Mazowiecki Zarząd Wojewódzki Związku Żołnierzy Wojska Polskiego
  N E W S Y
 

Weterani Armii Andersa wraz z delegacją państwową odwiedzą Monte Cassino

15.05.2018 r.

Weterani Armii Andersa wyruszą dziś na patriotyczną pielgrzymkę do Włoch. Wspólnie z delegacją państwową i kombatantami innych formacji wojskowych odwiedzą groby kolegów na Monte Cassino. Uroczystości, które potrwają do 19 maja, organizuje Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

- Dla weteranów, żołnierzy 2. Korpusu Polskiego Armii generała Władysława Andersa, każda pielgrzymka na Monte Cassino ma wymiar niezwykle ważny, ponieważ odwiedzają oni groby swoich kolegów, którzy tam we włoskiej ziemi pozostali. Opowiadają nam na tamtejszym cmentarzu o wspólnej drodze, jaką przeszli przez piekło sowieckich łagrów, przez Palestynę i wreszcie Półwysep Apeniński - powiedział szef UdsKiOR Jan Józef Kasprzyk.

W tegorocznej pielgrzymce weźmie udział grupa składająca się z blisko trzydziestu żołnierzy gen. Władysława Andersa zarówno z Polski, jak i z Wlk. Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady, Australii, Nowej Zelandii oraz Włoch, gdzie - jak mówił Kasprzyk - osiadła część "andersiaków". Minister ds. kombatantów zaznaczył, że uroczystości na Monte Cassino poza "wymiarem sentymentalnym" mają charakter "istotny dla kształtowania świadomości narodowej, świadomości patriotycznej młodego pokolenia". - W pielgrzymce weźmie udział pięć pokoleń Polaków. Będą to weterani walk o niepodległość Rzeczpospolitej, działacze opozycji antykomunistycznej. To także ogromna grupa młodzieży szkolnej, strzelców i harcerzy, którzy co roku udają się na Monte Cassino - powiedział Kasprzyk.

Jak mówił, ważnym elementem pielgrzymki na Monte Cassino jest pobyt w Rzymie, gdzie członkowie delegacji wezmą udział w audiencji generalnej u papieża Franciszka. - Dla weteranów walk o niepodległość zarezerwowany jest specjalny sektor; będą bardzo blisko Ojca Świętego. Mamy też nadzieję, że tak jak w roku ubiegłym Ojciec Święty będzie mógł pozdrowić weteranów walczących o niepodległość Polski i Europy, bo dodajmy, że żołnierze 2. Korpusu, to ci, którzy mieli oczywiście w umysłach walkę o niepodległość Rzeczpospolitej, ale de facto wyzwalali Europę spod narodowosocjalistycznego jarzma niemieckiego - podkreślił Kasprzyk. Po audiencji generalnej u papieża Franciszka, delegacja pomodli się przy grobie Jana Pawła II.

Również w Rzymie delegacja odwiedzi Instytut Polski, gdzie senator Anna Maria Anders, córka generała, otworzy wystawę "Armia Andersa - Szlak nadziei". Uczestnicy uroczystości wraz z przewodniczącym Rady ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych sędzią Bogusławem, Nizieńskim złożą kwiaty i oddadzą hołd marszałkowi.

W czwartek 17 maja, delegacja odwiedzi Piedimonte San Germano, gdzie znajduje się wzgórze, o które toczyły się walki przez blisko pięć dni w maju 1944 r. Wsławił się w nich Pułk 6. Pancerny "Dzieci Lwowskich". "W tym roku uroczystość na Piedimonte będzie miała charakter szczególny, ponieważ władze samorządowe miasteczka nadadzą w tym dniu nowe imię wzgórzu, gdzie stoi obelisk poświęcony polskim żołnierzom. Będzie to Wzgórze Pamięci Polskich Bohaterów. Uroczystość w Piedimonte odbędzie się z udziałem ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka i ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego" - poinformował szef urzędu.

Mignano Monte Lungo

Tego samego dnia delegacja złoży wizytę w Mignano Monte Lungo, gdzie znajduje się cmentarz żołnierzy z Włoskiego Korpusu Wyzwolenia generała Umberto Utiliego. - To Włosi, którzy walczyli po stronie alianckiej, ramię w ramię z Polakami i Brytyjczykami 8. Armii. Odwiedzimy muzeum gen. Umbero Utili, do którego zbiorów przekażemy wyjątkowe pamiątki wydobyte z archiwów Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie. Są to fotografie przestawiające wspólną odprawę Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych gen. Kazimierza Sosnkowskiego i gen. Umberto Utiliego. Myślę, że będzie to gest przyjaźni i pamiątka, która wzbogaci zbiory muzeum dokumentującego czyn zbrojny tych włoskich patriotów, którzy stanęli po stronie dobra, czyli stronie alianckiej - zaznaczył.

Kasprzyk poinformował, że piątek na cmentarzu w Monte Cassino członkowie Związku Strzeleckiego złożą przyrzeczenie strzeleckie, które odbierze major Otton Hulacki, żołnierz 2. Korpusu gen. Andersa, który przed wojną był instruktorem strzeleckim we Lwowie. - W tym wydarzeniu mieścić się będzie istota tych obchodów. Młode pokolenie zostaje zarażane duchem niepodległościowym, który był udziałem żołnierzy 2. Korpusu. Na cmentarzu tworzymy ciąg pokoleń następujących po sobie, które łączy jedno wspólne hasło "umiłowanie ojczyzny i jej niepodległości" - dodał.

- Będziemy również w samym opactwie podjęci przez opata Monte Cassino; przy grobie św. Benedykta, św. Scholastyki. Pamiętajmy, że Monte Cassino i klasztor jest niezwykle ważny z punktu widzenia cywilizacji łacińskiej i europejskiej. Tam wykuwała się myśl, która połączyła Europę w średniowieczu i tam tworzyły się fundamenty, na których tę Europę i cywilizacje łacińską budowano. Żołnierze 2. Korpusu Polskiego przywracali Europie takie oblicze, szli z hasłem, które zostało podeptane przez Niemców wraz z wybuchem II wojny światowej 1 września 1939 r. - mówił.

Masyw Monte Cassino wraz ze znajdującym się na wzgórzu klasztorem benedyktynów było w czasie drugiej wojny światowej kluczową niemiecką pozycją obronną na tzw. linii Gustawa, mającą uniemożliwić aliantom zdobycie Rzymu. 18 maja 1944 r. po niezwykle zaciętych walkach zdobył je 2. Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa. W bitwie zginęło 923 polskich żołnierzy, 2931 zostało rannych, a 345 uznano za zaginionych.

 

Źródło: onet.pl



PiS odmraża ustawę o dezubekizacji armii. Będą mniejsze emerytury dla wojskowych

 4 maja 2018 r.

Sejm wraca do prac nad ustawą o obniżeniu rent i emerytur dla żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego. Biuro Analiz Sejmowych opublikowało niedawno opinię o projekcie ustawy, z której wynika, że jest ona niezgodna z konstytucją. Rządowy projekt ustawy o zmniejszeniu rent i emerytur żołnierzy jest bardzo podobny do przyjętej w grudniu ustawy obniżającej świadczenia funkcjonariuszom policji.

W projekcie zapisano, że każdy żołnierz, który przed 31 sierpnia 1990 roku przepracował choćby jeden dzień w jednostce podległej MON, Informacji Wojskowej, Wojskowej Służbie Wewnętrznej czy „innych służb Sił Zbrojnych prowadzących działania operacyjno-rozpoznawcze lub dochodzeniowo-śledcze” straci przywileje emerytalne. Niższe świadczenia mają dostać nie tylko żołnierze zawodowi, ale również ci, których objęła zasadnicza służba wojskowa i pracownicy cywilni.

Szacuje się, że ustawa obejmie od 12 tys do 20 tys osób i ma przynieść rządowi zysk od 200 do 300 mln zł rocznie. Po przyjęciu ustawy obniżającej świadczenia funkcjonariuszom policji prace nad dezubekizacją wojska wstrzymano. W kwietniu na stronie biura analiz sejmowych ukazała się opinia do projektu uchwały, co prawdopodobnie oznacza jej "odmrożenie".

Analiza nie zostawia na projekcie suchej nitki. Analitycy BAS przywołują opinię Sądu Najwyższego, który uznał, że jest niezgodny z konstytucją i stosuje zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

- Wprowadzenie odpowiedzialności dla wszystkich żołnierzy, wyłącznie ze względu na służbę w zdefiniowanych przez projektodawcę przedziale czasu i jednostkach organizacyjnych MON, niezależnie od indywidualnej oceny postępowania, a także np. stażu pracy, stanowiska, funkcji i faktycznej działalności, budzi poważne wątpliwości - czytamy w konkluzji opinii.

Zdaniem prawników Biura Analiz Sejmowych, "Wprowadzenie tych zmian mogłoby doprowadzić do szeregu negatywnych konsekwencji zarówno w obszarze społecznym, politycznym, finansowym i prawnym, nie tylko na arenie krajowej, ale również międzynarodowej".

Negatywna opinia nie oznacza jednak, że projekt przepadnie. Dokładnie te same Biuro Analiz Sejmowych miało do poprzedniej ustawy, "dezubekizującej" MSW. Mimo uwag, ustawę przyjęto.

Źródło: money.pl




DEUBEKIZACJA

Sądy zawieszają sprawy odwoławcze. Czekają na TK

2 maja 2018 r.

Nawet dwa-trzy lata będą musieli czekać na wyrok mundurowi, którym zmniejszono emerytury w wyniku ustawy dezubekizacyjnej. Wszystkie sprawy w sądach są zawieszane do czasu rozpatrzenia skargi przez Trybunał Konstytucyjny

Do sądu wpłynęło już ok. 8,5 tys. odwołań od decyzji o zmniejszeniu emerytury. W każdym przypadku funkcjonariusze dostają decyzje, że sprawy zostają zawieszone lub po prostu sądy nie wyznaczają terminu rozprawy. Uzasadnienie jest jedno – trzeba poczekać na decyzję Trybunału Konstytucyjnego – mówi Zdzisław Czarnecki, prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP.

Damian Sucholewski, adwokat z Warszawy prowadzący sprawy poszkodowanych funkcjonariuszy: – Przypuszczam, że rozpatrzenie sprawy może zająć dwa-trzy lata.

Wielu jego klientów nie doczeka końca rozprawy. – Już zmarły cztery osoby, które reprezentowałem w sprawach obniżonych emerytur – dodaje Sucholewski.

Sąd chce odpowiedzi TK

Wydłużenie spraw to efekt decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie z 24 stycznia 2018 r. Sąd nie wydał wyroku w jednym z procesów deubekizacyjnych, lecz zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem, czy deubekizacja nie narusza ustawy zasadniczej oraz zasad niedziałania prawa wstecz i niekarania dwa razy za ten sam czyn.

AMS

 

Onet.pl



Rząd prześwietli emerytury. Czas na zmiany systemowe?

Sobota, 28 kwietnia

Związki zawodowe i organizacje pracodawców chcą rzetelnej dyskusji o przyszłości systemu wsparcia seniorów. A nie tylko pojedynczych zmian, demolujących obowiązujące zasady.

Mundurowi i rolnicy trafią do ZUS?

 9 maja w zespole ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego ma się odbyć spotkanie partnerów społecznych dotyczące nowego przeglądu systemu emerytalnego.

Przewodnicząca RDS minister Elżbieta Rafalska chce, by wypracowane rekomendacje posłużyły jako materiał do debaty w czasie posiedzenia plenarnego RDS pod koniec czerwca.

- Dzisiaj trudno jest przewidzieć efekt prac zespołu - podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Pracodawców RP. - Nie wiadomo, czy dyskusja o przeglądzie nie sprowadzi się do kilku spotkań, na których każdy przedstawi swoje stanowisko. A przecież przegląd systemu emerytalnego to poważna sprawa, wymagająca czasu - podkreśla.

Przegląd, czyli pretekst
Po raz pierwszy od startu reformy w 1999 r. przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Finansów przeprowadziły w 2013 r. Podstawą był art. 32 ustawy z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych (Dz.U. z 2011 r. nr 75, poz. 398 ze zm.). Zgodnie z nim Rada Ministrów dokonuje przeglądu systemu emerytalnego nie rzadziej niż co trzy lata.

Kolejna ocena została poprzedzona debatami organizowanymi przez ZUS. We wszystkich oddziałach od czerwca do września 2016 r. każdy mógł przedstawić swoją opinię o systemie emerytalnym. Z powodu skali konsultacji gotowy dokument trafił do Sejmu dopiero pod koniec grudnia 2016 r. A parlament przyjął informację rządu na ten temat w lutym 2017 r.

- Nie rozumiem, dlaczego zaledwie po roku od zakończenia ostatniego przeglądu rozpoczyna się następny - zastanawia się Bogusława Nowak-Turowiecka, ekspert ubezpieczeniowy ze Związku Rzemiosła Polskiego.

Konieczne porządki

Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że warto się zastanowić nad przyszłym kształtem systemu.

- Najważniejszą sprawą jest odpowiedź na pytanie, czy wracamy do poprzedniego systemu emerytalnego zdefiniowanego świadczenia, czy też zachowamy obecny system zdefiniowanej składki - zauważa Bogusława Nowak-Turowiecka.

W ocenie ekspertki nowy przegląd emerytalny powinien wypracować rozwiązania spójne, które będą obowiązywać przez kilka dekad, a nie tylko przez jedną kadencję Sejmu.

- Dlatego też warto zastanowić się nad włączeniem służb mundurowych do systemu powszechnego - podkreśla Bogusława Nowak-Turowiecka. - Jeśli za takie osoby resorty siłowe będą płacić składki, to odejście ze służby będzie o wiele prostsze. Nie można zmieniać tylko małego fragmentu systemu emerytalnego, bo to wywołuje bałagan - dodaje.

Podobnie uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert ubezpieczeniowy z Konfederacji Lewiatan. W jego ocenie do ZUS powinni trafić nie tylko mundurowi, lecz także rolnicy.

- Musimy wrócić do założeń reformy emerytalnej z 1999 r., która proponowała powszechność systemu - podkreśla Jeremi Mordasewicz. - Kopalnie powinny płacić wyższe składki emerytalne do ZUS, bowiem górnicy przechodzą na wcześniejszą emeryturę . Co więcej, ich świadczenia są ustalane na podstawie specjalnych wskaźników, ale za tym nie idzie wyższa składka emerytalna - dodaje.

W ocenie Lewiatana rząd będzie musiał podjąć decyzję o stopniowym zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn na poziomie 65 lat.

- Kobiety stanowczo zbyt krótko pracują w porównaniu z czasem pobierania emerytury - dodaje Mordasewicz.

Kłopotliwa waloryzacja

- Konieczne jest także wypracowanie nowego mechanizmu waloryzacji rent i emerytur - zauważa Łukasz Kozłowski. - Obecny system powoduje, że to politycy decydują o prowizorycznych rozwiązaniach. A przecież można skorzystać ze wskaźnika waloryzacji składek na ubezpieczenie emerytalne za kolejne lata - podkreśla.

Konfederacja Lewiatan chce likwidacji starego portfela.

- Warto też zastanowić się nad nowym sposobem liczenia emerytury. Tak, żeby przy ich ustalaniu uwzględniano przewidywane w przyszłości średnie trwanie życia kobiet i mężczyzn. A nie to obecnie obowiązujące - podkreśla Mordasewicz. - Dlaczego? Bo żyjemy coraz dłużej. A jeśli to uwzględnimy, to co prawda świadczenia w dniu ich przyznania będą nieco niższe, ale w przyszłości ich wysokość będzie relatywnie wyższa - dodaje.

OPZZ stawia zaś sprawę jasno.

- Mamy gotowy projekt ustawy dotyczący waloryzacji rent i emerytur. Chcemy, żeby przy ustalaniu wskaźnika uwzględniać nie 20, ale 50 proc. realnego wzrostu płac - podkreśla Wiesława Taranowska, wiceprzewodnicząca OPZZ. - W czasie prac zespołu zaproponujemy także, żeby wdowy i wdowcy mogli otrzymać jedną czwartą świadczenia po swoich współmałżonkach - dodaje.

Pomostówki pod młotek

Z kolei NSZZ "Solidarność" nie ma wątpliwości, że podczas przeglądu emerytalnego trzeba będzie rozwiązać kwestię emerytur pomostowych.

- Niezbędne jest uchylenie ich wygasania - podkreśla Henryk Nakonieczny, członek prezydium Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". - Będziemy się także domagać emerytur stażowych, żeby osoby z najdłuższym stażem pracy w trudnych warunkach mogły wcześniej zakończyć aktywność zawodową.

Rząd także nie pójdzie z pustymi rękami na posiedzenie zespołu RDS. Wśród najnowszych propozycji jest bowiem emerytura dla matek. Każda kobieta, która urodzi i wychowa przynajmniej czwórkę dzieci, będzie miała prawo do emerytury minimalnej. Świadczenie uzyskają panie, które nigdy nie pracowały i te, które były aktywne zawodowo, ale zbyt krótko, by wypracować kapitał potrzebny do ich wypłaty.

Bożena Wiktorowska





Prezydent RP Andrzej DUDA spotkał się w dniu 20 kwietnia
z ministrem ON Błaszczakiem i kombatantami.

Chodzi o tzw. ustawę degradacyjną.

 21.04.2018 r.
 

W pałacu prezydenckim odbyło się spotkanie Andrzeja Dudy m.in. z szefem MON oraz przedstawicielami instytucji kombatanckiej. Spotkanie dotyczyło tzw. ustawy degradacyjnej.

Przypomnijmy, 31 marca Andrzej Duda zawetował tzw.  ustawę degradacyjną i skierował ją do ponownych prac w Sejmie. – Mam wątpliwości co do tej ustawy. Odebranie stopni wojskowych kierownictwu WRON jest mało dyskusyjne, ale nie tylko ci ludzie składali się na WRON. Nie zgadzam się z dysproporcjami zawartymi w tej ustawie – powiedział wówczas prezydent.

Spotkanie w Pałacu

Głowa państwa zapowiedziała spotkanie w ramach dyskusji na temat  ustawy. Odbyło się ono w Pałacu Prezydenckim. Andrzej Duda zaprosił m.in. szefa resortu obrony narodowej Mariusza Błaszczaka oraz przedstawicieli Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych.

Ustawa degradacyjna

6 marca 2018 roku Sejm przyjął ustawę degradacyjną. „Za” było 264 posłów, przeciw było 159, a 6 parlamentarzystów wstrzymało się od głosu. Ustawa mówi o pozbawianiu stopni wojskowych „osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu oraz o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej”. 8 marca, bez poprawek, ustawę przyjął Senat.

Przypomnijmy, przygotowany przez MON projekt przewiduje możliwość pozbawiania stopnia oficerskiego lub podoficerskiego – również pośmiertnie – osób, które z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlegają obowiązkowi służby wojskowej i żołnierzy rezerwy, którzy byli członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego albo pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa, o których mowa w art. 2 ustawy z dnia 18 października 2006 r. o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz w treści tych dokumentów.

Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk podkreślił, że jest to „ustawa pozwalająca odebrać stopnie oficerskie takim osobom jak Jaruzelski czy dowódca plutonu egzekucyjnego Inki”. Jednakże, na mocy zapisów ustawy stopień może stracić np. generał Mirosław Hermaszewski, pierwszy Polak który wziął udział w wyprawie w kosmos. Podczas stanu wojennego wchodził on w skład Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, która faktycznie przejęła władzę w kraju.

 

Co ustalono, jeszcze nie wiadomo.



Mariusz Błaszczak: jutro konsultacje u prezydenta ws. Ustawy degradacyjnej

19.04.2018 rok

Szef MON Mariusz Błaszczak poinformował, że na jutro został zaproszony do prezydenta na konsultacje w sprawie tzw. ustawy degradacyjnej. Przypomniał, że kwestia jest dla rządu i klubu parlamentarnego PiS zamknięta. O: Leszek

- Zostałem zaproszony na jutro na konsultacje z panem prezydentem. Oczywiście będę na tych konsultacjach, przedstawię swój punkt widzenia oraz punkt widzenia rządu i większości parlamentarnej w tej sprawie – powiedział Błaszczak dziś radiowej Trójce.

Pytany, czy sprawa ustawy jest zamknięta czy zawieszona, odpowiedział: "Dla mnie jest zamknięta. Rząd nie będzie przygotowywał kolejnego projektu, również klub parlamentarny nie będzie przygotowywał kolejnego projektu".

Dodał, że prezydent ma konstytucyjne uprawnienia, by przygotować taki projekt. - Pan prezydent ma inicjatywę ustawodawczą. Czy z niej skorzysta, to już decyzja pana prezydenta - powiedział szef MON.

- Doszliśmy do wniosku w gronie kierownictwa PiS, że ten projekt, który został zawetowany przez pana prezydenta, był projektem o wymiarze symbolicznym przede wszystkim. Dlatego, że on dotyczył WRON, nie dotyczył tysięcy oficerów, którzy służyli wtedy w Ludowym Wojsku Polskim, tylko dotyczył tych, którzy zostali przez Sąd Najwyższy w 2012 roku uznani za organizację zbrodniczą o charakterze zbrojnym – dodał.

30 marca Andrzej Duda zawetował ustawę o odbieraniu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-90 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu. Jako powód podał przepisy pozbawiające stopni wojskowych członków WRON z mocy prawa, bez możliwości złożenia wyjaśnień i bez trybu odwoławczego, a także brak zapewnienia odpowiedniej reprezentacji interesów osób nieżyjących.

Prezydent zapowiedział zarazem, że zaprosi ministra obrony, szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób represjonowanych, przedstawicieli organizacji kombatanckich, być może również przedstawicieli osób pokrzywdzonych w stanie wojennym, żeby przedyskutować, "w jaki sposób załatwić tę trudną sprawę".

Kilka dni po ogłoszeniu prezydenckiego weta prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył: „Uznaliśmy tę sprawę w tym momencie za zamkniętą”. Dodał, że PiS nie będzie brało udziału w przygotowywaniu "nowej ustawy degradacyjnej"; mówił też, że prezydent nie uprzedził partii o zamiarze weta.

Ustawę o pozbawianiu stopni wojskowych - także pośmiertnie - osób, które w latach 1943-90 sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu, Sejm uchwalił 6 marca. Jej projekt został przyjęty przez Radę Ministrów i skierowany do Sejmu 1 marca – w Narodowym Dniu Żołnierzy Wyklętych. Błaszczak mówił wtedy, że projektowana ustawa "ma wymiar symboliczny", przywraca normalność i sprawiedliwość.

W ustawie zapisano automatyczne pozbawienie stopni wojskowych członków WRON, przewiduje ona ponadto odbieranie stopnia osobom, które "pełniąc funkcje służbowe lub zajmując stanowiska dowódcze kierowały działaniami mającymi na celu zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1943-1956 albo uczestnicząc w tym okresie w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego dokonywały drastycznych czynów"; inicjowały lub dopuszczały się prześladowań żołnierzy ze względu na wyznawaną religię lub pochodzenie oraz wydawały rozkazy użycia broni palnej wobec ludności cywilnej.

Negatywne opinie o projekcie wyraziły Związek Żołnierzy WP, Federacja Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP oraz Zrzeszenie Weteranów Działań poza Granicami Państwa. Zarzucały one naruszenie konstytucji i brak szacunku dla stopnia wojskowego, zwracały też uwagę, że kwestie pozbawienia stopnia są już wystarczająco uregulowane.

Źródło: onet.pl


 

Mirosław Różański: świat na krawędzi konfliktu

15.04.2018 rok

"Świat na krawędzi konfliktu a w trakcie konwencji partii rządzących o bezpieczeństwie żadnych zapowiedzi" - napisał na swoim profilu twitterowym Prezes Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju Stratpoints oraz generał broni Mirosław Różański.

"Czyżby to nie był ważki temat (?)" - czytamy dalej we wpisie gen. Różańskiego, byłego dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych w latach 2015-2016.

Połączone siły amerykańskie, brytyjskie i francuskie przeprowadziły wczoraj nad ranem serię ataków w Syrii w ramach akcji odwetowej za użycie broni chemicznej przez reżim prezydenta Syrii Baszara el-Asada 7 kwietnia w mieście Duma na wschód od Damaszku. Miało wówczas zginąć ponad 60 osób.

Operacja koalicji rozpoczęła się o godz. 4 czasu lokalnego (godz. 3 w Polsce). Siły zbrojne USA podały, że celem bombardowań był wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku, zajmujący się technologią broni chemicznej oraz składy znajdujące się na zachód od miasta Hims.

Rosja oskarżana jest o wspieranie reżimu Asada. Sami Rosjanie z kolei potępili atak koalicji zachodniej. Sytuacja doprowadziła do kolejnego kryzysu międzynarodowego. Wielu ekspertów obawia się o światowy pokój.

Wczoraj odbyły się konwencje Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej oraz Prawa i Sprawiedliwości i Zjednoczonej Prawicy. Pośród tematów, które poruszali politycy, zabrakło kwestii bezpieczeństwa i konfliktu w Syrii.

 

 

Źródło: wiadomości.pl



KACZYŃSKI O USTAWIE DEGRADACYJNEJ

05.04.2018 r.

Prezydent Andrzej Duda nie uprzedził PiS o zamiarze zawetowania tzw. ustawy degradacyjnej; uznaliśmy tę sprawę w tym momencie za zamkniętą - powiedział dziś prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński. Dodał, że kierowane przez niego ugrupowanie nie będzie brało udziału w przygotowywaniu "nowej ustawy degradacyjnej".

