsk radzieckich powinny przejąć „zdrowe siły” („twardogłowi”, „Partia Moskwy”) w PZPR. Pod koniec listopada 1981 r. gru- pa oficerów radzieckich planująca operację „Bratnia pomoc” zakończyła prace, a plany obejmujące także działania wojsk CzAL i NAL NRD zaakceptowano w Moskwie.

W dniach 1-4 grudnia 1981 r. w Moskwie odbyło się kolejne posiedzenie Komitetu Ministrów Obrony Układu Warszawskiego, na którym polskie MON repre zentował gen. Florian Siwicki. Główni uczestnicy posiedzenia, a zwłaszcza marszałkowie Ustinow i Ogarkow niewybrednie atakowali polskie kierownictwo. Według prof. Manfreda Wilke bazującego na dokumentach archiwalnych byłej NRD, marszałek

Ustinow miał nawet powiedzieć wprost, że nastąpi interwencja UW, jeśli Wojsko Polskie samo nie opanuje sytuacji.

Rano 7 grudnia podczas rozmowy gen. Jaruzelskiego z Leonidem Breżniewem padło ostrzeżenie: „Jeśli nie podejmiecie koniecznych środków, będzie za późno”. Tego samego dnia wylądował w Warszawie Naczelny Dowódca Zjednoczonych Sił Zbrojnych UW marszałek Wiktor Kulikow. Wraz z grupą oficerów Sztabu Generalnego SZ ZSRR monitorował on przebieg operacji stanu wojennego. Rejony przewidziane do ześrodkowania dywizji interwencyjnych były już zajęte przez jednostki Wojska Polskiego. Polski wiceminister ON i zastępca ND ZSZ UW gen. Eugeniusz Molczyk przesłuchiwany w 1995 r. przez sejmową Komisję odpowiedzialności Konstytucyjnej stwierdził dobitnie: „Wprowadzenie do Polski wojsk UW, t.j. wojsk radzieckich, niemieckich i czeskich mogło oznaczać co najgorsze. Przejęcie tych zadań prez Wojsko Polskie oznaczało opanowanie sytuacji naszymi polskimi rękami (…). Groźba interwencji wojsk UW istniała cały czas (…) Plan stanu wojennego był zarazem planem, którego celem było przeciwdziała- nie interwencji wojsk obcych”.

Dodam,  że  wyprowadzenie z koszar zasadniczych sił Wojska Polskiego w rejony planowane  do

zajęcia przez wojska interwencyjne stanowiło istotny element odstraszania. Z tym wiazało się także wyprowadzenie z baz sił uderzeniowych Marynarki Wojennej związane z blokadą bazy radzieckiej Marynarki Wojennej w Świnoujściu, zamknięcie polskiej przestrzeni powietrznej oraz blokada lotnisk cywilnych i wojskowych.

Jaka może być odpowiedź na postawione pytanie?

Znajdujemy ją w wypowiedziach chociażby dwóch poważnych historyków.

W grudniu 2011 r. na promocji książki „To nie miała być wojna” (wyd. WIW) prof. Andrzej Friszke oceniał: „Gdyby Sowieci weszli do Polski, ofiary liczylibyśmy w dziesiątkach tysięcy, mielibyśmy drugi Katyń (…) Sytuacja w Polsce w 1981 roku wyglądałaby inaczej, gdyby rewolucja solidarnościowa odbywała się w innych warunkach geopolitycznych”. Dodam, że już w 1981 r. w dokumencie opracowanym dla gen. Jaruzelskiego oceniano, iż w razie interwencji oraz oporu Wojska Polskie- go i społeczeństwa może zginąć od 100 do 500 tysięcy osób.

