Mazowiecki Zarząd Wojewódzki Związku Żołnierzy Wojska Polskiego
  WSPOMNIENIA
 

 Moje „skrzydlate” życie          

 płk mgr inż. Andrzej MRZYGŁÓD

Odc. 1 

Obchody 100-lecia polskiego lotnictwa stały się pretekstem do licznych programów telewizyjnych, konferencji itd., w których podawano bardzo wiele informacji o historii lotnictwa i jego bohaterach. Niestety nie zachowano przy tym właściwych proporcji. Bardzo mało mówiono o czasach PRL-u- od zakończenia II wojny światowej do 1990 r.. Początek tego okresu to  tworzenie nowych warunków społecznych i wielki wysiłek odbudowy kraju, w tym tworzenie w oparciu o przedwojenne pasje i programy przemysłu lotniczego, budowa infrastruktury i 50-ciu lotnisk dla 2000 samolotów. Tworzono także aerokluby, szkoły lotnicze, akademie wojskowe.

Miałem szczęście jako  biedny dzieciak ze skromnej rodziny skorzystać z tego niespotykanego wcześniej w naszej historii boomu i zielonego światła dla moich lotniczych zamiłowań i spełnić swoje marzenia o lataniu. W ten sposób moje życie i kariera zawodowa splotły się z historią największego w dziejach Polski rozwoju lotnictwa sportowego i wojskowego.

Opisałem to dla moich najbliższych i potomnych w obszernych wspomnieniach. Liczne zapytania skłoniły mnie do przedstawienia tych ich fragmentów, które życzliwi redaktorzy zechcą zamieścić. 

Wraz z braćmi i siostrami (było nas 6-ro) okupację przeżyłem dzięki zapobiegliwości matki, która uratowała nas od śmierci głodowej. Mieszkaliśmy w kolonii kolejarskiej Nowego Sącza, obok infrastruktury PKP i małego lotniska. Ojciec (maszynista kolejowy) w 1939 r. dostał się do niewoli i powrócił dopiero po wojnie. W 1945 r. został oddelegowany na Dolny Śląsk (do pomocy w uruchomieniu kolei). To właśnie tam- najpierw w Legnicy, a ostatecznie w Świdnicy- zaczęło się moje młodzieńcze życie i nauka w szkole podstawowej, a później w I Liceum Ogólnokształcącym. W 1953 r. po zdaniu matury, wyjechałem do Warszawy na studia w Wojskowej Akademii Technicznej. Opuściłem Świdnicę z dobrymi wspomnieniami. Znowu dopisało mi szczęście. W liceum uczyli mnie repatriowani ze wschodu profesorowie wyższych uczelni Lwowa i Wilna , a ponadto mogłem rozwijać swoje lotnicze pasje. Powstałe po wojnie państwo polskie stworzyło materialne zachęty dla uczącej się młodzieży z biednych środowisk. Jednym z priorytetów był rozwój sportu, w tym amatorskiego lotnictwa. Moi starsi bracia zorganizowali w Świdnicy Ligę Lotniczą i szkolenie szybowcowe. Na pobliskim poniemieckim lotnisku uczyli mnie latania na szybowcu „Salamandra” i samolocie CSS-13.

Prezes okręgowej Ligii Lotniczej wysłał mnie na kurs instruktorów modelarstwa w Krakowie, po czym zlecił mi prowadzenie modelarni i zajęć dla świdnickiej młodzieży w lokalu przy ul. Łukowej. Tak więc jako 17-latek zostałem etatowym kierownikiem modelarni. Młodzież była wspaniała. Nie było wówczas telewizji, internetu  i gier komputerowych- bawili się, jednocześnie ucząc budowy modeli samolotów i z pełną pasją uczestniczyli w konkursach lotów. Stąd czerpali radość, a ich zachowanie było absolutnie nienaganne, bo zarówno środowisko, jak i szkoła uczyły i pilnowały zachowania  kultury osobistej. Dzięki wysokiemu poziomowi nauki w moim liceum nie  miałem trudności w zdaniu egzaminów konkursowych na Fakultet Lotniczy WAT-u.
        Przyjechałem do Warszawy z marzeniem, by zostać inżynierem budowy samolotów. Nie będę opisywał, jak wielkim przeżyciem było dla mnie zetknięcie się ze stolicą- jeszcze w większości w ruinie, ale z odbudowanym już  Starym Miastem i ze świeżymi nowymi osiedlami - MDM-em i Muranowem. Trafiłem do będącej jeszcze w budowie Akademii i znów miałem szczęście, bo decyzją ówczesnego rządu zostali do niej przymusowo ściągnięci najlepsi profesorowie nauk ścisłych i technicznych. Po pięciu latach intensywnych studiów otrzymałem tytuł mgr inż. lotnictwa i stopień wojskowy ppor.

 
C.D.N.







 

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=