Prezydent w piątek zawetował tzw. ustawę degradacyjną, która pozbawia stopni wojskowych członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i daje możliwość pozbawiania takich stopni osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".

Kaczyński został spytany podczas czwartkowej konferencji prasowej, czy prezydent Andrzej Duda uprzedził Prawo i Sprawiedliwość o zamiarze zawetowania ustawy, oraz czy jego partia "będzie partycypowała" w przygotowaniu "nowej ustawy degradacyjnej".

Nie uprzedził, nie będziemy partycypowali. Uznaliśmy tę sprawę w tym momencie za zamkniętą i tyle mogę w tej sprawie powiedzieć - powiedział prezes PiS.

 (źródło: portal niezależna.pl)



Ci politycy po słowach prezesa mają spory problem. Bronili nagród, teraz nagle zmienili zdanie

 05.04.2018

Jarosław Kaczyński przekazał, że ministrowie zwrócą nagrody za lata 2016-2017. Dla niektórych z nich to podwójny problem, ponieważ jeszcze niedawno ani myśleli oddawać premii, wskazując, że im się należy (Szydło), albo że uczciwie ją zarobili (Waszczykowski). Jak teraz, po decyzji prezesa, będą się tłumaczyć?

Czwartkowa deklaracja prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oznacza, że mozolnie budowana narracja niektórych członków jego partii w randze ministra lub sekretarza stanu, właśnie runęła. Ministrowie mają do połowy maja zwrócić premie przyznane w latach 2016-2017 za pracę w rządzie Beaty Szydło, to samo czeka sekretarzy stanu.

W ten sposób była premier Beata Szydło i niektórzy jej ministrowie znaleźli się w tarapatach. Muszą wytłumaczyć, jak doszło do tego, że jeszcze niedawno bronili przyznanych sobie premii, albo ani myśleli je zwracać. Teraz, po zaledwie jednym spotkaniu z prezesem PiS zdecydowali, że oddadzą je do Caritasu.

Szydło: Należały im się. Najwięcej zamieszania wywołała była premier, która sama sobie przyznała 65 tys. zł w 2017 roku i później wygłosiła płomienne wystąpienie, w którym broniła premii.

Tak, rzeczywiście, ministrowie i wiceministrowie otrzymywali nagrody za ciężką, uczciwą pracę i te pieniądze im się po prostu należały! To były nagrody oficjalne, które zostały przyznane w ramach budżetu uchwalonego w tej izbie - grzmiała w Sejmie Szydło.

Waszczykowski nie zamierzał oddać, Jaki - część

Także były szef MSZ Witold Waszczykowski w rozmowie z money.pl stwierdził, że nie zamierza oddawać nagrody w wysokości ponad 72 tys. zł. - To uczciwie zarobione pieniądze za sukcesy dyplomacji polskiej - mówił i powiedział, że "nie ma takiej możliwości", by oddał premie.

Pod koniec marca na antenie Polsat News Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości oznajmił, że w 2017 roku otrzymał około 30 tys. zł nagród. - Nie zwróciłem tej nagrody, ale znaczną część przekażę na działalność charytatywną, jak obiecałem - zapowiedział. Teraz przyjdzie mu oddać całość.

Z kolei wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin swoje 65 tys. zł premii sukcesywnie przekazuje tę kwotę na działalność swojej partii, czyli Porozumienie.

Minister energii Krzysztof Tchórzewski, który przetrwał wymianę kadr w rządzie pod koniec 2017 roku, także nie zamierzał oddawać premii. W jednym z pism, które ujawnił poseł PO Krzysztof Brejza, pisał, że "za swoją pracę na te nagrody w pełni zasłużył", a nagrody wypłacano mu "z powodu jego olbrzymiego sukcesu".

Amnezja Lipińskiego. Zabawnie z nagród tłumaczyli się były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł i minister w KPRM Adam Lipiński. Pierwszy sugerował, że nie zauważył nawet 65 tys. zł na koncie. Drugi natomiast twierdził, że premii nie otrzymał, choć dokumenty z Kancelarii Premiera świadczą inaczej - w 2017 roku dostał 51 tys. zł. -  Nie dostałem nigdy nagród. Chciałem się poskarżyć publicznie. Nikt mi żadnej nagrody nie dał - mówił wcześniej dziennikarzom Lipiński.

 Wyjątkiem w tym gronie jest premier Mateusz Morawiecki, który także otrzymał nagrodę za okres, gdy szefował w resortach finansów i rozwoju. Nowy szef rządu przekazał, że ponad 75 tys. zł przeznaczył na cele charytatywne.

 

Źródło: gazeta.pl



Prezydent przekazał Sejmowi do ponownego rozpatrzenia ustawę z dnia 6 marca 2018 r. o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu

 04.04.2018 r.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej – na podstawie art. 122 ust. 5 Konstytucji – odmówił podpisania ustawy z dnia 6 marca 2018 r. o pozbawianiu stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu i przekazał ją Sejmowi do ponownego rozpatrzenia.

W opinii Prezydenta RP nie budzi wątpliwości, że Rzeczpospolita Polska, jako państwo wolne i suwerenne, powinna wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy zwalczając działalność na rzecz niepodległego państwa, naruszali podstawowe prawa i wolności człowieka. Zachowania i czyny stanowiące określone ustawą przesłanki pozbawiania stopni wojskowych były nie tylko naruszeniem norm o charakterze międzynarodowym, ale także prawa obowiązującego w PRL.

Zasadnicza kwestia poddana pod ponowne rozpatrzenie przez Sejm dotyczy pozbawienia stopni wojskowych, z mocy prawa, członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (zgodnie z ustawą pozbawienie stopni wojskowych następuje w wyniku ogłoszenia w Monitorze Polskim przez Prezydenta RP obwieszczenia zawierającego wykaz członków WRON). W przypadku pozostałych osób i żołnierzy rezerwy pozbawianie stopni wojskowych następować ma po przeprowadzeniu określonej ustawą procedury. Decyzję w sprawie pozbawienia stopnia wojskowego podejmuje Minister Obrony Narodowej, za zgodą Prezydenta RP, a rozstrzygnięcie może być zaskarżone do sądu administracyjnego.

Obowiązkiem władz publicznych jest zapewnienie równego traktowania wszystkich obywateli – także tych, którzy dopuszczali się czynów uznanych przez ustawę z dnia 6 marca 2018 r. za podstawę pozbawienia stopnia wojskowego. Wiąże się z tym wymóg dochowania gwarancji proceduralnych.

Regulacja prawna, zgodnie z którą członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego tracą z mocy prawa stopień wojskowy, wprowadza zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Ustawodawca, rozstrzygając o pozbawieniu stopnia wojskowego, uwzględnia wyłącznie okoliczność członkostwa w WRON, bez odniesienia jej do faktycznej roli, jaką pełnił każdy z członków WRON. Zdaniem Prezydenta RP, każdej osobie, która w wyniku zastosowania ustawy może utracić stopień wojskowy, przysługuje prawo do zindywidualizowanego i rzetelnego postępowania. Trudno jest usprawiedliwić odmienne traktowanie członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego oraz osób i żołnierzy rezerwy niebędących członkami WRON, zwłaszcza że w tej drugiej grupie osób mogą znajdować się zarówno stalinowscy oprawcy w mundurach Ludowego Wojska Polskiego, jak również zdrajca i agent sowieckiego wywiadu, późniejszy Marszałek PRL Michał Rola-Żymierski.

Ponadto, wątpliwości Prezydenta RP odnoszą się do niektórych rozwiązań proceduralnych. Wyznaczony ustawą 14-dniowy termin zgłoszenia udziału w postępowaniu w sprawie pośmiertnego pozbawienia stopnia wojskowego (liczony od udostępnienia informacji na stronie internetowej Ministerstwa Obrony Narodowej) może ograniczać prawa członka rodziny lub stowarzyszenie do udziału w tym postępowaniu.

Mając na względzie możliwość pośmiertnego pozbawienia stopnia wojskowego, podnieść należy również kwestię reprezentowania osoby, której postępowanie dotyczy. Ustawa nie przywiduje jednak instytucji rzecznika reprezentującego obligatoryjnie osobę zmarłą, której dotyczy postępowanie w przedmiocie pozbawienia stopnia wojskowego. A przecież nie można wykluczyć przypadków, gdy osoba zmarła nie ma krewnych, a żadna organizacja nie zgłosi się do udziału w postępowaniu. W takiej sytuacji osoba zmarła nie miałaby żadnego reprezentanta (obrońcy), z czym trudno pogodzić się zarówno od strony prawno-konstytucyjnej, jak i moralnej.

 

Ustawa wprowadza 5 letni termin wznowienia postępowania w przedmiocie pozbawienia stopnia wojskowego. W opinii Prezydenta RP, ze względu na to, że pozbawienie stopnia wojskowego stanowi szczególnego rodzaju dolegliwość, należy umożliwić zmianę takiego rozstrzygnięcia niezależnie od czasu, po upływie którego zaistnieją podstawy do wznowienia postępowania. Nie można wykluczyć m.in. sytuacji, w której nastąpi ujawnienie nieznanych obecnie materiałów archiwalnych, będących w posiadaniu osób zobowiązanych do przekazania ich Instytutowi Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu bądź znajdujących się w archiwach zagranicznych.
AMS



"Prezesie, przeproś". Olszewski apeluje do Kaczyńskiego

31.03.2018 r.
Do grona krytyków nagród dla ministrów niespodziewanie dołączył były premier i polityczny mentor prezesa PiS, Jan Olszewski. Zasugerował, że Jarosław Kaczyński lub Beata Szydło powinni za nie przeprosić.

Olszewski skrytykował nagrody w rozmowie z "Super Expressem". - Razi wysokość tych nagród dla ministrów. Ja bym ich nie przyznawał w ogóle. Kiedyś, jak byłem premierem, dostałem raz premię i ją oddałem. Myślę, że nie powinno być żadnych nagród i premii. Mam do tego dość rygorystyczny stosunek. Każdy z ministrów w sprawie nagród powinien dawać przykład w tej kwestii - stwierdził. Nie wykluczył przy tym, że być może powinny być wyższe płace dla ministrów i wiceministrów.

Były premier stwierdził, że "dobrze byłoby odebrane wśród ludzi, wyborców, gdyby np. prezes Jarosław Kaczyński czy była premier Beata Szydło wytłumaczyli, przeprosili za te nagrody". "Choć słowo przepraszam się mocno zdewaluowało" - dodał.

 

Źródło: wiadomości .pl



Prezydent oświadczył dziś, że zawetował ustawę degradacyjną.

30.03.2018 r.

Jak było do przewidzenia, w związku ze spadkiem notowań PIS, prezydent Andrzej DUDA zawetował ustawę pozbawiającą stopni wojskowych byłych żołnierzy.

Jak oświadczył - : Mam pewne wątpliwości dotyczące tej ustawy. Prezydent podkreślił, że odebranie stopni kierownictwu WRON nie jest dyskusyjne. W radzie byli jednak też inni ludzie, którzy zasiadali w niej ze względu na otrzymane rozkazy. - Rozwiązanie, że wszyscy członkowie WRON nie mają możliwości złożenia żadnych wyjaśnień i żadnego środka odwoławczego i po wydaniu obwieszczenia tracą stopień wojskowy, jest czymś, z czym zgodzić się nie mogę - podkreślił. Prezydent przywołał też postać gen. Hermaszewskiego, który, jak podkreślił Duda, pełnił we WRON funkcję symboliczną.

- Prosiłem przez moich ministrów, aby zwrócić uwagę na ten mankament - aby były możliwości, by osoby mogły złożyć wyjaśnienia. Nie wzięto tego pod uwagę, czego nie mogę zrozumieć - zaznaczył. Zwrócił też uwagę, że praworządność w Polsce jest przedmiotem bacznej obserwacji UE. Brak środka odwoławczego w ustawie zostałby z pewnością wskazany jako złamanie prawa. Prezydent zaznaczył też, że problematyczne jest odbieranie stopni wojskowych osobom nieżyjącym.

- Długo się nad tą ustawą zastanawiałem. Moje poglądy, jeśli chodzi o czasy słusznie minione i ludzi, którzy brali czynny udział zwłaszcza w budowaniu aparatu represji, są jednoznaczne - mówił Andrzej Duda. - Niedawno podpisałem ustawę, która obniżała emerytury byłym pracownikom UB i SB.   Podjąłem te decyzje bez mrugnięcia okiem - podkreślał prezydent.

- Po świętach zaproszę m.in. szefa MON i przedstawicieli organizacji kombatanckich; chciałbym, aby powstała ustawa, która będzie przyjęta przez społeczeństwo ze zrozumieniem, a przede wszystkim nie będzie niesprawiedliwa - stwierdził prezydent.

Tzw. ustawa degradacyjna zakłada możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu.

Niezależnie od tego, co wymyśli Prezydent, nowa ustawa też będzie niesprawiedliwa, bo nie można ustawami pozbawiać nikogo i niczego. Od tego są odpowiednie organy państwowe, a nie przypadkowi politycy. Zresztą jak doświadczyliśmy - PIS przygotowuje i wdraża w życie kontrowersyjne ustawy, nie licząc się do tej pory z opinią społeczną.

 

AMS
 


Watykan dystansuje się od rozmowy z papieżem w "La Repubblica"

30.03.2018 r.

Watykan oficjalnie zdystansował się od rozmowy z papieżem Franciszkiem, jaką opublikował dziś rzymski dziennik "La Repubblica". Z papieżem rozmawiał założyciel tej gazety, prawie 94-letni Eugenio Scalfari.

Watykańskie biuro prasowe opublikowało oświadczenie

·         Watykan zastrzegł, że żadna wypowiedź określona jako cytat nie powinna być uważana za "wierny zapis słów" Franciszka

·         Na łamach "La Repubblica" można przeczytać m.in. słowa o tym, że "piekło nie istnieje", "grzesznych dusz" nie spotyka żadna kara, tylko "znikają", a Bóg stworzył świat przy pomocy "energii"

Kilka godzin po publikacji rozmowy na dwóch stronach dziennika watykańskie biuro prasowe opublikowało następujące oświadczenie: "Ojciec Święty Franciszek przyjął ostatnio założyciela dziennika „La Repubblica”, a spotkanie miało charakter prywatny z okazji Wielkanocy".

Następnie podkreślono, że papież nie udzielił żadnego wywiadu. A TO CIEKAWE?

Dalej znajduje się wyjaśnienie: "To, co zreferował autor dzisiejszego artykułu, jest owocem jego rekonstrukcji"; w artykule "nie zacytowano słów dosłownie wypowiedzianych przez papieża".

Watykan zastrzegł, że żadna wypowiedź określona jako cytat nie powinna być uważana za "wierny zapis słów" Franciszka.

Tekst na łamach dziennika nie został nazwany "wywiadem", lecz "rozmową", a poprzedza ją opis okoliczności piątego już spotkania Scalfariego z papieżem.

Już po raz kolejny Watykan zdystansował się od zapisu rozmowy z Franciszkiem, jaką opublikował Scalfari. Wcześniej nestor włoskich dziennikarzy tłumaczył, że na rozmowy z papieżem, którego przedstawia jako swego przyjaciela, chodzi bez dyktafonu, bo - jak zapewnia - ma doskonałą pamięć.

Na łamach dziennika "La Repubblica" można przeczytać, że papież wyraził przekonanie, że "Europa musi umocnić się politycznie i moralnie". Ponadto są słowa o tym, że "piekło nie istnieje", "grzesznych dusz" nie spotyka żadna kara, tylko "znikają", a Bóg stworzył świat przy pomocy "energii".

Źródło: onet.pl




Morawiecki: Pierwsze Patrioty trafią do Polski w 2022 roku

27.03.2018 r.

    

- Mogę potwierdzić, że to jest bardzo dobrze wynegocjowana umowa. Po pierwsze dlatego, że jest to korzystny kontrakt zakupu, ale również dlatego, że w ślad za tym kontraktem idzie tzw. umowa offsetowa, czyli powiększenie zdolności produkcyjnych polskich zakładów, ale także wypracowanie nowych rozwiązań militarnych we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi - mówił w rozmowie z TVP Info premier Mateusz Morawiecki, w przeddzień podpisania umowy na dostawy systemów Patriot.

Wczoraj resort obrony poinformował, że w środę zostanie podpisana umowa na dostawę przeciwlotniczych i przeciwrakietowych zestawów rakietowych średniego zasięgu systemu Wisła. Na sprzedaż Polsce uzbrojenia, w tym radarów, wyrzutni i pocisków składających się na system Patriot w listopadzie zgodę wyraził Kongres USA.

- O szczegółach będziemy mówić jutro, natomiast te pierwsze systemy Patriot dotrą do Polski w 2022 roku, a kolejne - już dwa później, w 2024 roku. To są systemy, które w sposób bezprecedensowy zapewniają nam bezpieczeństwo, bezpieczeństwo naszego nieba - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.

- Mogę potwierdzić, że to jest bardzo dobrze wynegocjowana umowa. Po pierwsze dlatego, że jest to korzystny kontrakt zakupu, ale również dlatego, że w ślad za tym kontraktem idzie tzw. umowa offsetowa, czyli powiększenie zdolności produkcyjnych polskich zakładów, ale także wypracowanie nowych rozwiązań militarnych we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi - dodał premier w rozmowie z TVP Info.

Zdaniem szefa rządu, sprzedaż Polsce Patriotów jest dowodem na to, że Polska jest jednym z najważniejszych sojuszników USA. - Jest to najnowsza technologia amerykańska, której Amerykanie nie sprzedają innym, a więc jednocześnie dowód na naszą bliską, sojuszniczą solidarność. To jest dowód na to, że Amerykanie ufają Polsce, że jesteśmy jednym z najważniejszych sojuszników USA w tej części świata i jednocześnie będziemy mieli możliwość rozwoju niektórych elementów tego systemu, serwisowania, nadzoru nad tym systemem... To jest bardzo dobra umowa, zarówno o zakupie sprzętu wojskowego, jak i rozwijaniu tego sprzętu wojskowego na terytorium Polski - mówił.

- Nasi specjaliści, którzy negocjowali tę dodatkową umowę offestową, na pewno skorzystali z lekcji z przeszłości i wynegocjowali kontrakt, który jest dla Polski bardzo dobry, ponieważ znaczące elementy tego systemu będą mogły być rozwijane w Polsce. Mi zależy na tym, żeby modernizacja armii prowadziła jednocześnie do ponownego uprzemysłowienia Polski, można powiedzieć, ale uprzemysłowienia w taki sposób, żeby to był przemysł XXI wieku - najnowsze technologie satelitarne, radarowe, zresztą w których Polska cieszy się uznaniem międzynarodowym. To jest umowa, która będzie obejmowała właśnie taki zakres - tłumaczył premier.

- W tym momencie mogę powiedzieć, że wywalczyliśmy Patrioty skutecznie. Jest to system IBCS, tak naprawdę oznacza to w luźnym przełożeniu na polski język "system kontroli pola walki w powietrzu", czyli obrona antyrakietowa, obrona przeciwlotnicza, dzięki której polskie niebo, ale też europejskie niebo w tej części Europy, będzie bezpieczniejsze. To jest też system, który ma być zintegrowany z systemem krótkiego zasięgu "Narew". Oba te systemy będą ze sobą bardzo dobrze zintegrowane - powiedział premier Morawiecki.

 Źródło: rp.pl



Sankcje wobec Polski już się zaczęły. Szczyt strefy euro bez nas. Morawiecki sobie nie radzi

24.03.2018
Marcin Antosiewicz


Komisji Europejskiej wciąż nie przekonują tłumaczenia Mateusza Morawieckiego i jego ministrów na temat zmian w sądownictwie, jakie przeforsował PiS. Najważniejsze państwa UE stoją murem za Komisją. A Macron i Merkel przedstawili wspólne propozycje dotyczące przyszłości Europy na szczycie strefy euro, na który Polska nie została zaproszona. Pierwszy raz od dawna
F             W piątek w południe, kiedy premier Morawiecki zmierzał na lotnisko Zaventem, w sercu Brukseli przy Rondzie Schumana w gmachu Rady Europejskiej przywódcy strefy euro słuchali niemieckiej kanclerz i francuskiego prezydenta, którzy przedstawiali propozycje dotyczące reformy Unii Europejskiej, bazującej w przyszłości przede wszystkim na strefie euroPolski przy stole rozmów nie było, i wcale nie dlatego, że nie zamieniliśmy jeszcze złotego na euro. Z poprzedniego szczytu Mateusz Morawiecki wyjechał przed jego zakończeniem, bo śpieszył się na opłatek PiS w Sejmie, więc tym razem w ogóle nie dostał zaproszenia. Gdy Merkel i Macron zaczynali szczyt strefy euro, Morawiecki na konferencji prasowej mówił krajowej prasie, że ma za sobą  "niezwykle udany szczyt" . W ten sposób starał się odwrócić uwagę od swojej nieobecności na sali obrad.

Nici z lepszej Szydło

Morawiecki miał być lepszą Beatą Szydło, którą niektórzy politycy PiS w kuluarowych rozmowach nazywają „powiatową”. Światowy bankowiec miał wytłumaczyć Brukseli sens reform „dobrej zmiany”. Nie udało się. Biała Księga, którą przygotował rząd Morawieckiego dla europejskich partnerów, zamiast załagodzić konflikt, tylko go eskalowała. W europejskich stolicach dostrzegli, że Warszawa traktuje ich niepoważnie, jak widzów TVP, którzy mają kupić każdą partyjną propagandę. Dlatego rzutem na taśmę, gdy w czwartek od południa w Brukseli Morawiecki słyszy krytykę od premierów i prezydentów, PiS próbuje wysłać sygnał, że „symbolicznie” ustąpi w sporze z BrukseląMa opublikować trzy zaległe wyroki Trybunału Konstytucyjnego, ale mają one trafić do archiwum zamiast do praktyki prawnej, bo rząd i tak nie zamierza ich wykonać. Nowelizacji mają ulec także ustawy o sądach powszechnych i Sądzie Najwyższym, ale nikt nawet nie ukrywa, że rewolucja kadrowa w sądach już się dokonała, więc zmiany nie mają znaczenia. Morawiecki liczy na to, że wygra czas, bo wie, że czas prawdziwych sankcji nadchodzi i nie chodzi wcale o odebranie Polsce głosu w Radzie Europejskiej, bo do tego nie dojdzie. Nikomu nie zależy na wywołaniu wewnętrznego kryzysu w UE, kiedy właśnie z jednego wychodzi. Prawdziwą karą będzie zdecydowanie mniejszy budżet dla Polski w kolejnej siedmioletniej perspektywie na latach 2021-2027. Negocjacje nad nią właśnie przyśpieszyły, bo płatnicy netto, głównie Francja, chcą, by odzwierciedlał przyszły kształt UE, której głównym jądrem ma być strefa euro. W tej dyskusji polski rząd nie może liczyć na wsparcie Grupy Wyszehradzkiej, bo nikt nie zaryzykuje własnych pieniędzy, by bronić ustaw „dobrej zmiany”.

O nas bez nas

Na piątkowym szczycie strefy euro Emmanuel Macron i Angela Merkel przedstawili wstępne propozycje reform, których celem jest skupienie przyszłej integracji wokół 19 krajów płacących wspólną walutą. Francusko-niemiecki motor, po Brexicie i turbulencjach z rządami Europy wschodniej, które odchodzą od rządów prawa, nie chce ryzykować kapitału politycznego i pieniędzy własnych podatników na Unię 27 państw, dlatego dąży do powołania budżetu strefy euro i programu inwestycyjnego, z którego mogliby korzystać członkowie eurozony. Gdy premierem był Donald Tusk bardzo zabiegał o to, by Polska i inne kraje regionu uczestniczyły w obradach strefy euro. Już wtedy Tusk napotykał na opór, ale argumentował, że choć jeszcze nie płacimy wspólną walutą, to jesteśmy na drodze do wstąpienia do unii walutowej, dlatego musimy partycypować w debacie o jej przyszłości. To, że Morawiecki nie zdołał utrzymać miejsca dla Polski przy stole strefy euro, to olbrzymia porażka, która będzie tym większa, jeśli Francuzi i Niemcy przeforsują swoje pomysły, bo wtedy Polska na trwałe znajdzie się na marginesie zintegrowanej strefy euro. Na razie jedynym Polakiem, który ma wpływ na przyszły kształt unii walutowej jest Donald Tusk, który jako przewodniczący Rady Europejskiej, przewodzi także szczytom strefy euro. Tusk jest najwyższym przedstawicielem Unii Europejskiej, organizacji, do której Polska należy od 2004 roku, ale nowy polski premier Morawiecki nie znalazł jeszcze czasu, by się z nim spotkać, choć Tusk w depeszy gratulacyjnej wyraził chęć rozmowy. Animozje z krajowej polityki przysłaniają interes Polski w Europie. A Morawiecki, który miał naprawić zepsuty przez Szydło wizerunek Polski w świecie, jak na razie generuje nowe kryzysy zamiast wychodzić ze starych. Po sporze z Izraelem i USA, który wciąż się nie zakończył, pozycja Polski w świecie nadal dramatycznie spada.