W lipcu 2013 r. prof. Ciechanowski w rozmowie z red. Pawłem Dybiczem mówił m.in.: dobrze wiedzieliśmy, że tzw. Zachód nie kiwnie nawet palcem, gdyby do- szło do interwencji w Polsce. (…)

Zaręczam panu, że gdyby akcja gen. Jaruzelskiego się nie powiodła, Rosjanie weszliby wspierani  przez  armię  czechosłowacką i enerdowską z uwagi na położenie geograficzne i znaczenie  Polski w Układzie Warszawskim”. (…) Dla mnie nie ulega kwestii, że generał Wojciech Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny 13 grudnia 1981 r., ze wszystkimi tego uciążliwymi konsekwencjami, ratował Polskę przed wejściem do niej Armii Czerwonej i nową rzezią niewiniątek. Gen. Jaruzelski i jego najbliżsi współpracownicy, choć wcześniej musieli zdławić wolnościowe aspiracje Polaków, gdy tylko nadarzyła się okazja (reformy Gorbaczowa-F.P.) rozpoczęli proces demokratyzacji Polski. Wspólnie z ludźmi „Solidarności” dokonali przełomu, o którym na Zachodzie nie tylko w podręcznikach mówi się z dużym uznaniem”.

 

Autor jest generałem dywizji w stanie spoczynku.







Dnia 27 listopada 2021 roku w warszawskim Hotelu Łazienkowskim odbył się XII Wojewódzki Zjazd Delegatów Organizacji Mazowieckiej Związku Żołnierzy Wojska Polskiego.
Na zjeździe wybrany został nowy Zarząd MZW ZŻWP, Komisja Rewizyjna i Sąd Koleżeński.
Prezesem MZW ZŻWP został wybrany  kolega

 

płk Jerzy Włosiński.


Przewodniczącym Wojewódzkiej Komisji Rewizyjnej Organizacji Mazowieckiej ZŻWP wybrany został  kolega

płk Mieczysław Piecyk

Przewodniczącym Sądu Koleżeńskiego wybranym został kolega

ppłk Artur Malinowski.



































POMNIK LOTNIKÓW
W POKRZYWNICY


„W dniu 12 listopada 1968 r. o godz. 18.46…. w czasie kiedy pilot wykonywał lot po trasie na śmigłowcu SM-2 w NTWA  
(nocy trudnych warunkach atmosferycznych)….śmigłowiec zderzył się z ziemią w rejonie m. Pokrzywnica.” – na podstawie książki „Polskie Lotnictwo Wojskowe 1945-2010” – Bellona 2011 r.

Zginęli wówczas:

Ppłk pil. Michał GRUDZIŃSKI
Kpt. lek. Henryk HENCZKA


Z inicjatywy naszego Koła nr 35 im 103 pl NJW MSW Związku Żołnierzy WP powstał projekt szczególnego oznaczenia i upamiętnienia miejsca, w którym w tragicznych okolicznościach nasi starsi Koledzy Lotnicy oddali życie wykonując swą ostatnią podniebną  misję.  


W dniu 29 października 2021 r. na Cmentarzu Parafialnym w Pokrzywnicy odbyło się odsłonięcie Monumentu z Tablicą Pamiątkową poświęconą zmarłym lotnikom.



O godz. 12.00 tego dnia uroczystości rozpoczęła msza św. odprawiona w kościele w intencji zmarłych lotników przez  księdza Mirosława BORKOWSKIEGO – proboszcza parafii pw. św. Józefa w Pokrzywnicy.


Przed rozpoczęciem mszy okolicznościową przemowę wygłosiła Pani Anna RYKACZEWSKA – córka zmarłego pilota, która przybyła wraz z rodziną ze Stanów Zjednoczonych specjalnie na tę uroczystość.

 

Dalsza część uroczystości miała miejsce na miejscowym cmentarzu, gdzie o godz. 13.00 wartę honorową przy Monumencie objęła Wojskowa Asysta Honorowa wystawiona przez 2. Ośrodek Radioelektroniczny z Przasnysza.


Zostały wprowadzone Poczty Sztandarowe warszawskich stowarzyszeń lotniczych:
-
 „Oddziału Warszawsko-Mazowieckiego Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa  
      Wojskowego  Rzeczypospolitej Polskiej”,

-  „Stowarzyszenia Promocja 1977 - Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej”,
-   „Stowarzyszenia Lotników Polskich”.

Tam też oprócz Rodzin, znajomych i przyjaciół zmarłych lotników  przybyły liczne delegacje m.in.:



-  „Koła nr 35 im. 103 Pułku Lotnictwa NJW MSW Związku Żołnierzy WP” 
z prezesem płk dypl.  pil. inż. Janem URBANIAKIEM;

 „Stowarzyszenia Promocja-77 Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej”


 

 „Stowarzyszenia Promocja-77 Wyższej Oficerskiej Szkoły Lotniczej”
   z Wiceprezesem gen.              dyw. nawig. inż. Zbigniewem GALCEM;
-  Oddziału Warszawsko-Maz. Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego z
   Prezesem  gen. bryg. pil. Romanem HARMOZĄ;

-  Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP” z Członkiem Zarządu Głównego płk. dr. inż. Henrykiem CZYŻYKIEM;-  „Stowarzyszenia Lotników Polskich” z Wiceprezesem ppłk   pil.  Ryszardem  KARPIŃSKIM;

-  „Warszawskiego  Klubu Seniorów Lotnictwa” z Prezesem mgr. inż. Lesławem KARSTEM;

-  „Związku Żołnierzy Wojska Polskiego" z Członkiem Zarządu Głównego ppłk inż.  Robertem WŁODARCZYKIEM i Członkiem Mazowieckiego Zarządu Wojewódzkiego ppłk inż. Józefem  ŁĘKAWĄ;

-  „Stowarzyszenia Przyjaciół Lotnictwa Ziemi Łęczyckiej” z Członkiem Zarządu Patrycją LEŚKIEWICZ;

-  „2. Ośrodka Radioelektronicznego w Przasnyszu” z reprezentantem Dowódcy ppłk Pawłem CICHOCKIM.

 



 


Dużo ciepła i optymizmu wniosła obecność najmłodszych z Samorządowego Przedszkola w Pokrzywnicy i uczniów Szkoły Podstawowej im. Witolda Machnowskiego w Nowym Niestępowie.

Po wysłuchaniu „Hymnu Państwowego” mowę okolicznościową wygłosił płk dypl. pil. inż. Jan URBANIAK.


Następnie Pan ppłk dypl. nawig. inż. Ryszard KUBIAK odczytał „Akt ufundowania Tablicy Pamiątkowej poświęconej lotnikom tragicznie zmarłym w katastrofie śmigłowca SM-2 w Pokrzywnicy”.


Gen. dyw. nawig. inż. Zbigniew GALEC wręczył „Akty Ufundowania Tablicy Pamiątkowej...”  Rodzinom i księdzu Mirosławowi BORKOWSKIEMU.


 Aktu poświęcenia Monument z Tablicą Pamiątkową dokonał Ksiądz proboszcz Mirosław BORKOWSKI.


Przy dźwiękach „Hasła Wojska Polskiego” członkowie Rodzin w towarzystwie płk dypl. pil. inż. Jana URBANIAKA – Prezesa Koła Nr 35 im. 103 pl NJW MSW Związku Żołnierzy WP dokonali przecięcia wstęgi i odsłonięcia Tablicy Pamiątkowej. 



 Następnie członkowie Rodzin i delegacje złożyły  wieńce i wiązanki kwiatów a wysłuchany w zadumie sygnał WP „ Śpij Kolego” pozwolił w skupieniu oddać hołd zmarłym lotnikom.



 Córki ppłk pil. Michała GRUDZIŃSKIEGO – Elżbieta i Anna z Rodzinami.


Kiedy odtworzony „Marsz Lotników” miał zakończyć uroczystość – nad cmentarzem pojawił się śmigłowiec „Robinson” pilotowany przez Marcina SZAMBORSKIEGO - Prezesa Firmy „SALT AVIATION” z Modlina.