3,3 mld ludzi jest rządzonych przez autokratów, coraz bardziej Polska

W tym tygodniu Fundacja Bertelsmanna, która od 2003 roku co dwa lata publikuje Index Transformacji (BTI), pokazujący, jaki jest stan demokracji i praw człowieka oraz sytuacja gospodarcza i wydajność aparatu państwa w 129 krajach słabo i średnio rozwiniętych, zaprezentowała swój najnowszy raport. Dane do BTI zbiera 250 ekspertów na całym świecie. Najnowszy trend pokazuje, że coraz więcej ludzi na globie jest rządzonych przez autokratów. Obecnie to 3,3 mld ludzi w 58 krajach. Do autokratów zalicza się polityków, którzy doszli do władzy najczęściej w wyniku demokratycznych wyborów i w trakcie kadencji zwiększają swoją władzę do absolutnej poprzez atakowanie opozycji i osłabianie trójpodziału władzy, gdzie głównie władza wykonawcza i sądownicza zostaje obsadzona zaufanymi ludźmi. Najgorsze zmiany w ostatnich dwóch latach zaszły w Turcji, gdzie prezydent Erdogan przejął całkowitą kontrolę nad mediami i sądami. Po raz pierwszy jednak do krajów, gdzie rządzący rozbudowują swoją władzę, dewastują państwo prawa i niszczą niezależne media została zaliczona Polska, która trafiła nawet na 5 miejsce w liście TOP-10 krajów, które w ostatnich latach „straciły najwięcej demokracji”. Polska jest jedynym europejskim krajem w tym rankingu.

 

Źródło: onet.pl



Rumuni za Patrioty zapłacą ponad 2 razy mniej niż Polacy. Były szef MON rozpętał burzę na Twitterze

FOT. THE U.S. ARMY/FLICKR (CC BY 2.0)

Za dwie baterie systemu Patriot (16 wyrzutni, cztery radary i cztery stanowiska dowodzenia) zapłacimy blisko 20 mld zł.

23.03.2018 r.

W przyszłym tygodniu ma zostać podpisana umowa na dostawę zestawów systemu Patriot do Polski. Problem w tym, że za dwie baterie zapłacić mamy 5-6 mld dol. Rumunia za 3,5 baterii zapłaci z kolei tylko 3,9 mld dol. Dlaczego „sprawdzony, polski sojusznik” dostał tak wysoki rachunek?

Jak już pisalismy w money. pl umowa o  zakupie pierwszych dwóch baterii  systemu patrot dla Polski ma zostać podpisana 28 marca. Już w środę pytaliśmy w MON o ten termin, jednak do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Jedynie wielość dobrze poinformowanych źródeł potwierdzających tę datę pozwala przypuszczać, że tak rzeczywiście się stanie. Nie ma też pewnych informacji na temat ostatecznie wynegocjowanej ceny za dwie baterie systemu Patriot (16 wyrzutni, cztery radary i cztery stanowiska dowodzenia) produkowane przez amerykańską firmę Raytheon.

Oczywiście jest to też dużo więcej niż przez rok MON zapewniało Polaków. Za całość kontraktu, czyli 8 baterii, mieliśmy zapłacić 30 mld. zł.  Teraz kupimy dwie za ok. 20 mld zł. Rzecz jednak w tym, że porównanie naszego zamówienia z rumuńskim nie jest do końca uprawnione.

 Dlaczego?. W zamawianych zestawach Bukareszt otrzyma mniej pocisków rakietowych.  Rumuni nie wymagają żadnego offsetu. Kupują po prostu zestawy z bieżącej produkcji, nie chcą żadnych nowych supernowoczesnych elementów.

My z kolei już w pierwszej fazie otrzymamy Patrioty zintegrowane z najnowocześniejszym systemem zarządzania walką IBCS innego amerykańskiego producenta - firmy Northrop Grumman. MON w pierwszej fazie ma też dostać około 200 supernowoczesnych rakiet PAC-3 MSE (każda za około 5-6 mln dol.)

To zdecydowanie podnosi koszty tego zamówienia, ale podnosi też skuteczność tej broni. PAC-3 MSE wykazywała podczas prób ogniowych dużą łatwość w likwidowaniu rakiet balistycznych wroga, czego teraz nasze wojsko nie potrafi.

Warszawa w przeciwieństwie do Bukaresztu nie zrezygnowała również z offsetu. Choć resort nie potwierdza tych informacji, to według ekspertów, z którymi rozmawiał money.pl, tak cenny transfer technologii i korzyści dla polskiego przemysłu dotyczyć mają głównie właśnie IBCS. Nasze firmy mają mieć swój udział przy "polonizacji" tego systemu IBCS.

Mamy też produkować wyrzutnie i podwozia. Dla kolejnych baterii powinny być również dołączane wytwarzane w Polsce dodatkowe stacje radiolokacyjne.

Źródło: money.pl



Wojsko polskie broniło nas przez wieki, a teraz trzeba bronić wojska

22.03.2018 r.
Monika Jaruzelska

Zdegradują Generała…

– Od początku przeczuwałam, że to zrobią. O ustawie degradacyjnej mówiło się jeszcze przed dymisją ministra Macierewicza, potem pojawiły się pogłoski, że jednak degradacji nie będzie. Ale byłam na nią przygotowana. Nie zaskoczyła mnie. Nie zaskoczył mnie nawet zapis, który nie daje możliwości odwołania się. Zresztą i tak bym się nie odwoływała. Przyjmę tę decyzję ze spokojem i godnością. Jestem pewna, że tego oczekiwałby ode mnie ojciec.

Czego jeszcze by oczekiwał?
– Myślałam o tym, słuchając jeszcze w czasach ministra Macierewicza informacji o dymisjach kolejnych generałów. Byli wyrzucani z wojska albo sami podawali się do dymisji. A potem w mediach skarżyli się, jak źle ich potraktowano. Byli sami.

A wojsko to wspólnota, bo jak walczyć samemu?

– Szacunek wobec przełożonych, troska o podwładnych… W rozmowach z ojcem często się to pojawiało – kiedy człowiek zostaje dowódcą, staje się odpowiedzialny za swoich podwładnych. Nawet jak przestaje być czynnym wojskowym, nadal ma taki moralno-psychologiczny obowiązek. Jeżeli nawet nie może nic zrobić, to powinien pamiętać. Ważnym momentem był dla mnie wyjazd z Andrzejem Rozenkiem, który prowadzi inicjatywę pomocy ofiarom ustawy dezubekizacyjnej, na spotkania do Gorzowa Wielkopolskiego i do Żor. Było tam też wielu byłych wojskowych. Przychodzili z rodzinami. To był moment, w którym poczułam, że zbliża się ten czas. Że trzeba pomóc tym wojskowym i ich rodzinom.

Jest rodzaj presji, że ujmowanie się za nimi może się skończyć źle.

– Nie chcę oceniać wojskowych. Mają rodziny, kredyty, emerytury, służbowe mieszkania i o to się boją, bardzo dobrze to rozumiem. Ja za to nie mam nic do stracenia. Niezależnie od tego, czy coś zrobię, czy nie zrobię, i tak będą na mnie polować.

To były dla mnie ważne spotkania. Wojskowi byli w różnym wieku – w moim, młodsi ode mnie, ale i bardzo sędziwi. Patrzyłam na nich. Jest coś w mowie ciała wojskowych. To zostaje na całe życie. Potrafię rozpoznać wojskowego, stojąc w kolejce w sklepie – po pewnej fryzurze, trzymaniu postawy, sposobie mówienia. Patrzyłam na nich i widziałam, jak ogromnie są przygnębieni, jakie mają poczucie osamotnienia. Bo nikt nie chce im pomóc, nikt nie staje po ich stronie. Zostali zdradzeni przez państwo polskie. Wojskowi, którzy służyli w armiach carskiej, pruskiej, służyli potem w armii II RP. Wykorzystywano ich doświadczenie, umiejętności, nikt nie nazywał ich zdrajcami. Nie mówiąc już o tym, żeby kogokolwiek degradować. Wojsko polskie broniło nas przez wieki, a teraz trzeba bronić wojska.

Tu chodzi o honor wojska

Po czym pani rozpoznaje wojskowych?

– Po sposobie mówienia, pewnym rodzaju wyprostowania się w momencie, kiedy z kimś się witają. Bardzo często całują panie w rękę. Są szarmanccy w stosunku do kobiet. Mówią prostymi zdaniami, w tzw. krótkich żołnierskich słowach. Mają też pewną, niepozbawioną wdzięku skłonność do patosu patriotycznego. Można poznać. Mnie to zawsze wzrusza, budzi moje zaufanie.

Dzisiaj ci ludzie czują się upokorzeni.

– Upokorzeni i zdradzeni. Przez państwo. A nie mają już możliwości jakiejś zmiany swojego życia. Nie spotyka ich to na początku drogi życiowej, kiedy można wszystko zmienić, ale na końcu, kiedy są zdani na łaskę państwa. A ono ich zdradziło i upokarza.

Czyli o pani wejściu w politykę zdecydowały spotkania z rodzinami wojskowych?

– To był mocny impuls. Ale ostatecznym impulsem była decyzja o degradacji ojca. Nie, nie dlatego, że będę chciała bronić ojca przed tą władzą, prosić, żeby zostawili mu stopień… Dla niego ta decyzja nie ma znaczenia. I tak przejdzie do historii jako Generał. Powiedziałabym wręcz, że to, co PiS robi, ojca nobilituje. Walczą z nim, ale dopiero po jego śmierci.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 12/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.




Będą pozbawiać stopni wojskowych?

Ustawa w obecnym kształcie dotknie tysiące żołnierzy.

22.03.2018 r.

PIS symbolicznie postawił na swoim. Ma ustawę pozbawiającą stopni wojskowych generała/prezydenta RP Jaruzelskiego i generała Kiszczaka. Ustawa dotknie nie tylko członków WRON, ale i innych żołnierzy. Według wiceministra MON W. Skurkiewicza dotyczyć to będzie generałów, oficerów, podoficerów, sędziów i prokuratorów lat 1943-1956 zaangażowanych w zwalczanie podziemia. Następna grupa osób to ci, którzy wydawali rozkazy użycia broni palnej wobec ludności cywilnej oraz okresów Czerwca ’56 i Grudnia ’70. Nikt tak naprawdę nie wie ilu osób to dotyczy, ponieważ PIS ma tendencję do poszerzania grupy osób objętych tą procedurą.

Ponadto pozostawiono sobie różnego rodzaju możliwości poszerzania tych degradacji. A to dotyczyć będzie osób, które w latach 1943-1990 „sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu”, inicjowali prześladowania żołnierzy ze względu na wyznawaną religię lub pochodzenie, lub dopuszczali się tych prześladowań. W jaki sposób będą to oceniać i kto?

Zapisy w ustawie są nieprecyzyjne i łatwo będzie je rozciągnąć na inne okoliczności. Z tego względu należy liczyć się, że dotyczyć to będzie nie setek ale tysięcy żołnierzy, ponieważ nie wiadomo jakie upiory obudzą się i pod płaszczykiem Stowarzyszeń będą wnioskować o pozbawienie stopni wojskowych.

Należy mieć także świadomość, że PIS jako ustawodawca, będzie prowadził w tej sprawie  postępowania, analizować przedłożone materiały, wysłuchiwać dowodów oskarżycieli i broniących się, a sędzią będzie minister MON. Od decyzji ministra MON nie będzie odwołania. Jest to znowu nowa ustawa zastępująca rolę sądów.

I dlatego w dniu 20 marca 2018 r. Związek Żołnierzy Wojska Polskiego zaniepokojony trudnymi do przewidzenia skutkami uchwalonej przez Parlament ustawy o pozbawienia stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, zwrócił się do Prezydenta RP pana Andrzeja DUDY z apelem o nie podpisywanie tej ustawy.

 AMS.

 

Link do apelu>>>>>>>>>>>>>>>>>>



List byłego żandarma wojskowego do Rzecznika Praw Obywatelskich. "Staję dziś w obronie żołnierzy"

MATEUSZ BACZYŃSKI

 

- Obecna władza podzieliła nas jak żadna wcześniej! Wzywam do opamiętania. Honor to nie napis na dresie narodowców i zadymiarzy plujących na kobiety i bijących słabszych – pisze w emocjonalnym liście Dariusz Czyż, były żołnierz Żandarmerii Wojskowej. Krytykuje w nim m.in. ustawy dezubekizacyjną i degradacyjną.

·       Były żandarm Dariusz Czyż skierował swój list do RPO, bo jak tłumaczy "jest on ostatnim przedstawicielem państwa, któremu ufa"

·       Autor listu ustawy dezubekizacyjną i degradacyjną nazywami hańbiącymi

·       "Dziś, jak nigdy wcześniej, rządzący wyrzekają się mnie. Nie utożsamiam się z taką władzą" - pisze były żandarm

Dariusz Czyż wysłał list do Adama Bodnara – bo jak tłumaczy – jest on "ostatnim przedstawicielem państwa, któremu ufa". Argumentuje w nim, że "chcę ponownie wyrazić swój sprzeciw wobec hańbiących przepisów degradacyjnych/dezubekizacyjnych".

"Polityka historyczna uprawiana przez PiS i tak nie zmieni tego, co jest naszą historią. Całkowite zatracenie proporcji w przekazie medialnym, tworzenie kultu "żołnierzy wyklętych", podkreślanie poświęcenia NSZ nad zasługami Armii Krajowej czy żołnierzy Wojska Polskiego nie zmienią faktów. Nie można ważyć krwi przelanej za Polskę" – czytamy w liście.

Dalej były żandarm tłumaczy, że staje w obronie żołnierzy, których dotknęły ustawy uchwalone przez PiS.  "Jako żołnierz staję w obronie żołnierzy. Nie należałem do żadnej partii. Oczekuję przestrzegania konstytucji. Dziś, jak nigdy wcześniej, rządzący wyrzekają się mnie. Nie utożsamiam się z taką władzą. Byłem oddany służbie. Ponad dwa i pół roku służyłem w strefach działań wojennych. Jakie argumenty dałem politykom PiS-u do tego, aby nazywać mnie "komunistą i złodziejem"?!  Nie jestem komunistą".

"Rozpocząłem służbę 03.09.1990 r., a ustawa dezubekizacyjna dotyczy okresu do 31.08.1990 r., degradacyjna nawet do końca 1990 r. Wystarczy jeden dzień służby, aby być skazanym partyjnym wyrokiem. Sprzeciwiam się upokarzaniu ludzi, którzy jak miliony obywateli wiernie służyli Polsce. Polsce, w której żyli, kształcili się i awansowali także działacze PiS. Politycy ci wyrokują dziś, kto sprzeniewierzył się polskiej racji stanu. Stanowią, kogo zdegradować, zdezubekizować, bezkarnie oczernić. Z niskich pobudek przyznali sobie uprawnienia niezawisłych sądów" – pisze Dariusz Czyż.

To już drugi list tego żołnierza, w którym krytykuje on poczynania PiS. Poniżej można przeczytać całą jego treść:

Szanowny Pan Dr Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich

Piszę do Pana, bo jest Pan ostatnim przedstawicielem państwa, któremu ufam. Szanuję Pana za odwagę i wysiłki w obronie zasad demokracji. Dziękuję za zaangażowanie w obronie krzywdzonych przez władzę. Jest Pan Rzecznikiem Praw Obywatelskich, praw wszystkich obywateli. Tylko Pan nie dzieli nas na tych lepszych i gorszych.

Jestem byłym żołnierzem zawodowym żandarmerii wojskowej. Jako szeregowy obywatel chcę ponownie wyrazić swój sprzeciw wobec hańbiących przepisów degradacyjnych/dezubekizacyjnych. Polityka historyczna uprawiana przez PiS i tak nie zmieni tego, co jest naszą historią. Całkowite zatracenie proporcji w przekazie medialnym, tworzenie kultu "żołnierzy wyklętych", podkreślanie poświęcenia NSZ nad zasługami Armii Krajowej czy żołnierzy Wojska Polskiego nie zmienią faktów. Nie można ważyć krwi przelanej za Polskę. A jeśli ktoś waży na siłę, to najkrwawszą polską bitwą ostatniej wojny i tak pozostanie przełamanie Wału Pomorskiego przez I Armię WP.  "Wyklęci" mają na swoich rękach także krew żołnierzy polskich i zbrodnie na cywilnej ludności. Dziś to ikony prawicowej władzy narzucane społeczeństwu. To najlepszy dowód pisania historii od nowa. Prawdzie historycznej nie służą oświadczenia polityków, że Polski przed 1989 r nie było, a zwłaszcza "miesięcznicowe" przekonywanie od 8 lat, że nasz kraj nadal nie jest wolny! Swoją drogą, jak w takim razie można obchodzić setną rocznicę niepodległości? Według matematyki PiS-u wypadać winno najwyżej ćwierćwiecze! Wszyscy, którzy myślą inaczej niż władza, są określani, jako zdrajcy, obca agentura, Polacy gorszego sortu. Obywatelskie protesty przedstawiciele "dobrej zmiany" nazywają jazgotem i próbami zamachu stanu.

Jako żołnierz staję w obronie żołnierzy. Nie należałem do żadnej partii. Oczekuję przestrzegania konstytucji. Dziś, jak nigdy wcześniej, rządzący wyrzekają się mnie. Nie utożsamiam się z taką władzą. Byłem oddany służbie. Ponad dwa i pół roku służyłem w strefach działań wojennych. Jakie argumenty dałem politykom PiS-u do tego, aby nazywać mnie "komunistą i złodziejem"?!  Nie jestem komunistą. Niczego nie ukradłem. Przeciwnie, ścigałem w czasie służby sprawców przestępstw i wiem, kto często najgłośniej krzyczy "łapać złodzieja"! Nie godzę się na krzywdzenie przełożonych i kolegów, których poznałem i starszych służbą żołnierzy. Represyjne przepisy obejmują ich tylko z racji etatowej pracy w jednostkach wskazanych przez partyjnych działaczy i historyków.

Rozpocząłem służbę 03.09.1990 r., a ustawa dezubekizacyjna dotyczy okresu do 31.08.1990 r., degradacyjna nawet do końca 1990 r. Wystarczy jeden dzień służby, aby być skazanym partyjnym wyrokiem. Sprzeciwiam się upokarzaniu ludzi, którzy jak miliony obywateli wiernie służyli Polsce. Polsce, w której żyli, kształcili się i awansowali także działacze PiS. Politycy ci wyrokują dziś, kto sprzeniewierzył się polskiej racji stanu. Stanowią, kogo zdegradować, zdezubekizować, bezkarnie oczernić. Z niskich pobudek przyznali sobie uprawnienia niezawisłych sądów.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. nie szykanowano żołnierzy, którzy służyli wcześniej w armiach zaborców. Przyjęto ich do służby i zaliczono do niej posiadane wcześniej stopnie i wysługę. Po II wojnie nie degradowano piłsudczyków ani przedwojennych policjantów. Nie było takich zamiarów wobec marszałka Rydza-Śmigłego za jego zachowanie we wrześniu 1939 roku. Nie zdegradowano generała Bora-Komorowskiego za ogromne ofiary w następstwie decyzji o powstaniu warszawskim. Zasługi marszałka Piłsudskiego pozwalają na "wybaczanie" mu setek ofiar zamachu majowego 1926 r. To także nasza historia. Mamy powody zarówno dumy, jak i do wstydu. Jedno jest niezmienne, historię zawsze piszą zwycięzcy. Dawniej - wojen, dziś - wyborów. Stosowanie zbiorowej odpowiedzialności całkowicie lekceważy fakty, przepisy prawa i konstytucję.

Władza do jednego worka wrzuca całe instytucje, przedstawiając wszystkich bez wyjątku jako zdrajców i katów. Od października 2017 r. około 40 000 byłych funkcjonariuszy i pracowników MSW, BOR, WOP i ich rodzin ma dożywotnio obniżone emerytury i renty. Często do kwoty 850 zł netto miesięcznie. Tak praktycznie wygląda odwet PiS-u na historii.

Politycy nadali sobie prawo do odbierania godności zarówno nieżyjącym, jak i myślącym inaczej. Następstwem gorszącej ustawy jest śmierć kilkudziesięciu osób i rodzinne tragedie. Oto oczekiwana "sprawiedliwość społeczna"! Czy prawo może być sprawiedliwe, jeśli krzywdzi choć jednego człowieka? Każdy życiorys jest inny. Represje mogą wkrótce objąć żołnierzy i ich bliskich. Już z pierwszych wypowiedzi wynika, że tylko ustawa degradacyjna obejmie kilkuset żołnierzy. Na procedowanie czeka w sejmie "dezubekizacja" MON. Ma karać tysiące żołnierzy pełniących służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej i katalogu IPN. Chce pozbawić ich praw nabytych i zerwać zobowiązania zawarte przez państwo. Byłym funkcjonariuszom służb cywilnych obniżono świadczenia pieniężne. Żołnierzy władza będzie mogła ponadto zdegradować! Kompleksy i mściwość powodują, że PiS chce bez stosowania procedury sądowej, wprowadzaną przez siebie populistyczną ustawą, odbierać stopnie nadane przez Polskę. Władza zarzuca objętym ustawą, że wybrali służbę Moskwie i reżimowi komunistycznemu. W moim przekonaniu służyli Polsce, jedynej, jaka była. Jeśli ktoś łamał prawo, niech indywidualnie podlega przykładnej karze.

Nigdzie na świecie nie degradowano dotąd nieżyjących żołnierzy! Kiedy żyli, nie zrobił tego żaden sąd. Gen. Jaruzelski to frontowy żołnierz, którego " nieszczęściem" stało się, że przyszedł ze wschodu! Skąd miał przyjść, skoro wojenna zawierucha rzuciła go na Syberię, a potem do polskiej armii tworzonej w ZSRR? Nie zdążył ewakuować się z korpusem gen. Andersa na Bliski Wschód i walczyć u boku zachodnich aliantów. Pełnił obowiązki szefa Sztabu Generalnego, ministra obrony, przewodniczącego WRON, pierwszego prezydenta III RP. Jego życiorys nie jest jednoznaczny.  Nie powinni jednak oceniać go tak kategorycznie ci, którzy nie stawali przed koniecznością jego wyborów. Władze MON sprowadziły wszystko do nazwania go po śmierci zdrajcą i oświadczeń, że powinien być zdegradowany wielokrotnie!

Sprawa nie obchodzi większości społeczeństwa. Ale zadaję pytanie, co potem? Czy miliony członków PZPR i ich rodziny mogą spać spokojnie? A co z byłymi urzędnikami państwa, prokuratorami, sędziami, żołnierzami, milicjantami, nauczycielami? Kim są ci, którzy uczciwie pracowali w czasach      PRL-u? Może od razu odmówić polskości wszystkim, którzy nie wysługują się władzy? Myślę, że tyle ważnych wyzwań jest przed naszym krajem. PiS skupia się na ciągłych rozliczeniach "kto, gdzie i z kim stał". Z historii robi histerię. Podkreślanie naszej "wyjątkowości", szukanie wszędzie wrogów i naruszanie europejskich wartości szkodzi Polsce. Powtarzanie, że państwo jest w ruinie i musi wstać z kolan do niczego dobrego nie doprowadzi. Władza przekonuje, że kosztowne gospodarcze i polityczne porażki to nasze sukcesy! Powtarzane kłamstwa stały się prawdą dla wyborców PiS i obywateli ufających mediom publicznym. Władza deklaruje umiar i pokorę. Faktycznie zaś bije rekordy nepotyzmu. Przyznaje swoim lukratywne posady, astronomiczne pensje i nagrody. Wszystko zawłaszcza i upartyjnia. Premiuje biernych, miernych, ale wiernych partii. Krzycząc "precz z komuną", docenia ludzi bez zasad i gorliwych działaczy wyszydzanego PRL-u. To niemoralne.

Czynnym żołnierzom i funkcjonariuszom życzę, żeby w przyszłości sami nie byli karani za służbę pod rządami PIS, żeby doczekali czasów kompetentnego i lojalnego zwierzchnictwa. Byłym zaś życzę, żeby dotrwali lepszych czasów. Każda władza przemija. Wszystkim noszącym mundur chcę przypomnieć - służy się państwu, nie politykom. Sam mundur nie czyni żołnierzem, nie daje honoru. Mundur nosi się w sercu. Chciałbym, aby rządzący jednoczyli obywateli i nie niszczyli demokracji, żeby tworzyli coś dobrego i trwałego, przestali burzyć, rozgrzebywać przeszłość, zmieniać pomniki i nazwy ulic.

Obecna władza podzieliła nas jak żadna wcześniej! Wzywam do opamiętania. Honor to nie napis na dresie narodowców i zadymiarzy plujących na kobiety i bijących słabszych. To nie "puste" słowo powtarzane przez rzeczników "dobrej zmiany".

Szanowny Panie, sądzę, że bronię dzisiaj przegranych spraw, ale trzymam się zasad i wartości. Nie chcę milczeć i stać z boku. Proszę, niech Pan zechce wsłuchać się w mój głos. Nawet, jeśli należę do mniejszości, to byłem, jestem i chcę być obywatelem Polski.

z poważaniem

st. chor. sztab. rez. Dariusz Czyż

(bez komentarza….)




SENAT PRZYJĄŁ TZW. USTAWĘ DEGRADACYJNĄ

BEZ POPRAWEK

 08.03.2018 r.

Senat przyjął w czwartek bez poprawek tzw. ustawę degradacyjną. Zakłada ona możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu". Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

Ustawa zakłada odebranie stopni wojskowych członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Chodzi m.in. o gen. Wojciecha Jaruzelskiego i gen. Czesława Kiszczaka.