Kilkakrotny przelot śmigłowca nad odsłoniętym Monumentem wzbudził nostalgię i sentyment uczestników uroczystości, a dzieciom i młodzieży dał nadzieję, że może kiedyś i Oni zostaną lotnikami.   


Pamiątką pozostało wspólne zdjęcie uczestników uroczystości.


Po uroczystości wszyscy uczestnicy mogli oddać się wspomnieniom przy wspólnym obiedzie w restauracji ”Pod Strzechą”.


Wyrażamy wdzięczność za osobiste poświęcenie wszystkim biorącym udział w wykonaniu czynności organizacyjnych, projektowych, przygotowawczych i budowlanych.



Wierzymy, że Tablica Pamiątkowa z Honorowymi Znakami Lotnictwa Polskiego będzie  otaczana czcią i szacunkiem przez mieszkańców Pokrzywnicy i na trwałe wpisze się
w historię Cmentarza Parafialnego

                                                                                     Jan URBANIAK





Bitwa pod Lenino jest niewątpliwie jednym z ważniejszych symboli poświęcenia żołnierza polskiego w walce o wyzwolenie Polski spod hitlerowskiej okupacji. Krew żołnierska, zarówno ta przelana w kraju jak i na zachodzie czy też wschodzie ma jedną barwę i jedną wartość. Dlatego też, dla uczczenia 78 rocznicy tej bitwy, delegacja Mazowieckiego Zarządu Wojweódzkiego ZŻWP złożyła w dniu 12 października 2021 roku wieniec na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza.


 










1 WRZEŚNIA 1939 r _WOJSKA NIEMIECKIE ZAATAKOWAŁY POLSKĘ,


1 września 1939 r. wojska niemieckie zaatakowały Polskę, rozpoczynając tym samym największy konflikt zbrojny w dziejach – II wojnę światową. Nieco ponad dwa tygodnie później od wschodu uderzyły oddziały sowieckie – w tamtym momencie sytuacja walczących Polaków stała się już krytyczna...

Mateusz Balcerkiewicz



Żołnierze polscy (domena publiczna) - Domena publiczna

Od czasu agresji III Rzeszy na II Rzeczpospolitą powstało już wiele analiz przebiegu walk i stanu polskiej armii w tamtym okresie. Wydano również dużą liczbę różnych wspomnień.



Na początek garść faktów. W marcu 1939 r., przed powszechną mobilizacją, Wojsko Polskie na lądzie i w powietrzu składało się z 30 dywizji piechoty, 38 batalionów Obrony Narodowej, 11 brygad kawalerii, 12 pułków i 3 dywizjonów różnego typu artylerii, jednego pułku i 9 dywizjonów artylerii przeciwlotniczej oraz jednej brygady zmotoryzowanej, do której doliczyć należy 10 batalionów pancernych i 2 dywizjony pociągów pancernych. Oprócz tego dysponowaliśmy jednym pułkiem i 12 batalionami saperów różnych specjalizacji, jednym pułkiem radiotelegraficznym, 3 batalionami telegraficznymi, 10 dywizjonami żandarmerii, 2 dywizjonami taborów, 6 pułkami lotniczymi, złożonymi z samolotów o różnym przeznaczeniu i 2 batalionami balonowymi. Dodatkowo gotowe były kadry dla kilku kolejnych jednostek.

Łącznie, już po mobilizacji, Polska była w stanie wystawić do walki około milion żołnierzy z 1,35 mln planowanych (o niepełnej liczbie poborowych decydowało kilka czynników, w tym na przykład brak odpowiedniej ilości broni), wyposażonych w 4,5 tys. dział, prawie 600 czołgów i tankietek oraz ok. 400 samolotów bojowych. Naprzeciw stanęli Niemcy dysponujący ogółem ok. 2 mln żołnierzy, ok. 2,8 tys. czołgów, 1,1–1,3 tys. samochodów pancernych, 11 tys. dział i działek ppanc oraz 2 tys. samolotów.


 

Polski żołnierz i cywile w oblężonej Warszawie (fot. Julien Bryan, domena publiczna) - Julien Bryen / Domena publiczna

Wojsko II Rzeczypospolitej dysponowało kilkoma silnymi atutami. Jednym z nich było często wspominane, a niezwykle skuteczne działko 37mm Bofors wz. 36. Wobec dużej przewagi niemieckich wojsk pancernych stanowiło one podstawę obrony przed czołgami i pojazdami. Żołnierze Wehrmachtu często wspominali świetne przeszkolenie i zgranie jego polskiej obsługi. Inną zaletą Polaków był kolor munduru, który maskował w terenie o wiele lepiej, niż szary odcień uniformów wojskowych III Rzeszy. Nie do przecenienia były też odwaga i umiejętności poszczególnych Polaków, którzy śmiałymi posunięciami krzyżowali plany przeciwnika.

Prawdziwym przerażeniem napawała realna perspektywa polskiego natarcia z użyciem bagnetów. Ponieważ Wehrmacht zrezygnował całkowicie ze szkolenia swoich ludzi w tej przestarzałej już nieco formie walki, Polacy dysponowali na tym polu oczywistą przewagą, zwłaszcza pod kątem psychologicznym. A wbrew założeniom III Rzeszy do starcia z użyciem broni białej mogło jeszcze jak najbardziej dojść. Dość szybko jednak zaczęto skutecznie radzić sobie z taką formą ataku – niemieccy żołnierze zwyczajnie uciekali przed walką wręcz, a zdobyte śmiałym natarciem Polaków pozycje zasypywano silnym ogniem artyleryjskim, który uniemożliwiał ich utrzymanie.

Wraz z postępami Wehrmachtu polski opór krzepł i koncentrował się wokół stolicy. Swój udział w obronie mieli także cywile – i to nie tylko pomagając przy pracach fortyfikacyjnych czy karmiąc wojsko. Zdanie żołnierzy niemieckich o Polakach we wrześniu 1939 r. było tak różne, jak różni byli sami Niemcy. Obok przypadków bestialstwa znajdowało się również miejsce dla przykładów szacunku do pokonanego wroga. Jak można wyczytać z relacji niemieckich uczestników walk, Wojsko Polskie, mimo że stosunkowo słabsze od Wehrmachtu, należało jednak traktować z całkowitą powagą. Polacy przecież, pomimo klęski w kampanii wrześniowej, zadali swoim przeciwnikom dotkliwe straty, broniąc się bez niczyjej pomocy o wiele dłużej, niż zakładały to przedwojenne plany.

Źródło: Portal historyczny Histmag.org




 




77 lat temu wybuchło Powstanie Warszawskie. Wspólnie oddajmy cześć jego uczestnikom.

Z okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w wielu miastach Polski odbyły się uroczystości upamiętniające bohaterów sprzed 77 lat. Pamięć o nich uczczono między innymi włączeniem syren w godzinę "W", minutą ciszy, składaniem kwiatów i zapaleniem zniczy w symbolicznych miejscach. W Sanktuarium Maryjnym w Licheniu Starym o godzinie 17 zabrzmiał największy dzwon w Polsce - Maryja Bogurodzica, przed bazyliką w Szczecinie żołnierze utworzyli wraz z powstańcami i mieszkańcami znak Polski Walczącej, w kilku miejscach zorganizowano koncerty piosenek powstańczych i pieśni patriotycznych.

Wydarzenia związane z obchodami 77. rocznicy Powstania Warszawskiego odbywają się w niedzielę w wielu miastach w Polsce.

Punktualnie o 17.00, w godzinę "W", stolica oddała hołd bohaterom Powstania Warszawskiego. Na ulicach zatrzymali się przechodnie, auta, tramwaje i autobusy. Rozległo się wycie syren, bicie kościelnych dzwonów i dźwięk samochodowych klaksonów.