Za przyjęciem ustawy bez zmian głosowało 57 senatorów, przeciw było 22. Jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Senatorowie nie zgodzili się tym samym na wprowadzenie poprawek zgłoszonych w środę przez senatorów Jana Żaryna (PiS) i Jana Rulewskiego (PO), a także wicemarszałka Senatu Bogdana Borusewicza (PO). Za odrzuceniem poprawek rano opowiedziała się też senacka komisja obrony narodowej.

Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta, który ma 21 dni na decyzję.

Jan Rulewski (PO) przed głosowaniem krytykował szybkość procedowania ustawy. Jak mówił, m.in. z tego powodu, zgłaszane poprawki "nie uzyskały właściwego rozeznania". Według senatora, przyjęte przepisy "noszą w sobie charakter analfabetyzmu historycznego".

"Na pogrzebach, zwłaszcza katolickich, ksiądz kończy uroczystość pogrzebową mówiąc: +niech odpoczywają w pokoju wiecznym+, a wy, po barbarzyńsku chcecie, żeby nad grobami w Polsce unosiły się opary kłótni, oparty barbarzyńskich nocy" - powiedział. "Słuchajcie mnie wyleniałe koty rewolucji, mówi do was żołnierz rewolucji" - oświadczył senator PO.

Uchwalona we wtorek ustawa, którą przyjął w czwartek Senat, zakłada możliwość pozbawiania stopni wojskowych żołnierzy w stanie spoczynku, którzy byli członkami m. in. WRON, KBW, pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej.

Nowe regulacje - jak napisano w uzasadnieniu - pozwolą na "zadośćuczynienie społeczeństwu polskiemu" i stanowić będą "symboliczne rozliczenie epoki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w której symptomatyczna była kariera wojskowa i polityczna Wojciecha Jaruzelskiego, współpracownika Informacji Wojskowej w okresie stalinowskim".

"Członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) tracą z mocy prawa stopień wojskowy" - czytamy. Wykaz osób, które utraciły stopień wojskowy, ma ogłaszać prezydent w drodze obwieszczenia w "Monitorze Polskim".

Według ustawy, pozbawia się stopnia wojskowego też osobę, która "z racji ukończonego wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, albo żołnierza rezerwy, posiadających stopień wojskowy Marszałka Polski, generałów albo admirałów, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu".

Chodzi o osoby, które - jak napisano - "pełniąc funkcje służbowe lub zajmując stanowiska dowódcze kierowali działaniami mającymi na celu zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1943-1956, albo uczestnicząc w tym okresie w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego dokonywali drastycznych czynów", inicjowali lub dopuszczali się prześladowań żołnierzy ze względu na wyznawaną religię lub pochodzenie oraz wydawały rozkazy użycia broni palnej wobec ludności cywilnej.

Nowe przepisy obejmują także osoby, które będąc "sędzią lub prokuratorem w organach Wojskowej Służby Sprawiedliwości lub w jednostkach podległych oskarżali albo wydawali wyroki w latach 1943-1956 wobec żołnierzy i osób cywilnych ze względu na działalność na rzecz niepodległości i suwerenności Polski".

Według ustawy utrata, albo pozbawienie stopnia wojskowego może nastąpić również pośmiertnie. Stopnia wojskowego nie będą pozbawiane osoby, które "bez wiedzy przełożonych" w trakcie pełnienia służby czynnie wspierały "działania na rzecz niepodległości Państwa Polskiego".

Zgodnie z ustawą, postępowanie wobec danej osoby może wszcząć z urzędu minister obrony narodowej lub na wniosek premiera, naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych oraz szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Minister obrony może przeprowadzić je także, gdy zwróci się do niego organizacja społeczna, np. kombatancka.

Szef MON zwraca się wówczas do Instytutu Pamięci Narodowej oraz podległej mu jednostki do spraw prowadzenia badań archiwalnych i studiów historycznych o przygotowanie informacji w każdej, konkretnej, indywidualnej sprawie. Instytucja ma 6 miesięcy od dnia otrzymania wniosku na przygotowanie takiej informacji, która później jest podstawą wydania postanowienia.

Przewidziano, że osobom, wobec których wszczęto postępowanie, przysługuje prawo do przedstawienia dowodów w swojej sprawie. W przypadku postępowania wobec osób zmarłych, takie dowody może przedstawić rodzina lub stowarzyszenia zrzeszające kombatantów, weteranów lub żołnierzy.

O pozbawieniu stopnia wojskowego decyduje szef MON, ale w przypadku Marszałka Polski, generałów i admirałów, minister obrony wydaje je za zgodą prezydenta. Od takiego postanowienia ma przysługiwać odwołanie do sądu administracyjnego, a jeśli sąd je uwzględni, to postanowienie ma być uchylane w całości.

Ustawa zakłada, że postępowanie wobec danej osoby, które zostało zakończone prawomocnym orzeczeniem, może być w ciągu pięciu lat wznowione m.in. w sytuacji gdy dowody w sprawie okazały się fałszywe, ujawniono okoliczności, które nie były wcześniej znane.

Nowe regulacje miałyby wejść w życie po 14 dniach od ich ogłoszenia. 

 Źródło: fakty. interia


SEJM UCHWALIŁ TZW. USTAWĘ DEGRADACYJNĄ

 06.03.2018 r.

We wtorek Sejm uchwalił tzw. ustawę degradacyjną. Zakłada on możliwość pozbawiania stopni wojskowych osób i żołnierzy rezerwy, którzy w latach 1943-1990 swoją postawą "sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu". "To oddanie sprawiedliwości bohaterom polskiej wolności" - powiedział szef MON Mariusz Błaszczak.

Za głosowało 264 posłów, przeciw było 159. Podczas głosowania posłowie poparli też wszystkie poprawki PiS o charakterze formalnym.

Teraz projekt trafi do Senatu. Szef MON Mariusz Błaszczak mówił przed głosowaniem, że projekt tzw. ustawy degradacyjnej jest adresowany do rodzin Żołnierzy Wyklętych oraz tych "którzy przez lata byli prześladowani i mordowani, o których pamięć próbowano zatrzeć w historii naszego kraju". Dodał, że jest "to oddanie sprawiedliwości bohaterom polskiej wolności". Podkreślił, że nie mogą być oni traktowani "na równi z sowieckimi generałami".


Czytaj dalej>>>>>


’’Żołnierze wyklęci’’

01.03.2018

- W każdym dużym zbiorowisku ludzkim, a historycy szacują, że przez powojenne podziemie przewinęło się około 120 tysięcy osób, występuje cały wachlarz postaw. Zdarzają się ludzie wspaniali, ale też ludzie, których czynów nie da się usprawiedliwić walką o niepodległy byt Państwa Polskiego. W "Skazach na pancerzach" chciałem pokazać, jak było w rzeczywistości. Spojrzeć na sprawę w sposób wyważony. Nie uprawiać ani "czarnej", ani "białej" propagandy. Pokazać zarówno cienie, jak i blaski epopei "wyklętych". Niestety, takie podejście jest w Polsce rzadkie - tak o najnowszej książce opisującej "czarne karty epopei żołnierzy wyklętych" mówi Interii autor Piotr Zychowicz.

Artur Wróblewski, Interia: "Żołnierze wyklęci" mają pecha. Komuniści w bezimiennych grobach prawie skutecznie zakopali pamięć o nich. Kiedy wreszcie ich historia została odsłonięta i uratowana, stali się przedmiotem politycznych przepychanek między partią rządzącą a opozycją.

Czytaj dalej>>>>>>>>>



O "ustawie dezubekizacyjnej" w Brukseli. Były szef MSW, represjonowany w PRL: staję w obronie ludzi, którzy dzielnie służyli wolnej Polsce
Onet

28.02.2018 r.

W Parlamencie Europejskim odbyło się wysłuchanie publiczne w sprawie ustawy obniżającej emerytury funkcjonariuszom, którzy zaczęli służbę przed 1989 rokiem.o:

·  Wysłuchanie publiczne w Parlamencie Europejskim zorganizowała Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych we współpracy z europosłami SLD

·  Wzięli w niej udział także eurodeputowani z państw członkowskich UE

·  Henryk Majewski: stworzono ustawę, która godzi w elementarne zasady państwa prawnego

·  Tomasz Oklejak: ustawa nie bierze pod uwagę indywidualnych osiągnięć poszczególnych funkcjonariuszy

·  Poruszającą historię opowiedział Wojciech Raczuk, który w PRL-u służył w wydziale kryminalnym

·  Porucznik Raczuk: Leżałem na ziemi, po chwili podniosłem się i zobaczyły jak leje się ze mnie krew. Zacząłem prosić jeszcze o 10 minut życia

- W przepisach europejskich stanowi się: "we wszystkich swoich działaniach Unia Europejska przestrzega zasady działania równości wobec swoich obywateli". Nie ma więc miejsca dla obywateli różnych kategorii. Prawa obywatelskie przysługują każdemu jednakowe. Dlatego dziś wśród nas są dzielne osoby, których dotknęła ta ustawa, choć służyli budowaniu wolnej Polski - powiedział otwierający konferencję europoseł  Bogusław Liberadzki.

Henryk Majewski: stworzono ustawę, która godzi w elementarne zasady państwa prawnego

Po nim głos zabrał były szef ministerstwa spraw wewnętrznych, Henryk Majewski. - Chciałbym zacząć od rysu historycznego. Po uzyskaniu niepodległości, państwo uchwaliło w 1920 roku ustawę emerytalną. Zawarło w niej warunki dotyczące wszystkich funkcjonariuszy byłych zaborców. Lata ich wysługi u wroga zostały zaliczone w poczet ich emerytur. Rząd II RP dążył do tego, by społeczeństwo rozbite przez zaborców, łączyć, mimo trudnej historii - opowiadał były minister.

- Wiele lat później, pierwszy niekomunistyczny premier Tadeusz Mazowiecki stwierdził, że obywatele muszą mieć poczucie wolności, bezpieczeństwa i współuczestnictwa. Tłumaczył, że takie poczucie mogą uzyskać jedynie w państwie praworządnym. Bo tylko prawo, które ma na celu dobro wspólne, może cieszyć się szacunkiem i autorytetem społecznym. Te słowa do dziś pozostają aktualne - mówił.


Czytaj dalej>>>>>>
 



Na posiedzeniu rządu przełożonym na czwartek projekt o pozbawianiu stopni wojskowych

25.02.2018 r

Decyzją premiera Mateusza Morawieckiego posiedzenie Rady Ministrów zostało przesunięte na 1 marca, czyli Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Rząd zajmie się projektem ustawy o pozbawianiu stopni wojskowych - poinformował dziś szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

·     Na przełożonym posiedzeniu Rady Ministrów ma być omawiany projekt ustawy, która pozwoli pozbawić stopni generalskich m.in. Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka

·       W obowiązującym obecnie stanie prawnym nie ma możliwości odebrania stopnia wojskowego pośmiertnie. Według autorów, projekt będzie symbolicznym rozliczeniem z epoką Polski Ludowej.

·     Negatywnie do proponowanych zmian odniósł się Związek Żołnierzy WP, Federacja Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP oraz Zrzeszenie Weteranów Działań poza Granicami Państwa

"Decyzją Premiera Morawieckiego posiedzenie rządu zostało przesunięte na 1.03 - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Pierwszym pkt - ustawa pozwalająca odebrać stopnie oficerskie takim osobom jak Jaruzelski czy dowódca plutonu egzekucyjnego "Inki"" - napisał Dworczyk na Twitterze.

W poniedziałek szef kancelarii premiera zapowiedział, że projekt ustawy umożliwiającej odebranie stopni generalskich m.in. Wojciechowi Jaruzelskiemu i Czesławowi Kiszczakowi na posiedzenie Rady Ministrów trafi w ciągu dwóch tygodni.

Projektowana nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku obrony zakłada, że osoba, która z racji wieku lub stanu zdrowia nie podlega obowiązkowi służby wojskowej, oraz żołnierz rezerwy, którzy byli członkami WRON, pełnili służbę w organach bezpieczeństwa państwa wymienionych w ustawie lustracyjnej mogą być pozbawieni stopnia oficerskiego lub podoficerskiego.

O pozbawieniu stopnia miałby decydować – wobec generałów i admirałów – prezydent, a w odniesieniu do pozostałych oficerów i podoficerów minister obrony. Postępowanie byłoby wszczynane z urzędu lub na wniosek ministra obrony, IPN, Wojskowego Biura Historycznego, archiwów państwowych oraz organizacji kombatanckich i niepodległościowych. Pozbawienie stopnia miałoby następować w formie postanowienia.

Celem projektu jest – jak zadeklarowano w uzasadnieniu – "stworzenie możliwości prawnych pozbawienia stopnia oficerskiego i podoficerskiego m.in. Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka", a także innych osób, które były członkami Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. "Wspomniane osoby pełniły służbę wojskową na rzecz totalitarnego państwa i swoją postawą sprzeniewierzyły się polskiej racji stanu" – głosi uzasadnienie.

Autorzy zwracają też uwagę, że w obowiązującym stanie prawnym nie ma możliwości pozbawienia stopnia wojskowego pośmiertnie.

Według uzasadnienia "projekt jest wynikiem licznych wystąpień organów i organizacji społecznych domagających się podjęcia prac nad pozbawieniem stopni wojskowych osób, które swoją postawą dokonywały czynów uwłaczających godności posiadanego stopnia wojskowego i tym samym podważyli wierność dla Rzeczypospolitej Polskiej".

"Projekt pozwoli na zadośćuczynienie społeczeństwu polskiemu i stanowić będzie symboliczne rozliczenie epoki Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej" – przekonują autorzy.

Negatywne opinie o projekcie wyraziły Związek Żołnierzy WP, Federacja Stowarzyszeń Rezerwistów i Weteranów Sił Zbrojnych RP oraz Zrzeszenie Weteranów Działań poza Granicami Państwa. Zarzucały one projektowi naruszenie konstytucji i brak szacunku dla stopnia wojskowego, zwracały też uwagę, że kwestie pozbawienia stopnia są już wystarczająco uregulowane.

Obowiązujący kodeks karny jako środki karne stosowane wobec żołnierzy (prócz kar, na które można skazać także cywilów) wymienia wydalenie z zawodowej służby wojskowej oraz degradację (obejmuje ona utratę posiadanego stopnia wojskowego i powrót do stopnia szeregowego/marynarza). Sąd może ją orzec w razie skazania za przestępstwo umyślne, jeżeli rodzaj czynu, sposób i okoliczności jego popełnienia pozwalają przyjąć, że sprawca utracił właściwości wymagane do posiadania stopnia wojskowego, a zwłaszcza w wypadku działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

 

Źródło: onet.pl

 



Warszawski sąd uderza w ustawę dezubekizacyjną. "Ma charakter represyjny i dyskryminacyjny"

15.02.2018 r.

Onet zdobył uzasadnienie Sądu Okręgowego w Warszawie, rozpatrującego sprawę policjanta, który zaskarżył ustawę dezubekizacyjną. Co prawda sąd skierował sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, ale jednocześnie ostro skrytykował zapisy, określając je mianem "represyjnych" i "dyskryminacyjnych".

Sąd zwraca uwagę, iż wielu funkcjonariuszy, których pozytywnie zweryfikowano po 1989 roku, wzorowo wypełniało swoją służbę w wolnej Polsce

·  "Odebranie teraz takim funkcjonariuszom uprawnień nabytych słusznie i sprawiedliwie w III RP za nienaganną służbę może stanowić zaprzeczenie zasady zaufania obywatela do państwa" – czytamy w uzasadnieniu

·  "Ustawa, obniżając prawa nabyte słusznie, sprawiedliwie, w demokratycznej Polsce i w służbie dla niej może być postrzegana jako represyjno-odwetowa" – argumentuje sąd

Do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęło już ponad 5 tysięcy spraw emerytowanych funkcjonariuszy, którzy zdecydowali się odwołać od ustawy dezubekizacyjnej. Ten zdecydował się jednak zwrócić z pytaniem prawnym do Trybunału Konstytucyjnego. Sąd ma bowiem wątpliwości, czy ustawa jest zgodna z art. 2 Konstytucji, proklamującym zasadę demokratycznego państwa prawnego, zawierającym zasady stanowiące trzon państwa demokratycznego i prawnego, takie jak: zasada ochrony praw nabytych, zasada zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.

Warszawski sąd przedstawił też własną opinię na temat ustawy: "Czy zasługuje na zaufanie prawodawca, który obniża świadczenia emerytalne i rentowe funkcjonariuszom, którzy wypracowali je również w okresie po 31 lipca 1990 r., w służbie niepodległej Polsce, świadczonej na takich samych zasadach, na jakich wypracowywali je po raz pierwszy funkcjonariusze przyjęci do służby po tej dacie. Takie działanie wydaje się mieć charakter represyjny i dyskryminacyjny".

Sąd uważa, że ustawa może podważać zaufanie obywateli do państwa: "Emerytury nabyte począwszy od 1 sierpnia 1990 r. w żadnym razie nie mogą być traktowane jako nabyte w sposób niesłuszny czy niesprawiedliwy. Ani w czasie, gdy pozytywnie zweryfikowani funkcjonariusze podejmowali służbę dla wolnej Polski, ani w żadnym okresie aż do 2016 roku, organy państwa zawierające z nimi umowę nie sygnalizowały, że mogą być oni – w zakresie uprawnień nabywanych począwszy od 1990 roku – traktowani gorzej od funkcjonariuszy nowo przyjętych, szczególnie, że ich służba po tej dacie była taka sama: wymagano od nich takiej samej dyspozycyjności, zaangażowania, narażania zdrowia i życia".

Sąd zwraca też uwagę, iż wielu funkcjonariuszy, których pozytywnie zweryfikowano po 1989 roku, wzorowo wypełniało swoją służbę w wolnej Polsce: "Byli oni odznaczani, awansowali na wysokie stanowiska, wymagające specjalistycznej wiedzy i odpowiedzialności. Państwo, powierzając funkcjonariuszom takie obowiązki, wyrażało tym samym swe zaufanie do nich i pozytywną ocenę ich służby. Odebranie teraz takim funkcjonariuszom uprawnień nabytych słusznie i sprawiedliwie w III RP za nienaganną służbę może stanowić zaprzeczenie zasady zaufania obywatela do państwa".

Sąd krytykuje również zapis ustawy obniżający podstawę wymiaru emerytur do 0,0 proc. za każdy rok służby przed 1989 rokiem: "Jest to wskaźnik niespotykany na gruncie żadnej innej regulacji w zakresie świadczeń emerytalno-rentowych i jego wprowadzenie w związku z tym może naruszać zasadę zaufania obywatela do państwa i prawa (a także zasadę równości wobec prawa). Może bowiem stanowić to środek nadmierny i nieusprawiedliwiony żadnymi okolicznościami".

Sąd zwraca uwagę, że ustawę dezubekizacyjną można nawet określić mianem "represyjno-odwetowej". "Ustawa – napisano w uzasadnieniu – pozbawiła funkcjonariuszy służb III RP świadczeń, które nabyli oni słusznie, w niepodległej Polsce, z narażeniem życia i zdrowia, w sposób przewidziany przepisami demokratycznie stanowionego prawa, często w sposób uzasadniający przyznanie im nagród, odznaczeń, czy awansów. Tym samym powoływana ustawa […] może być postrzegana jako represyjno-odwetowa".

Ustawa utknie w Trybunale Konstytucyjnym?

Jak informuje "Gazeta Prawna" – zważywszy na fakt, że sprawa trafiła do TK, sąd skorzystał z możliwości zawieszania postępowań pozostałych funkcjonariuszy z urzędu. Tym samym rozstrzygnięcie innych przypadków obniżeń emerytur będzie musiało poczekać

Problem w tym, że czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy przez TK waha się w tej chwili od 1,5 roku do 5 lat. Emerytowani funkcjonariusze obawiają się, że TK może grać na zwłokę i odwlekać sprawę w czasie. - Przez to sprawy odwoławcze potrwają dłużej, niż początkowo zakładaliśmy. Nie mamy co do tego wątpliwości. Wielu emerytowanych funkcjonariuszy, którzy odwołali się od ustawy dezubekizacyjnej nie dożyje wyroków - mówi nam anonimowo jeden z policjantów, który również czeka na wyrok w swojej sprawie.

Przypomnijmy, że tzw. ustawa dezubekizacyjna weszła w życie 1 października. Objęła byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL – w tym m.in. późniejszych funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, czy Służby Więziennej. Łącznie obniżono emerytury około 40 tysiącom osób.

 źródło: onet.pl



 MSWiA odebrało emeryturę strażnikowi granicznemu

06.02.2018 r.
Jeden ze strażników granicznych odwołał się od tzw. ustawy dezubekizacyjnej i właśnie dostał odpowiedź, której treść poznał Onet. MSWiA nie uznało jego odwołania. Państwo odebrało mu emeryturę, choć w PRL-u służył zaledwie niecałe dwa lata. Samo uzasadnienie wydaje się absurdalne.

·  Zdaniem ministerstwa strażnik nie pełnił krótkotrwałej służby przed 1990 r., bo za "krótkotrwałą" można uznać "tygodnie, w ostateczności miesiące"

·  Mimo że był wielokrotnie nagradzany, nie uznano jego zasług. Stwierdzono, że niczym się nie wyróżniła spośród innych strażników i nie ma dowodów na to, że pełnił służbę z narażeniem zdrowia i życia

·  "Na podstawie zagmatwanych interpretacji MSWiA chce oceniać zasługi dla Polski i wymierzać sprawiedliwość dziejową. Problem w tym, że samo założenie sprawiedliwe nie jest"

Przypomnijmy, że tzw. ustawa dezubekizacyjna weszła w życie 1 października. Objęła byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL – w tym m.in. późniejszych funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, czy Służby Więziennej. Łącznie obniżono emerytury około 40 tysiącom osób.

MSWiA zdecydowało się jednak stworzyć "furtkę" w ustawie. Artykuł 8a mówi o tym, że szef MSWiA może odstąpić od stosowania ustawy wobec osób pełniących "krótkotrwałą służbę przed dniem 31 lipca 1990 r." oraz "rzetelnie wykonujących swoje zadania i obowiązki po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia".

Według szacunków Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP z art. 8a zdecydowało się skorzystać około ośmiu tysięcy osób. Teraz zaczynają napływać pierwsze decyzje w tej sprawie. Dotarliśmy do jednej z nich i dokładnie ją przeanalizowaliśmy.

Strażnik graniczny, którego dotyczy pismo, rozpoczął służbę w 1988 roku w Wojskach Ochrony Pogranicza. W 1991 roku kontynuował ją w nowo utworzonej Straży Granicznej. Został nawet komendantem jednej z placówek. Na emeryturę przeszedł w 2007 roku. Był uhonorowany Brązowym Medalem "Za Zasługi dla Obronności Kraju".

W swojej karierze zajmował się m.in. rozpracowywaniem grup przestępczych, które zajmowały nielegalnym przerzutem imigrantów z Ukrainy do Polski. We wniosku poinformował też, że: "nie popełnił żadnego przestępstwa, nikogo nie prześladował, a jego odpowiedzialność za czyny innych osób budzi wątpliwości".

Dalej MSWiA informuje, że zapoznało się z aktami osobowymi funkcjonariusza, przekazanymi przez Komendanta Głównego Straży Granicznej. "Ze zgromadzonych w sprawie dokumentów wynika, że były funkcjonariusz po dniu 12 września 1989 r. rzetelnie wykonywał zadania i obowiązki. Był wielokrotnie wyróżniany odznaczeniami, w tym Brązowym Krzyżem Zasługi, nagrodami pieniężnymi oraz wielokrotnie miał zwiększany dodatek służbowy" – czytamy.

Dlaczego więc wspomniany funkcjonariusz spotkał się z decyzją odmowną? Ponieważ, jak wskazuje ministerstwo, zapisy dotyczącej "krótkotrwałej służby przed 90 r.", jak i "rzetelnego wykonywanie swoich zadań i obowiązków po dniu 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem zdrowia i życia" są pojęciami "nieostrymi" i dają ministerstwu możliwość "indywidualnego podejścia do każdej sprawy poprzez wprowadzenie uznania administracyjnego".

Dalej ministerstwo próbuje wyjaśnić w swoim piśmie, co można rozumieć przez "krótkotrwałość służby". A mianowicie "krótkotrwałość jest wprawdzie pojęciem nieostrym, w zakresie którego trudno określić choćby przybliżoną definicję, jednak oparłszy się na wykładni językowej, należy stwierdzić, że krótkotrwałość jest tożsama z nietrwałością, przelotnością lub chwilowością".

Co – według resortu – oznacza to w praktyce? "Tym samym krótkotrwałość wedle powyższej wykładni winna być rozumiana jako czasokres obejmujący tygodnie, w ostateczności miesiące. W ocenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, okres liczony w szerszym zakresie nie może być uznany za krótkotrwały, bo nie sposób scharakteryzować go jako odpowiadający powyższej wykładni językowej" – czytamy.

W związku z tym wspomniany strażnik graniczny, który w PRL-u przepracował zaledwie rok i osiem miesięcy, nie może być brany pod uwagę w kontekście odwołania od ustawy dezubekizacyjnej. Mimo że w wolnej Polsce służył 17 lat.

Dalej ministerstwo stara się wytłumaczyć, na czym polega "rzetelne wykonywanie zadań i obowiązków". Możemy przeczytać, że: "analogicznie posiłkując się wykładnią językową, należy wskazać, że pojęcie rzetelności w ujęciu określającym postawę i jakość wykonywania zadań i obowiązków zawodowych definiować należy jako sumienne, solidne i dokładne wykonywanie swojej pracy – przyjętych na siebie obowiązków".

Sprawa jednak komplikuje się przy kwestii służby z "narażeniem zdrowia i życia". MSWiA zwraca uwagę, że pojęcie to "odnosi się do kwalifikacji narażenia, rozumianej jako stwierdzenie istnienia zagrożenia innego, niż normalne następstwo pełnienia służby, przy założeniu, że w jej istotę wpisane jest ryzyko zagrożenia życia i zdrowia. Z perspektywy ustawowej regulacji ważne jest, aby zagrożenie nie było normalnym następstwem służby, czy też nie miało charakteru hipotetycznego, ale było rzeczywiste, dowiedzione i miało charakter wyjątkowy".

Jak zatem ocenić, czy funkcjonariusz pełnił służbę z faktycznym narażenie zdrowia i życia, a nie jedynie hipotetycznym? Tego już resort nie wyjaśnia. Stwierdza natomiast, że wnioskodawca nie spełnił tego wymagania.

"Organ nie kwestionuje rzetelnego wykonywania zadań i obowiązków przez Pana […] w trakcie pełnienia służby po dniu 12 września 1989 r., jednakże brak jest jakichkolwiek dowodów, aby służba ta pełniona była z narażeniem zdrowia i życia. Przy czym zaznaczenia wymaga, że sam charakter zadań realizowanych w jednostkach organizacyjnych Straży Granicznej i wynikające z nich prawdopodobieństwo możliwości zaistnienia sytuacji stanowiących zagrożenie życia i zdrowia nie może być oceniany jako narażenie zdrowia i życia, o którym mowa w art. 8a ust 1 pkt 2 ustawy zaopatrzeniowej" – czytamy.

MSWiA twierdzi też, że funkcjonariusz ten "nie legitymuje się wybitnymi osiągnięciami w służbie, szczególnie wyróżniającymi ją na tle pozostałych funkcjonariuszy". Jak ma się to do faktu, że strażnik był wielokrotnie wyróżniany odznaczeniami, w tym Brązowym Krzyżem Zasługi? Czy to go nie wyróżniało na tle pozostałych funkcjonariuszy? Co w takim razie, według resortu, świadczy o wybitnych osiągnięciach? Tego z pisma się nie dowiadujemy.

Komentarz:

Na podstawie tego pisma możemy wysnuć dwa wnioski. Po pierwsze ministerstwo zostawiło sobie bardzo duże pole do interpretacji, co w wypadku tak ważnej kwestii, jak ustalenie wysokości emerytury jest niedopuszczalne i nie powinno mieć miejsca w demokratycznym państwie.

Po drugie, będziemy mieli do czynienia z nierównym traktowaniem osób. Według własnego widzimisię resort będzie wskazywał, który funkcjonariusz był bardziej wybitny, a który mniej. Brakuje bowiem twardych kryteriów, które jasno by to określały.

Na podstawie zagmatwanych interpretacji MSWiA chce oceniać zasługi dla Polski i wymierzać sprawiedliwość dziejową. Problem w tym, że samo założenie sprawiedliwe nie jest i w przyszłości skrzywdzi jeszcze wielu ludzi. Tak jak tego strażnika granicznego.

Źródło: onet,pl




Czyszczenie MON po Macierewiczu

23.01.2018 r.

Minister Mariusz Błaszczak wymienił prawie całe kierownictwo MON. Oprócz wiceministrów zmienili się też dyrektorzy departamentów i biur. Nowa kadra ma uspokoić nastroje wewnątrz w armii i wyciszyć konflikty, m.in. z prezydentem.

·       W piątek przez MON przeszło kadrowe tornado. Ze strony internetowej resortu zniknęły nazwiska wiceministrów: Bartosza Kowanckiego, Bartosza Grabskiego i Dominika Smyrgały

·       Wkrótce okazało się, że nowy minister obrony odwołał też większość dyrektorów departamentów i biur w resorcie

·       Urzędnicy powołani przez Błaszczaka to jego zaufani, wieloletni współpracownicy, lecz nigdy nie byli związani z wojskiem

·       Najwięcej kontrowersji budzi powołanie na wiceszefa MON Marka Łapińskiego. W 2015 roku Błaszczak wyznaczył go na komendanta Straży Granicznej, a wkrótce awansował z majora na generała

Mariusz Błaszczak rozpoczął urzędowanie na stanowisku ministra obrony od ważnych spotkań. W ubiegłym tygodniu rozmawiał m.in. z Naczelnym Dowódcą Sił NATO w Europie (SACEUR) gen. Curtisem M. Scaparrottim i z Sekretarzem Generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem. Potem poleciał do Stanów Zjednoczonych na spotkanie z Doradcą ds. Bezpieczeństwa Narodowego Prezydenta Stanów Zjednoczonych – gen. Herbertem Raymondem McMasterem.

Po powrocie z USA w piątek rano, minister zaprosił do pałacyku na Klonowej najważniejszych dowódców polskiej armii. Jak podał MON w komunikacie prasowym, rozmawiano o celach i zadaniach.

Prawdziwe trzęsienie ziemi miało jednak dopiero nastąpić. Wieczorem ze strony internetowej MON zniknęły nazwiska wiceministrów: Bartosza Kownackiego, Bartosza Grabskiego i Dominika Smyrgały. Jedynym wiceministrem z ekipy Antoniego Macierewicza, który zachował stanowisko jest Tomasz Szatkowski, odpowiedzialny za sprawy międzynarodowe. Wygląda jednak na to, że jego zakres obowiązków i kompetencje zostaną okrojone. Na razie w MON trwa przegląd i tworzenie nowej struktury urzędu.

Jeszcze w piątek okazało się, że roszady kadrowe nie zakończą się na poziomie wiceministrów. Powoli wymieniano też prawie wszystkich dyrektorów departamentów i biur MON. Ze starej ekipy ministra Macierewicza zostało tylko kilka osób, wśród nich szef departamentu kadr Radosław Peterman, były zastępca biura lustracyjnego IPN i były ekspert komisji weryfikacyjnej WSI, którą kierował Macierewicz. Jak mówią rozmówcy Onetu, Peterman do końca nie był pewny, czy zostanie.

– W kierownictwie długo zastanawiano się, jaki przyjąć wariant informowania o tych zmianach. W końcu stanęło na tym, że najpierw ze strony internetowej resortu zostaną usunięte nazwiska, a dopiero w poniedziałek, po powołaniu nowych wiceministrów, strona zostanie uzupełniona – mówi informator Onetu.

W ostatni weekend jeszcze nic nie było przesądzone. Dlatego, spekulacjom medialnym nie było końca.

Wkrótce na stronie MON systematycznie zaczęły pojawiać się nazwiska następców odwoływanych urzędników. To ludzie związani albo ze strukturami PiS, albo bliscy współpracownicy ministra Błaszczaka jeszcze z czasów, gdy był on szefem MSWiA.

Macierewicz zostawia Błaszczakowi wiele nierozwiązanych spraw

- Skala czyszczenia jest duża i to jeszcze nie koniec – mówi jeden z polityków PiS. – Minister Błaszczak nie chce, żeby byli współpracownicy Macierewicza coś przed nim ukrywali. Chce mieć realny obraz tego, co dzieje się w resorcie. Dlatego, powołał ludzi, którym ufa.

Wczoraj już oficjalnie okazało się, że Bartosza Kownackiego zastąpi Sebastian Chwałek, były wiceminister spraw wewnętrznych. W resorcie obrony będzie odpowiadał za modernizację armii i wojskową służbę zdrowia. Dostał też nadzór nad spółkami sektora zbrojeniowego. – To dobry administrator od lat związany z ministrem Błaszczakiem. Nie ma jednak doświadczenia w modernizacji wojska. Trochę potrwa, nim opanuje te kwestie – mówi Marek Świerczyński, dziennikarz i komentator spraw wojskowych z Polityka Insight.

Kolejną osobą, która z MSWiA przeszła do MON jest Tomasz Zdzikot. Będzie on nadzorował departament prawny, kwestie związane z teleinformatyką, infrastrukturą oraz wyższym szkolnictwem wojskowym. Powołanie Zdzichota było zresztą jedna z pierwszych decyzji kadrowych nowego ministra obrony.

Najwięcej kontrowersji budzi jednak powołanie Marka Łapińskiego na podsekretarza stanu w MON. Ten były szef Straży Granicznej ma odpowiadać za strategię obronną, budżet i sprawy socjalne. Na stanowisko komendanta Straży Granicznej powołany 31 grudnia 2015 roku, po półtora roku został mianowany ze stopnia majora na stopień generała brygady. Zanim objął eksponowane stanowisko w MSWiA, wiele lat przebywał w tzw. rezerwie kadrowej. W swojej karierze ma też epizod m.in. służby w Urzędzie Ochrony Państwa i pracy w Najwyższej Izbie Kontroli.

- Tak błyskawiczne awanse praktycznie się nie zdarzają. Łapiński musi być albo bardzo wybitny, albo bardzo oddany – ironizuje jeden z wojskowych. Dodaje, że obszar, za który ma odpowiadać Łapiński – szczególnie strategia obronna – jest na tyle skomplikowany, że nawet doskonale przygotowani fachowcy "zęby sobie na nim łamią".

Przypomina też, że na reformę nadal czeka system dowodzenia i kierowania armią. – Ekipie Macierewicza nie udało się tego uporządkować. Zobaczymy, czy ludzie Błaszczaka temu podołają – dodaje wojskowy. Jego zdaniem ekipa nowego ministra obrony ma kompetencje, by zrobić porządek w MON, ale jest mocno oddalona od spraw wojskowych. – Nadają się do administrowania, ale czy podołają reformie wojska? – pyta rozmówca Onetu.

– Zmiany kadrowe zaprowadza każdy nowy szef resortu. Niektórzy robią to w sposób ewolucyjny, Błaszczak przeprowadził je rewolucyjnie – mówi nasz rozmówca z MON.

Po odejściu płk Anny Pęzioł–Wójtowicz do Wojskowej Akademii Technicznej w MON nie ma rzecznika prasowego. Według naszych rozmówców te obowiązki może przejąć Agnieszka Glapiak, która została Dyrektorem Centrum Operacyjnego MON.

Źródło: wiadomości onet

 

 


Generał Polko po dymisji Macierewicza: Żołnierze liczą, że nie będą już wyzywani od ruskich szpiegów

Michał Gostkiewicz

Macierewicz przez dwa lata nie zrobił nic, by poprawić dowodzenie wojskiem. Nie zrealizował obietnic zakupu uzbrojenia. Zrobił czystkę wśród doświadczonych dowódców. Po tych dwóch latach czuję żal - mówi generał Roman Polko, były dowódca GROM.

Co pan czuje, osobiście, po tych dwóch latach Macierewicza w MON, zakończonych spektakularną dymisją?

- Żal.

Żal?

- Tak.

Dlaczego?

- Na początku postawił trafną - bo krytyczną - diagnozę stanu armii. Były nadzieje, że przyszedł na stanowisko szefa MON samodzielny, decyzyjny człowiek. Wziął do resortu kilku zdolnych, obytych, wykształconych ludzi, jak wiceminister Tomasz Szatkowski. Tyle że niespecjalnie potrafił z tych zasobów skorzystać.

To znaczy?

- Przez dwa lata nic nie zrobił, żeby ukształtować nowy system kierowania wojskiem. Doprowadził do konfliktu z prezydentem i Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Znam szefa BBN Pawła Solocha wiele lat. Można o nim dużo powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest człowiekiem konfliktowym. Dalej: kwestie zakupów uzbrojenia - usłyszeliśmy mnóstwo obiecanek.

Niewiele z tego zostało zrealizowane.

- Bo jak minister Macierewicz ogłaszał, jaki sprzęt chce kupić, to nic dziwnego, że firmy windowały ceny - bo kontrakt jeszcze nie był podpisany, można było na tym zarobić.

Z pewnością trzeba ten ogromny chaos uporządkować.

Zwykli żołnierze i odwołani generałowie otworzą dziś szampana?

- Z szampanem bym poczekał. Przede wszystkim liczę, że konflikt Pałacu Prezydenckiego z MON zostanie zażegnany i komunikacja między dwoma ośrodkami władzy nad wojskiem będzie się odbywała normalnie. To by była dobra wiadomość. Ale mam ograniczone zaufanie do ludzi, którzy są ekspertami od wszystkiego.

Chodzi o nowego szefa MON, który wczoraj jeszcze był ministrem spraw wewnętrznych?

- Właśnie. Bo nie wiem, jakie doświadczenie w sprawach wojska ma Mariusz Błaszczak. Nie wiem, jaki styl zarządzania przyjmie. Nie znam go, mimo wielu lat funkcjonowania w wojsku nie zdążyłem poznać jego zainteresowań w tej kwestii. Więc nowy szef MON jest dla mnie wielkim znakiem zapytania. Czy w ogóle się przygotował do objęcia tego stanowiska, czy też był tą nominacją zaskoczony? Bo żołnierze z pewnością byli.

Na co pana zdaniem liczą żołnierze po zmianach?

- Żołnierze oczekują, że zostanie powstrzymana ta fala odejść, ta czystka. Że wojskowi z doświadczeniem z Iraku czy Afganistanu, którzy wprowadzali nas do NATO, nie będą obrażani, wyzywani od ruskich szpiegów. Bo nie mają z tym wiele wspólnego. I nie będzie szukania haków, jak na świetnego, doświadczonego oficera, generała Kraszewskiego. Uważam, że pan generał został uwikłany w jakąś rozgrywkę - minister Macierewicz chciał pokazać, że to on ma całą władzę nad wojskiem i nie będzie się ani tą władzą, ani choćby informacją dzielił nawet z prezydentem RP. Mamy konstytucję, przepisy wskazują rządzącym, że trzeba działać i grać zespołowo. Centralizacja władzy przez Macierewicza i prymat ideologicznego zaangażowania nad kompetencjami, wiedzą i umiejętnościami z pewnością nie służyły rozwojowi polskiej armii. Armii, która ma wielu wspaniałych generałów.

Co jest w tej chwili najbardziej potrzebne polskiemu wojsku?

- Uspokojenie sytuacji i odbudowanie morale. Polityka kadrowa musi być przejrzysta, nominacje nie mogą być z zaskoczenia, a głos najwyższych dowódców nie może być pomijany, bo to oni mają najlepszą wiedzę o potrzebach wojska. A gdy "głowa", czyli polityczne dowodzenie armią, zostanie uporządkowana, wtedy trzeba się wziąć za poszczególne problemy.

Jakie?

- Mamy wielu doświadczonych oficerów, warto rozważyć kwestię przywrócenia do służby niektórych zwolnionych pochopnie dowódców i generałów. Z pewnością ich potrzebujemy, by mogli nas reprezentować w strukturach międzynarodowych. W szczególności w NATO, bo po ostatnich czystkach brakuje nam ludzi, którzy wypracowali sobie silną pozycję.

Właściwie musimy nasz autorytet w NATO odbudować z bardzo niskiego poziomu.

- Bo armia - każda armia - nie lubi czystek, rewolucji. Armia lubi stabilność i uporządkowane działania. Dowódcy natowscy mieli ustabilizowane kontakty z polskimi generałami. Co sobie pomyśleli, gdy tych generałów z dnia na dzień wycofano i w kraju zaczęto wyzywać od ruskich agentów? Mieli rozmawiać z Misiewiczem? No nie. My musimy mieć w międzynarodowych strukturach wojskowych wiarygodnych, doświadczonych, stabilnych przedstawicieli. I dobrych dyplomatów.

Musimy też pokazać stabilność w relacjach z sojusznikami. Kto nam teraz sprzeda sprzęt, po awanturze z Francją o śmigłowce Caracal?

- Można zrezygnować z zakupu Caracali. Tylko po co od razu obrażać sojuszniczy kraj? Nie w takim stylu powinno być to zrobione. A nawet jeżeli już robimy rewolucję w armii, nie możemy pozbawiać jej gotowości bojowej. Musimy się liczyć w każdej chwili z tym, że będziemy musieli podjąć interwencję zbrojną. I tu przed nowym ministrem zadanie kluczowe, naprawdę numer jeden - mam nadzieję, że już we współdziałaniu z prezydentem RP i BBN: wypracowanie w końcu jakiegoś logicznego systemu kierowania siłami zbrojnymi. Bo od ponad 2 lat mamy improwizację. System, który wypracował poprzedni rząd, i dokumenty strategiczne wówczas przyjęte, nie obowiązują. A nic nowego w zamian nie powstało.

Ale przede wszystkim trzeba naprawić najważniejsze. I najtrudniejsze.

Czyli?

- Wiarę żołnierzy w system dowodzenia. W to, że armia jest sprawnie kierowana. Że nie ma podziałów na tych, którzy służą prezydentowi i tych, którzy służą ministrowi obrony. Żeby żołnierze nie rozglądali się, pod którą opcję by się podpiąć. Armia nie jest od tego. Armia powinna czuć, że może raportować o problemach uczciwie, szczerze, autonomicznie, i raportować problemy realne, takie, jakimi są, a nie jakimi Macierewicz chciał je widzieć. Doprowadzono do takiej sytuacji, że wojsko żyło jak w jakimś matriksie.

Roman Polko. Generał dywizji Wojska Polskiego, oficer dyplomowany wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych w specjalności kierowanie organizacją. W drugiej połowie lat 90 XX w. przeszedł specjalistyczne szkolenia w 75 Pułku Rangersów Armii Stanów Zjednoczonych w Fort Benning. Jest instruktorem spadochronowym, strzeleckim i narciarskim. Dowodził grupą, plutonem i kompanią specjalną oraz brał udział w misji pokojowej na terenie byłej Jugosławii (kwiecień 1992 - grudzień 1993 - UNPROFOR). Od 2000 do 2004 pełnił funkcję Dowódcy Wojskowej Formacji Specjalnej GROM w Warszawie. Po konflikcie z kierownictwem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego odszedł do rezerwy na własną prośbę. W czasie gdy był dowódcą GROM, zrealizował misję na pograniczu kosowsko-macedońskim, rozpoczął działania w Afganistanie, a w marcu 2003 wziął udział w II wojnie w Zatoce Perskiej. Służył też na misji stabilizacyjnej w Iraku.

źródło: gazeta.pl



Absolutnie imponująca lista rzeczy, które w Polsce zbudowano za pieniądze z Brukseli w latach 2007-13

01.01.2018 rok

Grudzień to zwykle okres bilansu kończącego się roku. Tym razem jednak dostaliśmy od rządu podsumowanie większe, bo dotyczące aż sześciu lat. Ministerstwo Rozwoju podsumowało część wydatków finansowanych z funduszy unijnych za lata 2007-2013.

Długa, piękna lista

O tym, że Polska dostaje pieniądze z Unii Europejskiej, wszyscy wiedzą. Fakt, że kwoty, które otrzymujemy są znacznie większe od składek, które płacimy w drugą stronę, też jest powszechnie znany. Zestawienie Ministerstwa Rozwoju robi duże wrażenie. Pierwszy raz bowiem zestawiono obok siebie to, co za te pieniądze w ciągu kilku lat w Polsce powstało.

Lista inwestycji sfinansowanych środkami unijnymi z programu Infrastruktura i Środowisko w latach 2007-2013 źródło: Ministerstwo Rozwoju

Dofinansowanie z POIiŚ w latach 2007-2013 pozwoliło:

o   wybudować 1 417 km autostrad i dróg ekspresowych (np. dzięki zrealizowanym inwestycjom można dotrzeć autostradą A 1. z Łodzi do Gdańska; wybudowano autostradową obwodnicę Wrocławia .AS, wybudowano drogę ekspresową S8 na odcinku węzeł Walichnowy – Łódź A1;  powstały nowe drogi m.in. droga -ekspresowa S17 odc. Kurów-Lublin-Plaski, droga ekspresowa S8 odc. węzeł Powązkowska-węzeł Marki; droga-ekspresowa S3 Gorzów Wielkopolski-Nową Sól);

o  przebudować 8 najważniejszych lotnisk w Polsce (w Gdańsku Wrocławiu, Rzeszowie, Poznaniu, Katowicach, Szczecinie, Krakowie oraz Warszawie):

o    wybudować zmodernizować i zrewitalizować blisko 1.200 km linii kolejowych (skróceniu uległy czasy przejazdów pomiędzy Warszawą a Gdańskiem, Katowicami, Krakowem czy Wrocławiem. Przykładowo, czas podróży z Warszawy do Gdańska skrócił się z około 4 godzin 15 minut do poniżej 3 godzin, zaś z Warszawy· do Wrocławia z ponad 5 godzin do 3 godzin 42 minut);

o    kupić 440 sztuk taboru kolejowego (nowe lub zmodernizowane wagony oraz elektryczne zespoły trakcyjne. oferują odpowiedni komfort podróży oraz 'są przystosowane do obsług i osób mających problemy z poruszaniem się);

o  w 9 metropoliach - w warszawskiej, katowickiej, wrocławskiej. łódzkiej, trójmiejskiej, krakowskiej, poznańskiej, bydgosko-toruńskiej, szczecińskiej - wybudować i wyremontować 252 km linii tramwajowych trolejbusowych oraz kupić i zmodernizować blisko 1000 sztuk taboru (np. wagonów tramwajowy metra);

o    wybudować 2 575 km sieci gazociągów- najdłuższy z nich, relacji. Szczecin - ­Gdańsk, ma 265 km długości;

o    zbudować i rozbudować 15 centrów logistycznych oraz terminali kontenerowych,

o    wybudować i wyremontować 15tys. km sieci kanalizacyjnych, do której podłączonych zostało ponad 1,3 mln osób;

o    wybudować i przebudować 275 oczyszczalni ścieków;

o    wybudować ponad 360 km elektroenergetycznych sieci przesyłowych;

o    poddać termomodernizacji 570 obiektów użyteczności publicznej (np. szkól, szpitali:

o    wybudować i przebudować 630 km sieci ciepłowniczej w wielu miastach na terenie Polski;

o    wyposażyć ponad 180 szpitali i przychodni w nowoczesny sprzęt medyczny;

o    kupić 335 ambulansów ratowniczych;

o    poddać 6 tys. obiektów i zbiorów poddanych konserwacji (np. Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa, która pozwoliła ocalić przed utratą unikatowe zbiory biblioteczne):

o   wybudować 77 obiektów instytucji kultury (np. Centrum Nauki Kopernik, które okazało ślę turystyczny hitem Warszawy czy też powiększona l uatrakcyjniona siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach):

o    wyremontować i doposażyć ponad 280 szpitalnych oddziałów ratunkowych.

To mniej niż połowa całej kasy z Unii

A najlepsze w tej długiej liście jest to, że dotyczy ona tylko jednego Programu Operacyjnego. Cała kasa unijna, która do nas płynie jest podzielona na szereg programów operacyjnych. Niektóre są zarządzane centralnie, a do tego są programy regionalne dla poszczególnych województw.

Publikacja Ministerstwa Rozwoju dotyczy tylko programu Infrastruktura i Środowisko. Chodzi o ponad 28 miliardów euro. To mniej niż połowa całości środków, jakie otrzymaliśmy z Brukseli. A program Infrastruktura i Środowisko podsumowano akurat teraz nie dlatego, że kończy się rok, tylko dlatego, że właśnie nastąpiło ostateczne rozliczenie tego programu.

Teraz mamy do wydania jeszcze więcej

W latach 2007-13 Polska otrzymała z Unii łącznie 67,9 mld euro. Polski wkład własny we wszystkie finansowane z Unii inwestycje wynosił 18,3 mld euro, w tym niecałe 6 mld euro z budżetu państwa. Reszta z budżetów samorządowych i środków prywatnych firm.

Na lata 2014-20 Polska dostała jeszcze więcej pieniędzy: aż 82,5 mld euro. To 346 mld złotych przeliczając po obecnym kursie euro.

Jest się czym pochwalić.

AMS




Rok 2018 – ZMIANY W PODATKACH.


31.12.2017 rok.

       1. Jeden przelew do ZUS.

2. Rok 2018 przyniesie sporo zmian w podatkach. Jednolity Plik Kontrolny obejmie wszystkich płatników VAT, wprowadzony zostanie też mechanizm podzielonej płatności podatku VAT. Pojawią się nowe podatki od nieruchomości komercyjnych i najmu. Zmian jest jednak więcej. Już 1 stycznia 2018 r. wejdzie w życie obowiązek przekazywania przez wszystkich podatników ewidencji VAT w formie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Oznacza to, że - według szacunków rządu - JPK obejmie swoim działaniem od lutego (wtedy firmy będą musiały złożyć JPK dotyczące transakcji styczniowych) 1,6 mln płatników VAT. W ten sposób trzykrotnie zwiększy się liczba faktur objętych tym systemem, który działa w ograniczonym zakresie od 2016 roku.

W 2018 roku nawet najmniejsi podatnicy VAT będą zatem musieli się skomputeryzować, by móc przekazywać .

 3.W lipcu 2018 roku podatników tych czeka jeszcze zmiana. Podmioty, które prowadzą elektroniczną dokumentację księgową, będą musiały wysyłać - na żądanie urzędu skarbowego - także inne struktury logiczne JPK, np. książkę przychodów i rozchodów, czy wyciągi magazynowe.
       4. Wyższa kwota wolna od podatku. Od nowego roku wejdzie też w życie inna ważna zmiana podatkowa - to kompleksowa nowela ustaw podatkowych, która zakłada m.in. podwyższenie kwoty wolnej od podatku - z 6,6 tys. zł do 8 tys. zł.