W różnych miejscach Warszawy odbywają się uroczystości związane z obchodami 77. rocznicy Powstania Warszawskiego. Jak co roku - ich kulminacyjnym punktem jest oddanie hołdu powstańcom podczas godziny "W". Wtedy też w całym mieście rozlega się dźwięk syren. Dokładnie o 17.00, 77 lat temu wybuchło Powstanie.

W tym roku w godzinę "W" na ruchliwych zwykle ulicach stanęły samochody, autobusy i tramwaje. Warszawiacy tłumnie zebrali się między innymi na rondzie Dmowskiego, placu Piłsudskiego czy przed pomnikiem Powstania Warszawskiego na placu Krasińskich. Rocznicę powstańczego zrywu upamiętniono także na statkach i barkach stojących w nurcie Wisły. Na placu Zamkowym mieszkańcy stworzyli symbol Polski Walczącej, by uczcić pamięć i heroiczną walkę o niepodległość powstańców.

O godzinie 17 rozpoczęły się też uroczystości przed pomnikiem Gloria Victis (łac. chwała zwyciężonym) na Wojskowych Powązkach, które stanowią kulminacyjny punkt obchodów 77. rocznicy Powstania Warszawskiego. Hołd powstańcom oddali tu przybyli na uroczystości weterani, warszawiacy, a także przedstawiciele władz, między innymi prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, marszałek Sejmu Elżbieta Witek, marszałek Senatu Tomasz Grodzki i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Największa zbrojna akcja podziemia

Powstanie Warszawskie było największą akcją zbrojną podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. 1 sierpnia 1944 roku do walki w stolicy przystąpiło około 40-50 tysięcy powstańców. Planowane na kilka dni trwało ponad dwa miesiące.

W czasie walk w Warszawie zginęło ok. 18 tysięcy powstańców, a 25 tysięcy zostało rannych. Straty wśród ludności cywilnej były ogromne i wynosiły ok. 180 tysięcy zabitych. Pozostałych przy życiu mieszkańców Warszawy (około pół miliona) wypędzono z miasta, które po Powstaniu zostało niemal całkowicie spalone i zburzone.W godzinę "W" mieszkańcy stworzyli symbol Polski Walczącej na placu Zamkowym
















Z okazji 76. rocznicy zwycięstwa nad faszystowskimi Niemcami i Narodowego Dnia Zwycięstwa 8 maja 2021 r. o godzinie 11.00 Zarząd i członkowie Organizacji Mazowieckiej ZŻWP złożyli wiązanki kwiatów na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza. Dołączyliśmy do delegacji Zarządu Głównego i stowarzyszeń oraz kół pragnących uczcić pamięć przelanej krwi żołnierza polskiego w walce z faszyzmem.

 















Członkowie kół organizacji mazowieckiej  składali również wiązanki  w innych miejscach upamiętniające udział  żołnierzy w zmaganiach z hitlerowskim  najeźdźcą .

Delegacja Koła nr 35 w składzie: ppłk mgr inż. Teodor DUDACZYK – wiceprezes, mjr pil. Zdzisław KIELECKI – członek i płk dypl. pil. inż. Jan URBANIAK – prezes złożyli wiązankę kwiatów i zapalili znicze pod Pomnikiem 1 DPanc. im. Gen. Stanisława MACZKA (zgodnie z deklaracją opieki Koła nad tym monumentem).

 







Delegacja Koła 42 w składzie wiceprezes płk mgr inż. Bogdan KOZIOŁ, prezes płk mgr inż. Bogdan BARTOSIŃSKI uczcili pamięć Naszego mistrza olimpijskiego z Los Angeles 1932 r. Janusza Kusocińskiego przy tablicy pamiątkowej Jemu poświęconej, gdzie w 1939 roku ogniem swego karabinu maszynowego bronił dostępu do fortu.