Jednocześnie przewidziano utrzymanie degresywnej kwoty wolnej od podatku dla dochodów stanowiących podstawę opodatkowania przekraczającą 8 tys. zł, ale nieprzekraczającą 13 tys. zł oraz dla dochodów stanowiących podstawę opodatkowania przekraczającą 85 tys. 528 zł, lecz nieprzekraczającą 127 tys. zł. Oznacza to, że nie zmieni się kwota wolna od podatku dla dochodów stanowiących podstawę opodatkowania, przekraczających 13 tys. zł oraz nieprzekraczających 85 tys. 528 zł rocznie.

5.Ustawa zakłada także podniesienie o 100 proc. rocznego limitu 50-proc. kosztów uzyskania przychodów, który wyniesie 85 tys. 528 zł. W efekcie wzrosną dochody, którymi będą dysponować twórcy.

6. Podatek dla właścicieli nieruchomości komercyjnych. Ta sama ustawa wprowadza także tzw. minimalny podatek dochodowy dla właścicieli nieruchomości komercyjnych o wartości przekraczającej 10 mln zł (chodzi m.in. o biura, centra handlowe i domy towarowe).

7. Zmienią się także zasady opodatkowania najmu. Zaproponowano ograniczenie stosowania stawki ryczałtu 8,5 proc. od przychodów z najmu nieprzekraczających rocznie 100 tys. zł. Przewidziano też wprowadzenie stawki ryczałtu 12,5 proc. od nadwyżki przychodów z najmu (poza działalnością gospodarczą) ponad 100 tys. zł.

8. Inna zmiana to rezygnacja z nieopodatkowywania dochodów z działalności gospodarczej, w części przeznaczonej na działalność rolniczą.

9. Jedną ze zmian, mających ułatwić działalność gospodarczą małym i średnim firmom jest podwyższenie z 3,5 do 10 tys. zł limitu wartości środków trwałych lub wartości niematerialnych i prawnych. Umożliwi to jednorazowe zaliczenie wydatków na nabycie tych środków do kosztów uzyskania przychodów.

10. Od nowego roku także dane podatkowe największych firm będą publicznie dostępne, co przewiduje nowelizacja ustawy o CIT. Chodzi o firmy o przychodach co najmniej 50 mln euro rocznie (w przeliczeniu na złote) oraz tzw. podatkowe grupy kapitałowe.

11. Blokowanie kont przestępców. 1 stycznia wchodzi też w życie tzw. Ustawa o STIR, która ma umożliwić blokowanie kont bankowych, które mogłyby służyć przestępcom.

12. Od nowego roku zmieniają się też przepisy dotyczące zwolnień z obowiązku ewidencjonowania sprzedaży za pomocą kas fiskalnych przez pewne grupy podatników. Obligatoryjnym obowiązkiem rejestracji sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, niezależnie od wielkości obrotu, objęte zostaną nowe grupy usług, takie jak np. sprzedaż biletów do cyrków, wesołych miasteczek, dyskotek i na sale taneczne.

13. 1 stycznia miała też wejść w życie akcyza na płyn do papierosów elektronicznych i tzw. nowatorskie wyroby tytoniowe. Jednak w wyniku przyjęcia w Sejmie poprawki do tej ustawy, do końca 2018 roku zostanie utrzymana zerowa stawka akcyzy na płyn do e-papierosów oraz wyroby nowatorskie.

14. Mechanizm podzielonej płatności od lipca. Od 1 lipca 2018 roku zacznie obowiązywać inna ważna regulacja, z punktu widzenia uszczelnienia systemu podatkowego, przede wszystkim systemu VAT - mechanizm podzielonej płatności. Płatność za nabyty towar lub usługę będzie dzielona - zapłata odpowiadająca wartości sprzedaży netto będzie płacona przez nabywcę na rachunek bankowy dostawcy, natomiast pozostała zapłata odpowiadająca kwocie podatku od towarów i usług, będzie płacona na specjalne konto dostawcy - rachunek VAT.

15. W górę podatki i opłaty lokalne. W 2018 roku, po dwóch latach obniżek związanych z deflacją, wzrosną także maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych. Podwyżka ma związek z inflacją i wyniesie średnio 1,9 proc. W przyszłym roku maksymalna stawka podatku od nieruchomości mieszkalnych wzrośnie do 0,76 zł od 1 m kw. powierzchni, czyli o 1 gr. Natomiast górna, dopuszczalna stawka podatku od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej wyniesie w przyszłym roku 23,10 zł od 1 m kw. powierzchni, a więc o 44 gr więcej niż obecnie.

16. Bardziej zauważalne będą wzrosty stawek maksymalnych w przypadku podatków od środków transportowych. Przykładowo stawka podatku za samochód ciężarowy o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony do 5,5 tony włącznie wzrośnie do 819,59 zł, czyli o 15,29 zł. W przypadku ciężarówek o dopuszczalnej masie całkowitej równej lub wyższej niż 12 ton górna stawka podatku wyniesie w przyszłym roku 3130,90 zł, a więc o 58,38 zł więcej.

17. Od nowego roku wchodzą w życie nowe przepisy – już od 1 stycznia za każdą torebkę foliową zapłacimy 20 groszy. Opłaty mają ograniczyć stosowanie jednorazowych toreb foliowych. Obecnie w Polsce zużywamy ich nawet 11 mld sztuk.

Źródło: Internet  
AMS




Niektóre najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie w 2017 roku.

30.12.2017 r.

Rok 2017 był gorącym politycznie rokiem w Polsce i na świecie. W kraju rząd PiS przeprowadził, mimo społecznych protestów, reformę wymiaru sprawiedliwości. Zmiany wywołały sprzeciw Komisji Europejskiej. A to tylko kilka z najważniejszych wydarzeń mijającego roku.

1. W styczniu do Polski zaczęły przybywać pododdziały 3. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej (ang. Armored Brigade Combat Team, ABCT) z 4. Dywizji Piechoty, by rozpocząć pierwszą dziewięciomiesięczną zmianę w ramach stałej, rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w regionie. Wiosną do naszego kraju przybyła również wielonarodowa batalionowa grupa bojowa, w skład której, oprócz Amerykanów, weszli też Brytyjczycy i Rumuni. Oficjalne powitanie żołnierzy batalionowej grupy bojowej NATO odbyło się 13 kwietnia w Orzyszu.

Czytaj dalej>>>>>>


Dziennik.pl: Francuzi pozwą Polskę za caracale

29.12.2017 r.

Airbus Helicopters poinformował polskie władze, że kieruje do trybunału arbitrażowego sprawę zakończenia postępowania na śmigłowce wielozadaniowe caracal - podaje Dziennik.pl.

Jak informuje portal, pismo w tej sprawie przed świętami trafiło do MON, Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i prawdopodobnie do Ministerstwa Rozwoju. Informację Dziennik.pl miał potwierdzić w dwóch niezależnych źródłach.

Głównym zarzutem Airbus Helicopters jest podjęcie negocjacji bez woli zawarcia umowy, tzn. negocjacje pozorne. Jak podaje Dziennik.pl dowodem na to mogą być choćby słowa Antoniego Macierewicza, który na łamach "Dziennika Gazety Prawnej", jeszcze zanim został ministrem obrony narodowej mówił, że nie zgodzi się na zakup caracali.

Sprawa prawdopodobnie będzie toczyć się przed sądem w Sztokholmie. Polskę będzie w niej reprezentować Ministerstwo Rozwoju. Francuski producent śmigłowców może domagać się co najmniej kilkudziesięciu milionów złotych odszkodowania - informuje portal.

Sprawa caracali

4 października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju poinformowało o zakończeniu rozmów z Airbus Helicopters, producentem caracali, ws. umowy offsetowej dotyczącej kontraktu na zakup tych śmigłowców.

Decyzję ogłoszono po prawie roku negocjacji. Francuzi dowiedzieli się o niej pół godziny wcześniej niż media. To znacznie ochłodziło stosunku polsko-francuskie. Było również powodem odwołania wizyty w naszym kraju ówczesnego prezydenta Francoisa Hollande'a. Później wiceminister obrony Bartosz Kownacki mówił o tym, że Francuzi uczyli się od nas jeść widelcem.

- Nikt nie zerwał żadnych rozmów, tylko te rozmowy wygasły, ponieważ naturalnie upłynęły terminy. Francja zna doskonale, jakie jest prawo polskie offsetowe. Ten offset nie był negocjowany za poprzedniego rządu, został pozostawiony naszemu. Nasz rząd w dobrej wierze przez prawie rok rozmawiał z Francuzami i oni nie wypełnili założeń offsetowych - przekonywał wówczas Witold Waszczykowski.

Postępowanie ws. zakupu śmigłowców wielozadaniowych rozpoczęto w 2012 roku. W 2015 roku do testów ostatecznie zakwalifikowano tylko caracala, który przeszedł je pozytywnie. Umowę na dostawę parafował jeszcze Tomasz Siemoniak. Miała wejść w życie po zawarciu umowy offsetowej.

Źródło: onet.pl

Zaczynamy płacić za arogancję.



Kownacki: Macierewicz najlepszym ministrem obrony od 25 lat

29.12.2017 r.

 - Na szczęście to nie sondaże decydują o tym, czy jest dany minister czy danego ministra nie ma, tylko efekty wyborów i tego, jak jest oceniany merytorycznie - powiedział wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki, komentując wyniki sondażu na temat odwołania Antoniego Macierewicza z funkcji szefa MON. - W mojej ocenie to chyba najlepszy w przebiegu ostatnich 25 lat minister obrony - dodał.

59 procent badanych uważa, że Antoni Macierewicz powinien zostać zdymisjonowany - wynika z sondażu Kantar Millard Brown przeprowadzonego na zlecenie Faktów TVN i TVN24. Za pozostawieniem obecnego szefa MON opowiada się 26 procent ankietowanych.

- Na szczęście to nie sondaże decydują o tym, czy jest dany minister czy danego ministra nie ma, tylko efekty wyborów i tego, jak jest oceniany merytorycznie. A ja mam wrażenie, że duża część tych ocen jest wynikiem pewnego złego PR-u, w świetle którego próbuje się przedstawić ministra Macierewicza. Z pełną odpowiedzialnością mówię - to jest bardzo dobry minister obrony narodowej, w mojej ocenie chyba najlepszy w przebiegu ostatnich 25 lat, który dokonał szeregu bardzo poważnych zmian w MON, wprowadził je na zupełnie nowe tory i zaszczepił też nową dynamikę - skomentował ten sondaż wiceminister Bartosz Kownacki.

- Gdzie by minister Macierewicz nie był, to będzie grupa ludzi, która go z gruntu nie lubi czy nienawidzi - dodał. Kownacki stwierdził, że swoją "determinacją we wprowadzaniu zmian" minister obrony może też narażać się "grupom interesu".

Pytany o krytykę Macierewicza płynącą ze strony prezydenta Andrzeja Dudy, Kownacki powiedział, że "prezydent w niektórych rzeczach nie zgadza się z ministrem Macierewiczem, ale nie ulega wątpliwości, że zarówno prezydentowi jak i ministrowi Macierewiczowi zależy na tym, żeby Polska mogła się rozwijać, żebyśmy byli wszyscy bezpieczni". - I to że są pewne różnice w ocenach, to nie znaczy, że to jest fundamentalna krytyka - ocenił.

- Jestem przekonany że nie będzie dochodziło do żadnych zmian w najbliższym czasie - mówił w TVN24 Kownacki, komentując zapowiadane zmiany w gabinecie premiera Morawieckiego. - Minister Macierewicz, jeżeli spojrzymy na merytoryczną sferę jego działalności, nie to co piszą media, tylko to co jest robione merytorycznie - jeszcze raz podkreślam - jest bardzo dobrym ministrem - powiedział.

Kownacki zapewnił, że negocjacje ws. zakupu systemu antyrakietowego Patriot są "w trakcie ostatniej fazy". - To są mam nadzieję ostatnie miesiące, tygodnie tych negocjacji - zadeklarował.

Podległa Pentagonowi Agencja Współpracy Bezpieczeństwa Obronnego (DSCA) notyfikowała w listopadzie Kongresowi USA potencjalną sprzedaż Polsce pocisków Patriot wraz z wyposażeniem pomocniczym za łączną kwotę 10,5 mld dol. (37 mld zł). To o 7 mld zł więcej niż kwota, jaką Polska zamierza przeznaczyć łącznie na swą obronę przeciwrakietową.

Wiceminister obrony stwierdził, że kwota 37 mld złotych za Patrioty jest "nieakceptowalna". - Nie chcę dziś spekulować o kwocie. Jeżeli bym dzisiaj powiedział, jaka to jest kwota, to bym zdradził swoje negocjacyjne warunki brzegowe. Muszę to mieć zachowane dla siebie, jaką kwotę zaakceptuję, z jakiej kwoty będę zadowolony i mam nadzieję, że osiągniemy naprawdę dobry efekt - powiedział.
Źródło: rp.pl



Bój o reformę sądownictwa. Te 11 momentów warto zapamiętać

25.12.2017 r.

Gorąca debata polityczna, demonstracje w całej Polsce, pierwsze weta prezydenta Andrzeja Dudy i interwencja Komisji Europejskiej. Rok 2017 w Polsce upłynął pod znakiem batalii o reformę sądownictwa. Dla jednych niszczy trójpodział władzy, a dla innych kończy z "bezkarnością" sędziów i wprowadza nowe standardy. Przypominamy najważniejsze momenty z boju o trzecią władzę w Polsce.

1. Na początku roku pojawił się pierwszy projekt ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Od samego początku rozgorzała burzliwa dyskusja w tej sprawie. Główny zarzut dotyczył upolitycznienia tej instytucji – 15 sędziów KRS-u (czyli większość – łącznie jest ich 25) miałby wybierać Sejm, a nie środowiska sędziowskie.


Czytaj dalej>>>>>>>
 



Katastrofa MiG-29 obnaża problemy MON z zakupami i modernizacją. Leśnicy i strażacy ratują sytuację

Na mocy wstępnego porozumienia Polska miała kupić 50 śmigłowców Caracal różnego typu. Rozmowy jednak zerwano.

- Do akcji poszukiwawczej nie poderwano śmigłowca, z powodu złej widoczności. Jednak należy pamiętać, że istnieją już konstrukcje, wyposażone w kamery termowizyjne i radary skanujące rzeźbę terenu, które pozwalają na działanie w tak niekorzystnych warunkach. Tyle że ich nie mamy - mówi dla money.pl Michał Likowski, ekspert wojskowy i redaktor naczelny magazynu "Raport". Choć przy takich wypadkach każda minuta jest cenna, pilot czekał na ratunek blisko 3 godziny.

Nie wiadomo też, jak długo jeszcze na nowe maszyny ratunkowe poczekają wojskowi. Takich śmigłowców nie będzie nawet w grupie ośmiu nowych, które mają być zamówione już wkrótce.

Czytaj dalej>>>>>>>>



"DZISIAJ POLSKIE NIEBO JEST NIEMALŻE BEZBRONNE"

             8.12.2017 r.

W mojej ocenie najważniejsza jest obrona powietrzna - mówi wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki pytany, który z rodzajów Sił Zbrojnych RP wymaga najpilniejszej wymiany sprzętu. W jego ocenie, "dzisiaj mamy niebo niemalże bezbronne".

"Doświadczenia pokazują, że dominacja w powietrzu decyduje o przebiegu walki. Jeżeli nie jesteśmy jednak w stanie dominować, to przynajmniej posiadajmy narzędzie, które ograniczą potencjalnego agresora" - tłumaczy w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki.

Jak zaznacza wiceszef MON, "nie będziemy mieć w stanie tylu myśliwców, ile mają nasi potencjalni przeciwnicy, ale jesteśmy w stanie uniemożliwić ich dominację nad polskim niebem". "To jest najważniejszy element polskiego bezpieczeństwa, który powinien zostać zbudowany" - uważa Kownacki.

W kwestii uzbrojenia, Kownacki mówi gazecie, że żołnierze prezentowali mu "swoje znakomite umiejętności", jednak "przykro" mu było patrzeć, "jak wsiadają do wozów bojowych, które już dawno powinny być wycofane".

"Z tego powodu realizujemy projekt nowego bojowego wozu piechoty - Borsuka. Obecnie jest to praca badawcza; liczymy, że w 2019 r. będziemy mieli prototyp który pozwoli nam myśleć o produkcji seryjnej" - powiedział Kownacki. Jak dodał, w MON i w Hucie Stalowa Wola jest zielone światło, żeby to realizować.

Mówiąc o nowym sprzęcie, Kownacki zaznaczył także, że "warto spojrzeć na nasze okręty podwodne". "Na szczęście od przyszłego roku wychodzą z użytku" - przyznaje Kownacki. "To dobitnie pokazuje, czego nie byli w stanie dokonać nasi poprzednicy. Budowa okrętu podwodnego, to okres ok. 7 lat. W związku z tym, (...) umowa na nowe powinna być podpisana około roku 2010-2011. Tak, żebyśmy mogli zastąpić te, które wychodzą, następnymi" - podkreśla wiceszef MON.

Jak dodaje, wcześniej nic w tej sprawie nie zrobiono. "To my dzisiaj widząc, że jest to naprawdę pilna potrzeba, jeśli chodzi o Marynarkę Wojenną, robimy wszystko, żeby wybrać oferenta, i w przyszłym roku wynegocjować oferenta oraz podpisać umowę" - wskazał. 

 

Źródło: fakty. interia


WICESZEF MON: CENA ZA PATRIOTY NIE DO PRZYJĘCIA

7.12.2017 r.

"Zaproponowana Polsce cena za system antyrakietowy Patriot jest nie do przyjęcia" - powiedział wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki w wywiadzie dla portalu internetowego Defense News. "Wysoki koszt był dla Polski niespodzianką" - dodał.

Podległa Pentagonowi Agencja Współpracy Bezpieczeństwa Obronnego (DSCA) notyfikowała w ubiegłym miesiącu Kongresowi USA potencjalną sprzedaż Polsce pocisków Patriot wraz z wyposażeniem pomocniczym za łączną kwotę 10,5 mld dolarów (37 mld złotych). Jest to o siedem mld złotych więcej niż kwota, jaką Polska zamierza przeznaczyć łącznie na swą obronę przeciwrakietową.

Kownacki mówił Defense News o tej ofercie we wtorek w Waszyngtonie; rozmowa została opublikowana w środę.

"Cena jest dla nas naprawdę nie do przyjęcia, nawet biorąc pod uwagę znaczne środki finansowe, jakie przeznaczyliśmy na techniczną modernizację polskich sił zbrojnych. Nie możemy sobie po prostu pozwolić na wydanie tak dużo pieniędzy na zakup dwóch baterii i pocisków PAC-3 (Patriot Advanced Capability-3)" - powiedział polski wiceminister obrony. "Wysoki koszt był dla nas niespodzianką" - dodał.

Jak przypomina Defense News, przedstawiona Polsce oferta obejmuje 16 wyrzutni rakietowych, cztery radary sektorowe i 208 rakiet PAC-3 w ulepszonej wersji MSE (Missile Segment Enhancement).

"Nie możemy po prostu zaakceptować takich warunków finansowych, będziemy intensywnie pracować nad ich złagodzeniem, przeprowadzimy szczegółową analizę. Zdajemy sobie sprawę, że dla zmniejszenia ceny będzie potrzebne więcej niż jedno spotkanie, być może dwa lub trzy spotkania będą potrzebne do wynegocjowania akceptowalnej, rozsądnej ceny" - kontynuował.

Według Kownackiego, zaskoczeniem były także inne elementy porozumienia, "na przykład cena offsetu". Podczas gdy niektóre firmy  zaangażowane w sprawę oferowały rozsądne ceny za offset, "mamy jedną firmę, która zaoferowała offset nie do przyjęcia dla nas i warunki, jakich nie możemy zaakceptować". Ponadto nawet w przypadku firm, które zaproponowały rozsądne umowy, będzie się jeszcze prowadzić negocjacje w celu obniżenia cen.

"Oczywiście nie możemy przewidzieć, na ile uda się nam zmniejszyć cenę, niemniej administracja USA, jak też firmy są świadome, że jest nam potrzebna obniżka tej ceny. Jestem przekonany, że zdołamy osiągnąć nasz cel i obecnie finalizujemy projekt, zatem jesteśmy w ostatniej fazie negocjacji" - zapewnił wiceminister. 

 

Źródło: fakty.interia.pl



Bartosz Kownacki: Patrzą na naszą armię i zazdroszczą

07.12.2017 r.

Polska armia liczy się na świecie. Mamy wojsko, które się rozwija, zwiększamy wydatki w tej kwestii - powiedział w programie Rzeczypospolitej  Bartosz Kownacki, wiceszef MON.

Kownacki wypowiedział się na temat najnowszej próby rakietowej przeprowadzonej przez Pjongjang. - Korea Północna może potencjalnie zaatakować USA, ponieważ ma takie możliwości. Trzeba jednak spojrzeć na sposób działania tego państwa, to jest próba wywarcia presji na inne państwa i budowanie pozycji wewnętrznej. To jest pewnego rodzaju taktyka reżimu. Sytuacja w regionie działa na korzyść Rosji i Chinom – ocenił.

- Posiadanie broni nuklearnej może odstraszyć potencjalnych wrogów – przyznał wiceminister obrony. Pytany jednak o to, czy Polska powinna w takim razie starać się o uzyskanie broni atomowej zapewnił, że inne środki odstraszania agresorów, jakimi dysponuje nasz kraj są wystarczające.

Kownacki ocenił również stan polskiej armii. - Jesteśmy w sile odstraszyć ewentualnych wrogów. Polska armia liczy się na świecie. Mamy armię, która się rozwija, i cały czas zwiększamy wydatki na nią. Nasi partnerzy to widzą i często zazdroszczą. Jesteśmy przewidywalnym sojusznikiem – dodał.

Pytany o ministra Antoniego Macierewicza i jego relacje z prezydentem Andrzejem Dudą, odpowiedział że nie powinno się w tej kwestii kreować niepotrzebnego konfliktu. - Najprawdopodobniej w przyszłym roku powrócimy do spraw nominacji generalskich. Mamy bardzo dużo zadań do wykonania. W pierwszej kolejności ministrowi i prezydentowi zależy na sprawie polskiej. Panowie na pewno będą się spotykać i współpracować – podkreślił.

Polityk odniósł się też do ujawnionych przez Onet informacji, że trzynastu spośród czternastu kandydatów na generałów z listy przedstawionej prezydentowi przez Antoniego Macierewicza ma za sobą przeszłość w PZPR lub ZSMP. Kownacki najpierw zdementował te doniesienia, po czym stwierdził, że wszystkich osób, które przed 1989 r. służyły w wojsku pozbywać się nie można. - Zgadzam się z teorią, że wojsko powinno być wolne od ludzi związanych z systemem komunistycznym. Niestety, jeszcze przez dziesięć lat, to pokolenie będzie aktywne w armii. Mam jednak nadzieję, że model wojska ulegnie zmianie i tych osób już nie będzie. Gdybyśmy teraz pozbawili ich stanowisk, zdezorganizowalibyśmy wojsko. Służba w armii przed 1989 r. nie dyskwalifikuje w kontekście służenia w nowej polskiej armii – powiedział.

Kownacki ocenił również przyszłe plany modernizacji Wojska Polskiego. - Możemy pochwalić się budową nowego niszczyciela min. Decyzja w tej sprawie zapadła za poprzednich rządów. W armii musi być kontynuacja planów. Chcemy na przełomie przyszłego roku wskazać partnera do budowy kolejnych okrętów podwodnych – podsumował.

 

Źródło: rp.pl/służby mundurowe



Macierewicz walczy z szefem sztabu generalnego

  24.11.2017 rok

Kolejny konflikt ministra obrony z kluczowym generałem. Antoni Macierewicz zwalcza szefa sztabu generalnego gen. Leszka Surawskiego. Według informacji Onetu, generał rozważa odejście z armii. Spór o generała to kolejny element wojny między Macierewiczem a prezydentem Andrzejem Dudą.

Gen. Leszek Surawski kieruje Sztabem Generalnym zaledwie od stycznia tego roku, a już w armii i wśród polityków pojawiają się zapowiedzi jego odejścia. Powód? Konflikt z Antonim Macierewiczem. Szkopuł w tym, że do niedawna Surawski uważany był za faworyta ministra - to dzięki poparciu Macierewicza został szefem sztabu.

Czytaj dalej>>>>>

 



Kolejne opóźnienia w armii. Szef MON zapowiada anulowanie przetargu na BMS

02.11.2017 r.
Bez systemu zarządzania polem walki BMS "polska armia jest ślepa". Technologię miała dostarczyć polskiej armii Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ), teraz okazuje się jednak, że polski przemysł państwowy nie dysponuje stosownymi rozwiązaniami. Szef MON zapowiada anulowanie kontraktu, co oznaczać będzie olbrzymie straty i kolejne opóźnienia w programie modernizacji sił zbrojnych - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
o: Cezary Aszkiełowicz /

Początkowo kontrakt na system miał być podpisany do końca 2017 roku. Wcześniejsze decyzje Antoniego Macierewicza doprowadziły do tego, że jedynym oferentem przetargu była PGZ. "Dwa prywatne zakłady oferujące BMS zostały wykluczone z konsorcjum, którym miała zarządzać podległa ministerstwu Polska Grupa Zbrojeniowa" - podaje dziennik. Powodem miało być to, że PGZ sama miała być w stanie przygotować system.

"Eksperci ostrzegali wówczas, że polski państwowy przemysł obronny nie dysponuje stosownymi technologiami" - czytamy w gazecie. Szef MON nie słuchał jednak podobnych argumentów.

W zeszły czwartek szef MON stwierdził jednak, że "fakty okazały się inne", choć rok temu zapewniano go, że PGZ ma pożądane przez wojsko rozwiązania. Macierewicz nie wyklucza teraz, że przetarg trzeba będzie anulować i wszystko zacząć od początku. Nie wiadomo, kiedy polskie wozy bojowe będą w końcu dysponować systemem BMS.

Dlaczego BMS ma tak duże znaczenie na współczesnym polu walki? "Obecnie nie jest możliwa sytuacja znana z okresu II wojny światowej, by dowódca wozu bojowego wychylał się przez luk i obserwował, gdzie są jego pojazdy, a gdzie pojazdy przeciwnika. Powód? Miałby niewielkie szanse na przeżycie. Wszelkimi informacjami powinien dysponować na ekranie komputera wewnątrz wozu" - tłumaczy gazeta.

Więcej w "Gazecie Wyborczej".



"Polityka": biskup Józef Guzdek w mocnych słowach napomina MON

27.10.2017 r.

Biskup Józef Guzdek, który jest generałem brygady, a od 2010 roku pełni funkcję biskupa polowego Wojska Polskiego, w ostatniej swojej homilii skrytykował politykę MON. Duchowny, jak informuje "Polityka", negatywnie wypowiedział się na temat ciągłych zmian w wojsku.wid Zuchowicz / Agencja

- Co może myśleć o polskiej armii młody, zdolny człowiek, do którego wciąż docierają sprzeczne informacje o priorytetach wojska, o jego sile i znaczeniu, o ciągłych reformach w strukturach dowodzenia w siłach zbrojnych? Czyż nie będzie stawiał pytań: jaki jest sens i czy warto być żołnierzem? - powiedział w trakcie swojego kazania bp Guzdek, które wygłosił na mszy w 99. rocznicę utworzenia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Jak czytamy na stronie "Polityki", biskup zwracając się do licznie zgromadzonych generałów i pułkowników, przestrzegał przed "kreowaniem wizji, planów czy też perspektyw nieosadzonych wystarczająco mocno w rzeczywistości".

Duchowny przywołał w swojej homilii słowa papieża. - Franciszek podczas ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży przestrzegał przed "sprzedawcami dymu". Przestrzegał przed tymi, którzy "sprzedają" fałszywe iluzje, czarują słowem, nie myśląc o konsekwencjach. Słowem pozbawionym czynów można budować rzeczywistość, ale tylko na krótki czas - powiedział bp Guzdek.

- Jeśli mamy oczy i uszy otwarte, pytania muszą się pojawiać. Jest ich wiele, ale w tym gronie nie ma potrzeby, aby je artykułować. Nie może jednak zabraknąć nam mądrości i odwagi, aby szukać na nie odpowiedzi i z determinacją rozwiązywać pojawiające się problemy - mówił duchowny. Jak zauważa "Polityka" jest to odniesienie do perspektyw zarysowanych w Strategicznym Przeglądzie Obronnym.

Biskup w swoim kazaniu przypomniał, że to na żołnierzach "ciąży obowiązek budowania pozytywnego wizerunku polskiej armii nie tyle słowem, co konkretnymi decyzjami, wypracowanymi w zaciszu gabinetów poszczególnych rządów Sztabu Generalnego".

- Musicie być wolni! Nie możecie ulec postawie wyrażonej słowami: byle tylko przetrwać i nie narazić się nikomu. Zbigniew Herbert w niezwykle trafny sposób przestrzegał przed "epidemią instynktu samozachowawczego" i udziałem w "przyspieszonych kursach padania na kolana" - zaapelował biskup.

- Musicie być ludźmi o prawych sumieniach! Możecie stracić wszystko, co można kupić za pieniądze, ale nie pozwólcie na utratę tego, czego za żadne pieniądze kupić się nie da – spokoju sumienia. Prawe sumienie jest bowiem przymiotem ludzi szlachetnych i wolnych – stwierdził biskup polowy. - Musicie być mocni! Waszym zadaniem jest myśleć i mówić prawdę, zawsze w trosce o wzmocnienie siły armii. Trzeba mieć odwagę, jeśli przyjdzie taka godzina, aby powiedzieć wielkie "tak" albo wielkie "nie" - dodał.

źródło: wiadomości onet.pl

Bo biskup Józef Guzdek nie ukrywa wcale, że nie jest mu za bardzo po drodze z tym odłamem Kościoła katolickiego w Polsce, do którego demonstracyjnie i najbliżej ma minister Antoni Macierewicz. On nie jeździ na sygnale do Łagiewnik, jeździ do Torunia, czasem z przeszkodami. Biskup zaś jest wychowankiem ks. prof. Józefa Tischnera, filozofa i górala z Łopusznej, jednego z symboli otwartego Kościoła. Co ciekawe, pochodzi z Wadowic – wiadomo, kto również pochodził z Wadowic i jakie piętno na polskim Kościele odcisnął. Biskup zresztą jak z rękawa sypie cytatami z Jana Pawła II i z ks. Tischnera – ludzi rozumu, rozsądku i opamiętania.

 Warto posłuchać biskupa.

  źródło:polityka.pl




Antoni Macierewicz jako szef MON – przestrasza….

22.10.2017 r.

Albo on wariat, albo z nas robi wariatów. To słowa z „Ucha Prezesa”, dotyczące Antoniego. I w zasadzie najważniejsze. Nie ma przecież tygodnia, by szef Ministerstwa Obrony Narodowej nie wyskoczył z czymś sensacyjnym, by nie rzec – szalonym. Jednego dnia opowiada o tysiącach dronów, drugiego o czołgach nowej generacji, trzeciego o łodziach podwodnych wyposażonych w samoloty… Strach się bać.

Cyberarmia

Zacznijmy od rzeczy najświeższej. W ubiegłym tygodniu Antoni Macierewicz był gościem III Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC w Krakowie. Posłuchał referatów i ogłosił powstanie nowego rodzaju wojsk. Cybernetycznych. Ta decyzja została natychmiast ogłoszona przez MON na Twitterze. W ten oto sposób:

Konieczność powstania cyberarmii tłumaczył tak: „Włamując się na strony internetowe i infekując je fałszywymi przekazami – fake news – można manipulować całymi społeczeństwami. Warto sobie uświadomić i pamiętać, że nasz główny przeciwnik uczynił z informacji jedną ze swoich najważniejszych broni i każdego dnia próbuje kształtować nasze umysły i postawy według własnych potrzeb”. Innymi słowy, cyberarmia ma walczyć nie tylko z wirusami komputerowymi i włamaniami, lecz także z fake newsami i kampaniami dezinformującymi. I to jest nowość.

Potem minister poinformował, że na zadania związane z cyberbezpieczeństwem MON wyda 2 mld zł. Te pieniądze zostaną przeznaczone na utworzenie nowej jednostki, która liczyć będzie 1 tys. przeszkolonych hakerów. Skąd minister ich weźmie, skoro w Polsce brakuje ok. 50 tys. informatyków? Tego nie powiedział. Ma być 1 tys. Tyle, ile u Niemców w analogicznej jednostce, więcej niż u Rosjan. I będzie to już działało za dwa lata – bo taki termin wyznaczył minister.

Wszystko jest więc z przytupem, z emfazą. Tak jakby Macierewicz odkrył Amerykę. Tymczasem od roku 2013 działa w Legionowie pod Warszawą Narodowe Centrum Kryptologii (NCK), współpracujące z wywiadem i ABW. Jego częścią jest Centrum Operacji Cybernetycznych. Sprawami cyberbezpieczeństwa zajmuje się również Ministerstwo Cyfryzacji kierowane przez Annę Streżyńską.

Być może są to struktury niewystarczające, ale są. I nie można ich zmieniać, czy też zmieniać ich kompetencji, twitterowym komunikatem. Ministrowi wpadło coś do głowy – i bach! A rząd? A Sejm? A pieniądze? Takimi „drobiazgami” minister się nie zajmuje.

Śmigłowce

O tym, że ministra bardziej interesuje ruch niż cel, gadanie niż zrealizowanie jakiegoś zadania, świadczy sprawa śmigłowców. Wiosną 2012 r. MON rozpisało przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska. W kwietniu 2015 r. wybrało ofertę francuską na caracale. Wartość kontraktu na 50 maszyn miała wynieść prawie 13,5 mld zł. Niespodzianką było to, że odpadli faworyci – zakłady lotnicze w Świdniku i Mielcu. Pierwsze są własnością europejskiego konsorcjum AgustaWestland, drugie – amerykańskiego Lockheeda. Obie firmy, wspierane przez związkowców, mocno zresztą protestowały. Cieszyły się za to zakłady w Łodzi, bo w nich caracale miały być montowane.

A potem była niespodzianka numer dwa. W październiku 2016 r. MON z kontraktu zrezygnowało, ogłaszając, że to z powodu niezadowalającej oferty offsetowej. I wtedy zaczęły się śmigłowcowe deklaracje Antoniego Macierewicza.

Jeszcze w tym samym miesiącu minister pojechał z premier Szydło do Łodzi i tam ogłosił: „Podjęliśmy decyzję o tym, że już w tym roku zostaną dostarczone przynajmniej pierwsze dwa helikoptery z Mielca, a w przyszłym roku osiem helikopterów. Równocześnie częścią umowy z Mielcem będzie porozumienie gwarantujące, że tutaj, w Łodzi, powstanie centrum serwisowe tych wszystkich prac, tych wszystkich helikopterów, które dostarczy Mielec”. W Mielcu produkowany jest tylko jeden śmigłowiec dla wojska – wielozadaniowy Black Hawk S70i.

Po chwili Macierewicz dodał, że do 10 blackhawków zostanie dokupionych kolejnych 11. W sumie więc będzie to 21 maszyn. Nie wiadomo, wedle jakich procedur ani za ile.

 Źródło: tygodnikprzeglad.pl


 


Bitwa pod Lenino. 12 października. Kiedyś święto teraz puste miejsce w kalendarzu.

06.10.2017 r.

Prawie 30 lat temu według podręczników historii, z których ja też się uczyłam, 12-go października 1943 roku miała miejsce ważna bitwa nieopodal białoruskiej wsi Lenino. Był to chrzest bojowy w walce z hitlerowskim najeźdźcą polskiej 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, utworzonej na terenie Związku Radzieckiego, zakończyła szlak bojowy w Berlinie. Ten dzień został w sposób szczególny wyróżniony. Data ta stała się podstawą do ustanowienia w 1950 roku święta Wojska Polskiego, które było uroczyście obchodzone do 1991 roku. Należy przy tym pamiętać, że celem, za który tę krew przelewano, było wyzwolenie ojczyzny spod faszystowskiego jarzma.

 Jak pamiętamy, 8 kwietnia 1943 r. rząd radziecki, mimo niepowodzenia z armią Andersa, wyraził zgodę na powtórne tworzenie oddziałów polskich na swoim terytorium. I tak została sformowana 1 dyw. im. Tadeusza Kościuszki, która stała się początkiem tworzenia Wojska Polskiego na Wschodzie. Teren, na którym mieli niebawem walczyć Polacy nie sprzyjał natarciu. Przed oddziałami polskimi rozpościerała się szeroka dolina, środkiem której płynęła niewielka rzeka Miereja. Jej dno było muliste, brzegi wprawdzie płaskie, ale o podmokłym, bagiennym podłożu. Zachodnia strona, na której znajdowały się wojska niemieckie, położona była wyżej niż  wschodnia, co sprawiało, że atakujący byli odsłonięci przed przeciwnikiem. Bagienny teren wykluczył użycie czołgów. Piechota niemiecka była solidnie okopana. Niemcy mieli do dyspozycji ok. 18 tys. żołnierzy. Przełamanie tak silnej obrony było niezwykle trudnym zadaniem. Po odniesieniu dużych strat, w nocy z 13 na 14 dywizja została wycofana z walki, a jej miejsce zajmuje 164 radziecka Dywizja Strzelecka.

Bitwa pod Lenino, przedstawiana jako wielkie zwycięstwo oręża polskiego w gruncie rzeczy była porażką polskiej dywizji – stwierdził prof. Paweł Wieczorkiewicz. - Tak zresztą została zaplanowana. Dywizja miała dokonać samodzielnego natarcia, ponieść maksymalnie wielkie straty, okryć się sławą i dać dowód propagandowy, że Wojsko Polskie zorganizowane u boku Stalina bije się chętnie i dobrze z Niemcami.

Ofiara krwi przelanej w imię obrony Ojczyzny budziła zawsze w najszerszych rzeszach naszego narodu szczególny respekt. Dziś po 74 latach od zakończenia wojny, zapomina się o tych żołnierzach.

Należy pamiętać, jak zawsze to podkreślam, że krew żołnierska ma jedną barwę — czerwoną — i bez względu na to, gdzie jest przelana w obronie Ojczyzny, ma jednakową wartość.

Dzisiejsi historycy tworzący nową historię — a są to najczęściej potomkowie II Rzeczypospolitej Polskiej — starają się wymazać z historii okres odbudowy i rozwoju w czasach tej Polski, która musiała zmagać się nie tylko ze swoją przeszłością, odbudową, a także z ciągłą walką o utrzymanie względnej niezależności od „opiekuna”, przydzielonego podczas konferencji jałtańskiej przebiegające od 4 do 11 lutego 1945 znanej jako konferencji krymskiej, w której uczestniczyli: Jozef Stalin ZSRR, premier Wielkiej Brytanii Churchill oraz prezydent USA Franklin Roosevelt.

Czyżby włodarze Polski zapomnieli (lub też nie chcą pamiętać), że na konferencji rozstrzygnięto sprawę nie tylko Niemiec ale zwierzchnictwa Związku Radzieckiego między innymi nad Polską i jedną trzecią Niemiec.

Ostatnio wielu Polaków — zwłaszcza polityków — stara się milczeć o zbrodniach hitlerowskich, zbrodniach ukraińskich band UPA, dokonanych na polskim narodzie. Za to wolą wojnę z pomnikami wzniesionymi ku chwale tych, którzy wyzwolili nasz kraj spod okupacji faszystowskiej. Te pomniki mają też swoją historię: jedne chwały, a inne tragedii. Żyło się w takiej Ojczyźnie w jakiej się urodziło. Jaką zatem historię będzie znać młode pokolenie?

Starsze pokolenie żołnierzy, nieczęsto uczestników tamtych wydarzeń, w dalszym ciągu chce  kultywować tą tradycję pod pomnikami, które jeszcze przetrwały, między innymi generała Berlinga (dowódcy 1 Dywizji Piechoty). Chcą pamięć o ludziach, którzy w ten sposób wyrwali się z terenów ZSRR i ginęli za Polskę. Jest to ich wybór, który powinno się uszanować i zrozumieć, że Polska to Ojczyzna jest wszystkich w niej żyjących (i nie tylko) Polaków, a nie garstki ludzi chcącej wymazać fragmenty Jej historii.

Ja to rozumiem i szanuję, a wy…????

AMS



BP GUZDEK: KTO OSŁABIA ZAUFANIE WOBEC SŁUŻB, SZKODZI IM

24.09.2017 r.

Zaufanie jest fundamentalną wartością, także w szeregach wojska, czy policji; kto je osłabia, szkodzi tym służbom - powiedział w niedzielę na Jasnej Górze bp Józef Guzdek podczas 16. Jasnogórskich Spotkań Środowiska Policyjnego. Jak co roku, zgromadziły one policjantów, pracowników policji i ich bliskich.

Policjanci spotykają się na Jasnej Górze tradycyjnie pod koniec września, w związku z przypadającym w tym czasie wspomnieniem św. Michała Archanioła - patrona policji. Jak co roku, główną częścią uroczystości była msza na jasnogórskim szczycie, której w tym roku przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek.

Jeszcze przed mszą odczytano listy nadesłane przez przedstawicieli władz. Pismo w imieniu prezydenta Andrzeja Dudy wystosował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch. Gratulował i dziękował organizatorom i uczestnikom za podtrzymanie wspaniałej tradycji spotkań jasnogórskich, podczas których jest m.in. oddawany hołd policjantom pomordowanym na Wschodzie. Życzył wszystkim policjantom i pracownikom bezpiecznej oraz skutecznej służby i pracy.

Szefa MSWiA Mariusz Błaszczak w swoim liście przypomniał, że policjanci od lat spotykają się w Częstochowie, by modlić się w intencji poległych kolegów, za przyszłość Ojczyzny oraz za godne i bezpieczne pełnienie służby. Wyraził przekonanie, że w codziennej służbie warto kierować się uniwersalnymi wartościami chrześcijańskimi.

"Jest to tym bardziej istotne, że funkcjonariusze policji codziennie na służbie stykają się z brutalnością i bezwzględnością świata przestępczego. W takich sytuacjach wyraźny głos własnego sumienia jest drogowskazem, który pomaga postępować zgodnie ze słowami policyjnej przysięgi" - napisał Błaszczak. Słowa pozdrowienia do zgromadzonych przesłał także nadzorujący policję wiceminister Jarosław Zieliński.

Mszy św. na jasnogórskim szczycie przewodniczył biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek, który jest też delegatem Konferencji Episkopatu polski ds. Duszpasterstwa Policji. Przypomniał o zamordowanych policjantach II Rzeczypospolitej i funkcjonariuszach, którzy polegli na służbie we współczesnych czasach.

Witając policjantów, bp Guzdek mówił, że fundamentalną wartością jest zaufanie - zarówno w życiu małżeńskim, rodzinnym, społecznym i zawodowym, jest także fundamentem, źródłem siły każdej ze służb. "Kto osłabia zaufanie w szeregach wojska, policji i innych służb, ten szkodzi tej służbie" - dodał.

W homilii bp Guzdek mówił z kolei o odwadze. Przestrzegł przed odwagą rozumianą jako ferowanie wyroków i rzucanie oskarżeń. Jest też drugi rodzaj odwagi - mówił - pozwalający dostrzec bliźniego, dobro w nim i spieszyć mu z pomocą.

"Owszem, potrzebna jest odwaga, aby nazywać zło po imieniu, by nie odwracać wzroku i nie zamykać ust kiedy zło stara się narzucić swoje rozwiązanie, ale konieczna jest również niemała odwaga, aby upomnieć się o los pokrzywdzonych, niesprawiedliwie osądzonych i stanąć w ich obronie" - przekonywał. Jak podsumował - odwaga sama w sobie jest ślepa i potrzebuje rozwagi, która "otworzy jej oczy na cel, na strategię, na wartości moralne (...), dobro innych".

Zwracając się do policjantów, biskup powiedział, że codziennie stają oni do walki ze złem, nierzadko dobrze zorganizowanym i coraz bardziej brutalnym. Dodał, że obywatele doceniają ich pomoc dla ofiar pomocy.

Zauważył, że wśród uczestników pielgrzymki są także policyjni emeryci i renciści, niektórzy z nich rozpoczynali służbę jeszcze w milicji. "Należy pamiętać, że oni też w większości walczyli z przestępcami, którzy zagrażali bezpieczeństwu zwykłych obywateli. Wielu z nich utraciło zdrowie w walce ze światem przestępczym" - podkreślił.

"Pamiętajmy, zło ma wciąż jedną twarz - chce żyć kosztem pracy innych - a więc wszystkim, którzy podejmują walkę ze złem, należy się szacunek i wdzięczność. Wielu z nich to ludzie uczciwi, którzy postępowali zgodnie z zasadami dekalogu" - powiedział. Zaznaczył, że byli też jednak tacy, którzy walczyli z narodem i Kościołem w imię wierności partii, dopuszczali się nadużyć i przestępstw - ci powinni być osądzeni i ponieść słuszną karę.

Podkreślił, że konsekwencje - łącznie z wydaleniem ze służby - powinni ponosić także współcześni funkcjonariusze, którzy sprzeniewierzyli się rocie ślubowania, dopuszczają się nadużyć i wykorzystują mundur z niewłaściwy sposób.

Uczestnicy pielgrzymki spotkali się przed południem na pl. Biegańskiego, później złożyli kwiaty przed pomnikami marszałka Józefa Piłsudskiego i ks. Jerzego Popiełuszki oraz uczestniczyli w uroczystym apelu pamięci.

Pielgrzymkę zakończy modlitwa w intencji policjantów pomordowanych na Wschodzie wiosną 1940 roku oraz całego środowiska policyjnego przed Cudownym Obrazem w Kaplicy Matki Bożej.

Źródło:interia.pl



Rozpoczynają się największe manewry

polskiej armii "Dragon 2017"

21.09.2017 r.

Za naszą wschodnią granicą kończą się manewry Zapad 2017, a na polskich poligonach ruszają właśnie największe ćwiczenia naszej armii w tym roku – Dragon 2017. Bierze w nich udział ponad 17 tys. żołnierzy i ok. 3,5 tys.

       Manewry prowadzone będą w tzw. układzie połączonym wielu rodzajów wojsk, bierze w nich udział zarówno marynarka wojenna, siły powietrzne, wojska specjalne, lądowe, jak i, po raz pierwszy, Wojska Obrony Terytorialnej. Działania rozgrywać się będą na poligonach w całym kraju: Drawsku Pomorskim, Orzyszu, Wędrzynie, Dębie, Ustce i Toruniu.

W Dragonie biorą udział nie tylko żołnierze z Polski, ale w sumie z dziewięciu krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego: również z Bułgarii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Rumunii, Słowacji, USA, Wielkiej Brytanii i Włoch, a także dwóch krajów partnerskich: Gruzji i Ukrainy. Wojska współdziałać będą z pododdziałami NATO, które wzmacniają tzw. wschodnią flankę i Amerykańską Pancerną Brygadową Grupą Bojową. Scenariusz ćwiczeń nawiązuje do aktualnej i ewentualnej sytuacji politycznej i militarnej w naszej części Europy.

Operacje wykonywać będą wojska pancerne, zmechanizowane i powietrznodesantowe wspierane przez wojska inżynieryjne i artylerię. Wspierać je będzie lotnictwo zarówno samoloty wielozadaniowe F-16 i Mig-29, transportowe Casa C-295M i Hercules, jak i śmigłowce i bezzałogowe. Ponadto udział biorą 53 czołgi, w tym Leopardy, a także 158 wozów wojsk zmechanizowanych, m.in. KTO Rosomak i artyleria, m.in. armato-haubice Dana czy samobieżne moździerze RAK. Na morzu ćwiczyć będzie 14 okrętów.

Swoje zadania ćwiczyć będą także żołnierze wyspecjalizowani w cyber- obronie a także  Wojska Obrony Terytorialnej, które mają prowadzić operacje rozpoznania i działania dywersyjne. W czwartek 21 września na poligonie drawskim odbędzie się główny pokaz przygotowany dla zaproszonych gości. Manewry potrwają do wtorku, 29 września.

płk Andrzej Sawicki


 
 
 


 


zdjęcia: onet.pl

 




Spór między MON-em a policją. Chodzi o składowanie broni

20.09.2017r.

MON przedstawiło w zeszłym tygodniu projekt porozumienia Wojsk Obrony Terytorialnej z Komendą Główną Policji. Onet dowiedział się, że KGP ma sporo uwag do propozycji ministerstwa. Nazywa je "koncertem życzeń". Chodzi przede wszystkim o kwestie składowania broni Wojsk Obrony Terytorialnej w obiektach policji.

·                     Wojska Obrony Terytorialnej chcą przechowywać broń w magazynach policji. – Porozumienie, które teraz procedujemy, ma stworzyć taką możliwość – mówi rzecznik WOT

·                Treść porozumienia nie była konsultowana z Komendą Główną Policji. Dlatego KGP wysłało projekt do konsultacji w komendach wojewódzkich

·                     Gen. Adam Rapacki: – Rodzą się obawy, że WOT jest przygotowywany do działań wewnętrznych, czyli np. przywracania porządku publicznego w kraju w sytuacjach kryzysowych


Czytaj dalej>>>>>


Manewry Zapad-2017

17.09.2017 r.

Manewry Zapad-2017 rozpoczęły się w czwartek 14 września 2017 roku, potrwają prawdopodobnie do 20 września na Białorusi i w Rosji. Aktywna faza ćwiczeń będzie się odbywać w dniach 17-19 września. Według oficjalnych informacji ma w nich wziąć udział 12 700 żołnierzy i 700 jednostek sprzętu z obu krajów. Kraje zachodnie szacują jednak, że Rosja planuje wysłać na manewry ponad 120 tys. żołnierzy. Pojawiły się opinie, że Zapad mają charakter prowokacyjny. Głos w sprawie zajął szef Komitetu Wojskowego NATO generał Petr Pavel, który powiedział, że NATO zwiększyło wysiłki, by przywrócić wojskowe kanały komunikacji z Rosją w celu "uniknięcia niezamierzonych skutków potencjalnych incydentów podczas tych ćwiczeń".

płk Andrzej Sawicki



zdjęcia: internet


250 rosyjskich czołgów przy polskiej granicy!!!!!

12.09.2017 r.