 






Wszystkim Członkom oraz Sympatykom MZW ZŻWP

     życzymy zdrowych i spokojnych Świąt Wielkanocnych 






      

 

  "Śmierć ostatnimi miesiącami zbiera duże żniwo. Z wielkim smutkiem zawiadamiamy, że grono Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej opuścił na zawsze 5 lutego 2021 r., w wieku 70 lat, zaciągając wieczną wartę, nasz serdeczny Kolega,
P p ł k. w s t. s p. m g r  i n ż . W o j c i e c h S a m b o r s k i S k a r b n i k, C z ł o n e k P r e z y d i u m S t o w a r z y s z e n i a S p a d k o b i e r c ó w P o l s k i c h K o m b a t a n t ó w II W o j n y Ś w i a t o w e j Absolwent Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej. Wieloletni pracownik Urzędu do spraw Kombatantów. Udzielał się w Klubie Oficerów Rezerwy. Będziemy Go pamiętać jako oddanego towarzysza licznych uroczystości, historycznych wydarzeń oraz wyjazdów w Polsce i za granicą. Odważnie wyrażał sprzeciw poprawności politycznej niszczenia Miejsc Pamięci II Wojny Światowej. Wcielał ideę jednoczenia środowiska kombatantów i ich potomków. Z zapałem oddawał się pracy na niwie kultury, jako środka pokojowego zbliżenia poszczególnych ludzi i narodów. Cześć Jego Pamięci! Nasze wyrazy współczucia Żonie oraz Córce z Rodziną! Członkowie Stowarzyszenia Spadkobierców Polskich Kombatantów II Wojny Światowej."



 

   
      W dniu 16.01.2021 przedstawiciele  4,19,23,35,42 Koła Mazowieckiego Wojewódzkiego  Związku Żołnierzy Wojska Polskiego wraz z Prezesem złożyli wiązanki i zapalili znicze przy pomniku 1 Armii Wojska Polskiego.
Następnie przemieściliśmy się przed Grób Nieznanego Żołnierza gdzie uczestniczyliśmy przy składaniu wiązanek  przez przedstawicieli Zarządu Głównego ZŻWP










        Od dziesięciu z górą lat, niektóre rocznice niegdyś hucznie obchodzone zniknęły. Obecnie dzień 17 stycznia został całkowicie i zupełnie zapomniany. Aby wyjaśnić, dlaczego tak się stało, należy przypomnieć wydarzenia historyczne. 16 stycznia 1945 roku Armia Radziecka oraz oddziały 1 Armii Wojska Polskiego rozpoczęły forsowanie Wisły w okolicach Karczewa pod Warszawą. Następnej nocy 6 dywizja piechoty 1 AWP sforsowała Wisłę z praskiego brzegu. W południe 17 stycznia 6 DP spotkała się z 2 DP w okolicach Parku Saskiego. O godzinie 15.00 po ciężkich walkach z wojskami niemieckimi zrujnowana i opuszczona przez mieszkańców Warszawa była wolna od Niemców. Jak więc oceniać wydarzenia z 17 stycznia 1945 roku? Czy Warszawa została wówczas wyzwolona spod okupacji niemieckiej, czy też zajęta przez Sowietów? Dzisiaj historycy skłaniają się ku opinii, że została "zajęta" - Stalin bowiem dopuścił do upadku Powstania Warszawskiego i bezczynnie przyglądał się zburzeniu miasta, a "wyzwolił" je dopiero wówczas, gdy mu się to opłacało. Politycy - a to oni decydują o obchodach, świętach i jubileuszach - nie lubią trudnych do zaszufladkowania wydarzeń. Mówiąc zaś o 17 stycznia trzeba mieć w pamięci zarówno postawę Sowietów wobec Warszawy w sierpniu 1944 roku, jak i to, że tak wielu ich zginęło na ziemiach polskich. Stolicę wyzwoliło  Wojsko Polskie i chociaż często nazywane jest ono "ludowym" Wojskiem Polskim, to nigdy oficjalnie nie nosiło tej nazwy.





2020