To ewidentny pokaz siły Władimira Putina.  kilkaset wozów bojowych, 250 czołgów, 200 jednostek artylerii, 70 samolotów i śmigłowców oraz 10 okrętów! Rosyjskie wojska w pełnym uzbrojeniu już w czwartek znajdą się niemal pod polską granicą. Oficjalna przyczyna: wielkie manewry Zapad 2017.

Manewry odbędą się m.in. w bezpośrednim sąsiedztwie z Polską - w obwodzie kaliningradzkim. Szef MON Antoni Macierewicz stwierdził, iż  "Ćwiczenia są dla nas zagrożeniem wbrew temu, co próbują tłumaczyć Rosjanie". Niemiecka minister obrony stwierdziła, że w manewrach weźmie udział 100 tys. rosyjskich żołnierzy. Kreml przekonuje, że będzie ich... 13 tysięcy.

Ale sekretarz generalny NATO J. Stoltenberg  odpowiedział Rosjanom, że zdarzało się już w przeszłości specjalnie zaniżać liczbę uczestników. Dlaczego? Powód jest prosty - przekroczenie liczby 13 tys. żołnierzy skutkuje obowiązkowym dopuszczeniem zagranicznych obserwatorów. - Wszystkie oskarżenia pod swoim adresem w związku z nadchodzącymi rosyjsko-białoruskimi manewrami uważamy za nieuzasadnione - powtarzają przedstawiciele rosyjskiego i białoruskiego rządu.

- Ćwiczenia pozwolą nam na wypracowanie wspólnych działań naszych sił zbrojnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa naszych państw - mówił szef rosyjskiego MON gen. Siergiej Szojgu.

- Nie mamy zamiaru na nikogo napadać - uspokajał z kolei białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka.

Niezależnie od tego co mówią Rosjanie, celem tych ćwiczeń jest jednak wzbudzenie strachu w Europie. Należy się obawiać nie tyle samych ćwiczeń, ale obecnego sposobu edukowania kadry oficerskiej, która wychowywana jest w duchu prowadzenia działań agresywnych.

AMS.


 

 zródło: se.pl


Kolejna wpadka MON? Kupili nieprzetestowaną broń?

09.09.2017 r.

Pierwszy tysiąc karabinków GROT trafi w ręce żołnierzy Obrony Terytorialnej. MON chwali się wartą 500 mln zł umową na dostawę 53 tys. sztuk tej broni. Kłopot w tym, że jej testy wciąż nie zostały ukończone, a rządowy kontrakt na nią, w takiej sytuacji, nie powinien być w ogóle zawierany.

Drugi etap testów, po zakładowych, czyli właściwe testy wojskowe miałyby zakończyć się dopiero w lutym 2018 r. – doznosi dziennik Fakt. Nie przeszkodziło to szefowi MON zmienić drogę formalną i dokonać wielkich zakupów. Jak cześniej pisał Fakt- WOT mają u ministra priorytet.

Jednak, jak tłumaczy dziennikowi były wiceminister obrony, gen. Waldemar Skrzypczak, każda broń przechodzić powinna przez dwa etapy badań. Najpierw zakładowe, a potem wojskowe. Zazwyczaj robi je któryś z wojskowych instytutów, dopiero po nich winna zostać wysłana opinia do Sztabu Generalnego, który zdecydowałby o zakupie broni.

Zdaniem eksperta wcześniej żołnierz nie powinien dostać takiej broni w ogóle do ręki. Tymczasem, jak zapowiedział MON, pierwsze 1000 karabinków zostanie wydane Wojskom Obrony Terytorialnej.

O dziwnych przetargach i pomysłach MON pisaliśmy wielokrotnie na łamach money.pl. Sprawa GROT-ów się w nie wpisuje.

Źródło: money.pl



MON chce przywrócić kawaleryjskie stopnie wojskowe

publikacja: 08.09.2017

Ruszają prace legislacyjne nad przywróceniem w jednostkach dziedziczących tradycje kawalerii, historycznych nazw stopni, w tym rotmistrza i wachmistrza – poinformował w piątek wiceminister obrony Michał Dworczyk.

Dworczyk, który w piątek wziął udział w obchodach Święta Kawalerii Polskiej, powiedział, że szef MOM Antoni Macierewicz podjął decyzję o rozpoczęciu prac legislacyjnych nad przywróceniem historycznych stopni w jednostkach dziedziczących tradycje kawaleryjskie, m.in wachmistrza (sierżanta) i rotmistrza (kapitana).

W odczytanym przez Dworczyka liście do uczestników uroczystości na Pl. Piłsudskiego w Warszawie, Macierewicz przypomniał "tysiącletnie tradycje jazdy polskiej, która niczym ruchoma zapora strzegła granic i niepodległości Rzeczypospolitej". "W historii państwa i wojska polskiego, kawaleria zajmuje szczególne miejsce, nie bez przyczyny traktowana jest jako nasza broń narodowa i elitarny rodzaj wojska" – napisał szef MON.

"Kawaleryjskie dziedzictwo, przekazywane z pokolenia na pokolenie, otaczane jest w wojsku należytym szacunkiem i opieką. Współcześnie również żołnierze jednostek kawalerii pancernej i powietrznej, zmechanizowanych i rozpoznawczych są kolejnym ogniwem łańcucha kawaleryjskich pokoleń. Znamiennym tego przykładem było powołanie do życia siedemnaście lat temu Szwadronu Kawalerii Wojska Polskiego, który dziś z powodzeniem pełni funkcje reprezentacyjne" – zaznaczył szef MON.

Także dowódca Garnizonu Warszawa, który jest organizatorem Święta Kawalerii Polskiej, gen. bryg. Robert Głąb podkreślał, że "właściwie cała historia państwowości naszego kraju" jest związana z jeźdźcami, strzelcami konnymi, ułanami, kawalerzystami. "Czy tradycje związane z kawalerią i jazdą polską mogłyby być zapomniane? Wydaje się, że w takim kraju nigdy" – podkreślił.

Po złożeniu wieńców od MON, Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz stowarzyszeń pielęgnujących kawaleryjskie tradycje, uroczystość zakończyła defilada reprezentacyjnego Szwadronu Kawalerii WP.

Główne zadanie Szwadronu, to udział w uroczystościach państwowych, wojskowych oraz patriotyczno-religijnych w składzie wojskowej asysty honorowej, zgodnie z ceremoniałem wojskowym oraz eskortowanie najważniejszych gości zagranicznych podczas oficjalnych wizyt na terenie garnizonu Warszawa.

Święto Kawalerii Polskiej ustanowiono w rocznicę bitwy pod Komarowem, stoczonej 31 sierpnia 1920 r. przez 1. Dywizję Jazdy z oddziałami Armii Konnej Budionnego.

źródło: rp/pl





Budżet MON na 2018 rok. Gdzie trafią fundusze?
04.09.2017
 
Rada Ministrów przyjęła wstępny projekt ustawy budżetowej na 2018 rok. Na obronność zostanie przeznaczonych 41,1 mld złotych, o 3,79 mld złotych więcej niż w tegorocznym budżecie. Gdzie trafią pieniądze?
41,1 mld złotych budżetu MON to 2 proc. planowanego PKB w 2018 roku. Większy budżet nie oznacza natomiast, że zwiększy się poziom wydatków majątkowych oraz wydatki związane z modernizacją techniczną Sił Zbrojnych RP.
Z całego dostępnego budżetu 26,5 proc. to wydatki majątkowe. Oznacza to mniejszy procentowy udział tych wydatków (w 2017 roku wynosił 27,6 proc.).
Ponad 60 proc. budżetu to wydatki bieżące. Ponad 9 mld złotych zostanie przeznaczonych na wydatki osobowe tj. uposażenia żołnierzy i funkcjonariuszy oraz świadczenia pieniężne relacjonowane do uposażeń oraz wynagrodzenia pracowników cywilnych wraz z pochodnym.
8 mld złotych trafi na zakup usług: remontowych, zdrowotnych, telekomunikacyjnych i pozostałych, zakupy materiałów i wyposażenia, energii i środków żywności oraz amunicji, paliw i części zmiennych.
W budżecie po raz pierwszy wymieniono Wojska Obrony Terytorialnej. Na funkcjonowanie WOT zarezerwowano 567 mln złotych. Dla porównania Marynarka Wojenna RP otrzyma 594 mln złotych, a Wojska Specjalne 294,7 mln złotych.
Zmniejszone zostaną wydatki na ochronę zdrowia (z 241 mln złotych do 173 mln złotych), wzrosną natomiast wydatki na muzea - z 71 mln złotych do 144 mln złotych.
Z powyższego wynikają następujące wnioski:
  1. Marynarka dostanie prawie tyle samo co WOT, Służby specjalne dwa razy mniej ??
  2. MON przestaje dbać o zdrowie. Ważniejsze są stare skorupy niż zdrowie żołnierza.
Z ostatniej chwili:
MON ogłosiło nowy przetarg - na materiały promocyjne i reklamowe. Oprócz standardowego wyposażenia, ministerstwo zamówiło tonę popularnych krówek i cztery tysiące bombek choinkowych wypełnionych śliwkami w czekoladzie. Zamówienie ma kosztować prawie 160 tysięcy złotych.

AMS 
                  




"Teraz żołnierze i policjanci służą z myślą, że ktoś odbierze im emeryturę za czasy rządów PiS"

Państwo musi być rzetelne wobec tych, którzy jemu służą. Nawet komuniści w 1947, kiedy weryfikowali przedwojennych policjantów, sprawdzali każdy przypadek indywidualnie. Tak Tomasz Siemoniak w Radiu TOK FM odpierał zarzut PiS, że PO broni ubeków.

Dominika Wielowieyska w "Poranku w Radiu TOK FM" zapytała gościa, co odpowie PiS, który zarzuca Platformie Obywatelskiej, że ta krytykując ustawę dezubekizacyjną, borni oprawców z PRL.

Jedną rzecz trzeba powiedzieć, bo jestem to winien emerytowanym policjantom, z którymi rozmawiałem. Prosili mnie bardzo, żeby nigdy nie używać określenia ustawa dezubekizacyjna, bo to jest wyjątkowo krzywdzące i niesprawiedliwe. Ono dotyczy bardzo różnych kategorii osób - oczywiście obejmuje też byłych pracowników Służby Bezpieczeństwa - ale także te osoby, które pracowały w szkołach, na stanowiska technicznych, jak np. telefonistki. Dlatego, nie wolno wobec tych ludzi stosować odpowiedzialności zbiorowej - podkreślił Tomasz Siemoniak.

Jeżeli na początku lat 90. zostali oni pozytywnie zweryfikowani i zatrudnieni w różnych instytucjach, nie można odbierać im emerytury. Wrzucanie tych ludzi do jednego worka jest absolutnie niemoralne - powiedział były minister obrony narodowej.

Jednocześnie Siemoniak przyznał, że każdy przypadek, co do którego są wątpliwości czy podejrzenie, że świadczenie zostało przyznane niesprawiedliwie, jest do sprawdzenia, wyjaśnienia i ewentualnego wyciągnięcia konsekwencji.

Natomiast PiS wrzucił 50 tysięcy ludzi do jednego worka nazywając ich ubekami i podważając dziesiątki lat ich służby dla wolnej Polski. Jak czują się dziś żołnierze i policjanci służący z myślą, że może ktoś kiedyś uzna, że służba w czasach PiS też wymaga obniżenia emerytury, bo działy się złe rzeczy. Nie możne tak być. Państwo musi być rzetelne wobec tych, którzy jemu służą. Nawet komuniści w 1947, kiedy weryfikowali przedwojennych policjantów sprawdzali każdy przypadek indywidualnie. I tak powinno działać państwo.

RPO: ustawa stosuje odpowiedzialność zbiorową

W listach, jakie trafiają do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, ludzie skarżą się na niesprawiedliwe traktowanie, bo zostali objęci odpowiedzialnością zbiorową. RPO wskazuje, że ustawa ignoruje osobiste losy, to, co ludzie rzeczywiście robili, a także ich zasługi.

Jedynym kryterium jest to, że jeżeli ktoś pracował w jednostkach podległych resortowi spraw wewnętrznych przed 1990 r., to jego świadczenie zostaje automatycznie obniżone.

Źródło: tokfm.pl

 



TAK DZIAŁA PRAWO

Wzruszający list od byłego żołnierza AK trafił do Rzecznika Praw Obywatelskich. 95-letni powstaniec żali się w nim, że padł ofiarą ustawy dezubekizacyjnej i stracił emeryturę, ponieważ w wieku 50 lat przyjął posadę lekarza w przychodni MSW. - Jestem jednym z ostatnich powstańców warszawskich. Pod koniec życia za przelaną krew dla Polski, za pracę zawodową i społeczną zostałem nagrodzony dezubekizacją. Czuję się tak, jakbym został spoliczkowany.

 

      List wpłynął do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich 21 sierpnia. 95-letni żołnierz AK został objęty ustawą z grudnia 2016 r., która stanowi, że świadczenia osób, które pracowały w jednostkach podległych resortowi spraw wewnętrznych przed 1990 r. zostaną automatycznie obniżone. Ojciec powstańca był żołnierzem gen. Hallera. Walczył z bolszewikami, a następnie odznaczono go Krzyżem Walecznych. W 1940 r. aresztowało go Gestapo. Zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Autor listu też zasłużył się dla Polski. W czasie Powstania Warszawskiego walczyłem w batalionie Ruczaj. Zostałem ciężko ranny na polu walki. Później był lazaret dla jeńców wojennych w Zeithain (niemiecki obóz jeniecki - red.), długie 5-miesięczne leczenie i Stalag IV B w Muhlbergu (jeden z największych niemieckich obozów dla jeńców - red.) - pisze 95-latek.

      Autor listu wrócił do kraju w 1946 r. i po studiach medycznych podjął pracę w szpitalu jako chirurg. Jak napisał, "bez przesady" uratował życie około 500 osób. Jednak przez "bardzo wyczerpującą pracę w ciągłym ostrym dyżurze" zmuszony był porzucić posadę i został kierownikiem Powiatowej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Następnie, przez pogarszający się stan zdrowia, został lekarzem w przychodni MSW. - Byłem głęboko przekonany, że każdy lekarz powinien leczyć ludzi bez względu na ich pochodzenie, czy też na ich poglądy polityczne. W przychodni tej przepracowałem 10 lat i w wieku 60 lat uzyskałem rentę - napisał weteran. Przez patriotyczne powiązania, jego córka nie mogła dostać się na studia.

      - I teraz, niezgodnie dwoma zasadami prawa poddany zostałem odpowiedzialności zbiorowej i tzw. dezubekizacji. A ja nawet nie należałem do PZPR ani do żadnej pokrewnej partii - oburza się powstaniec. Zresztą nie tylko on, ponieważ Rzecznik Praw Obywatelskich otrzymał ok. 1100 skarg. - Najpierw byłem żołnierzem AK  "zaplutym karłem reakcji" i osobistym wrogiem towarzysza Bieruta i Stalina, a teraz jestem wrogiem Narodu i osobistym wrogiem, ale czyim? - kończy swój list powstaniec. Biuro rzecznika nie poinformowało, czy obniżenie emerytury weteranowi już nastąpiło.

źródło: se.pl 22.08.2017 r.


Apel w sprawie "ofiar ustawy dezubekizacyjnej"

Byli szefowie służb specjalnych, MSW, prawnicy oraz dziennikarze wzywają rząd do wstrzymania dezubekizacji przynajmniej wobec osób chorych i w podeszłym wieku. To reakcja na kolejne przypadki samobójstw i śmierci emerytowanych funkcjonariuszy, którym obniżono świadczenia.

Foto: Autorzy apelu zauważają, że ci którzy pracowali wyłącznie w PRL, dostaną świadczenie w wysokości minimalnej, poniżej progu ubóstwa.

·       "Ustawa wymierza karę bez aktu oskarżenia i bez sądowego wyroku. Pomija zasługi i ofiary poniesione w służbie państwu" - czytamy w apelu

·       Autorzy podkreślają, że ustawa dezubekizacyjna zbiera śmiertelne żniwo. W jej wyniku kilka

"Od 1 października emeryci i renciści służb mundurowych oraz ich rodziny zostaną objęci nowymi przepisami, które rząd nazywa "ustawą dezubekizacyjną". Każdy, kto chociaż jeden dzień przepracował w organach bezpieczeństwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (nazywanej w ustawie "państwem totalitarnym"), będzie miał drastycznie obniżone świadczenia, bez względu na to, jak długo i w jakich formacjach pracował potem dla wolnej Polski. Ci, którzy pracowali wyłącznie w PRL, dostaną świadczenie w wysokości minimalnej, poniżej progu ubóstwa".

Dalej autorzy przypominają, że ustawa dezubekizacyjna budzi wiele zastrzeżeń również z prawnego punktu widzenia.

"Redukcje świadczeń dotyczą ponad 50 tys. osób z rodzinami. Ustawa weszła w życie na początku 2017 r. po podpisaniu jej przez Prezydenta RP. Stało się tak mimo jasnego stanowiska Trybunału Konstytucyjnego dotyczącego ważności praw nabytych w III RP oraz zdecydowanych zastrzeżeń prawników co do jej zgodności z Konstytucją, prawami człowieka i zasadami sprawiedliwości społecznej".

"Ustawa wymierza karę bez aktu oskarżenia i bez sądowego wyroku. Pomija zasługi i ofiary poniesione w służbie państwu. Stosuje odpowiedzialność zbiorową, stawiając na równi osoby wykonujące istotne funkcje w strukturach bezpieczeństwa z ich personelem pomocniczym, pracownikami administracji oraz członkami rodzin, którzy często - jak np. rodziny oficerów wywiadu - nie wiedzieli, jakie obowiązki wykonują ich bliscy".

W apelu możemy też przeczytać, że ustawa dezubekizacyjna zbiera śmiertelne żniwo. W jej wyniku kilka osób popełniło samobójstwo.

"Z informacji zebranych przez Federację Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP wynika, że doszło już do 12 przypadków śmierci osób objętych nową ustawą. Są to udokumentowane przypadki samobójstw, zawałów serca i udarów, które nastąpiły po otrzymaniu decyzji MSWiA o obniżeniu świadczenia. W tej sytuacji nie możemy milczeć, tym bardziej, że szokujące jest milczenie przedstawicieli władz wobec tych wydarzeń oraz brak reakcji i refleksji z ich strony".

Dalej autorzy apelują do władz o odstąpienie od wprowadzenia w życie tych przepisów.

"Wobec widocznych już dramatycznych skutków, jakie przynoszą opisane regulacje, apelujemy do rządu o odstąpienie od wprowadzenia w życie tych przepisów. Prezydenta RP, Kościół, partie polityczne oraz organizacje społeczne wzywamy do interwencji w tej sprawie".

"Chociaż zdaniem większości z nas niesprawiedliwe przepisy powinny zostać wycofane w całości, wzywamy by w pierwszym rzędzie dokonać przynajmniej korekty podjętych już decyzji w odniesieniu do osób chorych, samotnych, w podeszłym wieku oraz rodzin pobierających renty po zmarłym lub poległym na służbie funkcjonariuszu".

"Są to osoby bezradne, często chore. Nie są w stanie podjąć pracy, a wejście w życie ustawy dla wielu z nich oznacza wręcz skazanie na śmierć. Wzywamy też opozycję do zajęcia jasnego stanowiska w tej sprawie i deklaracji, że po wyborach cofnie przepisy uderzające w mundurowych emerytów, rencistów oraz ich rodziny".

Na końcu autorzy podkreślają, że ustawa może skutkować "utratę zaufania do własnego kraju, a w konsekwencji - dystansowanie się do niego i osłabianie go".

"Milczenie oznaczać będzie nie tylko zgodę na to, że władza może zrobić z obywatelem, co tylko jej się podoba, lecz także zgodę na wynikające z tego ludzkie tragedie, na utratę zaufania do własnego kraju, a w konsekwencji - dystansowanie się do niego i osłabianie go.

Politykom władzy, tym którzy ulegli propagandzie, a także tym, którzy milczą, bo myślą, że ich to nie dotyczy, przypominamy: dziś oni, ale jutro na ich miejscu możecie się znaleźć Wy".

Po apelem podpisali się: Paweł Białek (b. wiceszef ABW), Krzysztof Bondaryk (b. szef ABW), Wojciech Brochwicz (prawnik), Marek Chmaj (prawnik), Zdzisław Czarnecki (szef Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP), Wojciech Czuchnowski (dziennikarz), Zbigniew Ćwiąkalski (prawnik) Marek Dukaczewski (b. szef WSI), Krzysztof Dusza (b. wiceszef SKW), Henryk Jasik (b. szef wywiadu UOP), Jacek Kondracki (prawnik), Andrzej Kratiuk (prawnik), Andrzej Milczanowski (b. szef UOP i MSW), Piotr Niemczyk (b. szef Zarządu Wywiadu UOP), Janusz Nosek (b. szef SKW), Jan Ordyński (dziennikarz), Piotr Pytlakowski (dziennikarz), Adam Rapacki (b. szef CBŚ), Andrzej Rozenek (dziennikarz0, Waldemar Skrzypczak (b. dowódca wojsk lądowych), Piotr Stasiński (dziennikarz), Jan Widacki (prawnik), Paweł Wojtunik (b. szef CBA), Rober Zieliński (dziennikarz), Jacek Żakowski (dziennikarz), Edyta Żemła (dziennikarka).

Źródło: wiadomości. Onet

22.08.2017  

 



Sądowe tsunami dezubekizacji

Brakuje sędziów do rozpatrywania odwołań funkcjonariuszy. Resort chce, by trafiały one do sądów w całej Polsce.

Stworzenia wyspecjalizowanej sekcji do rozpoznania spraw emerytur i rent po wprowadzeniu ustawy dezubekizacyjnej domaga się od ministra sprawiedliwości Agnieszka Grzybczak-Stachyra, wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie. To właśnie ten sąd, a dokładnie XIII Wydział Ubezpieczeń Społecznych, będzie rozpatrywał odwołania z całej Polski.

Sąd szacuje, że odwołań wpłynie ok. 40–50 tys. i będzie na to potrzebnych dodatkowych 25 etatów sędziowskich, 15 asystenckich i 74 urzędniczych. Według szacunkowych wyliczeń „Rzeczpospolitej" na 114 nowych etatów potrzeba ok. 800 tys. zł miesięcznie (średnia pensja sędziego okręgowego to blisko 13 tys. zł).

Sąd Okręgowy w Warszawie nie jest w stanie rozpoznać takiej liczby spraw – w wydziale XIII pracuje zaledwie siedmiu sędziów liniowych i dwóch funkcyjnych (przewodnicząca wydziału i zastępca). A będzie ich jeszcze mniej. – Jeden z sędziów już złożył deklarację, że w najbliższym czasie przechodzi w stan spoczynku i – według moich informacji – dwie inne osoby rozważają taką możliwość – przyznaje sędzia Anna Ptaszek, rzeczniczka ds. karnych Sądu Okręgowego.

Rząd PiS, przygotowując ustawę, wyliczał, że ma ona obniżyć emerytury, renty i świadczenia rodzinne 32 tys. osób, głównie milicjantów, którzy pracowali w Służbie Bezpieczeństwa w czasach PRL. Okazuje się, że będzie ich znacznie więcej. – Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA w Warszawie powiadomił nas, że wydano do tego dnia 38 tys. decyzji, natomiast IPN w stosunku do ok. 50 tys. osób wystawił informację o przebiegu służby. Na podstawie tej informacji organ wydaje decyzje podlegające zaskarżeniu do sądu. Kolejne decyzje nadal są wydawane – podkreśla sędzia Anna Ptaszek. Pierwsze 340 odwołań już wpłynęło do sądu. Żadna ze spraw nie została jeszcze rozpoznana. Pismo wiceprezes zostało skierowane do ministra sprawiedliwości w połowie lipca. – Nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi – przyznaje sędzia Anna Ptaszek.

Pojawia się też problem lokalowy. Wydział XIII nie ma pomieszczeń, by zgromadzić dziesiątki nowych szaf na akta, a szacuje, że będzie ich musiał zakupić 140. Wydział już przechowuje akta sądowe spraw dezubekizacyjnych z poprzedniej ustawy z 2009 r., która to obniżyła emerytury ok. 25 tys. osób z cywilnych służb specjalnych PRL i dziewięciu członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (w tym gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu).

Fala odwołań dopiero nadciąga. Lada dzień pismo złoży m.in. gen. Marian Janicki, były szef BOR, który otrzymał decyzję zmniejszającą emeryturę z 10 tys. zł do niespełna 2,1 tys. zł brutto. Nie on jedyny – MSWiA zmniejszy uposażenia wszystkim „borowikom", którzy byli w służbie przed 2001 r. W związku z tzw. ustawą dezubekizacyjną BOR zaliczono do „organów totalitarnego państwa".

Gen. Janicki zaskarża decyzję organu rentowego MSWiA, wskazując m.in., że obniżenie świadczenia emerytalnego „jest formą nieuzasadnionej represji, a nawet kary ekonomicznej". Były szef BOR wnosi także o wstrzymanie obniżenia emerytury do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sporu. – Chcę, by sąd ocenił, czy w jakimkolwiek stopniu działałem na szkodę obywateli i demokracji. Nie boję się żadnej lustracji. Przeszedłem ją bowiem pozytywnie w IPN, a moja teczka zawiera jedynie wniosek paszportowy – podkreśla Janicki.

Czas ma ogromne znaczenie w rozpoznaniu spraw. Pomniejszone emerytury będą bowiem wypłacane już od października tego roku. – Znaczna część tych spraw dotyczy osób w podeszłym wieku, więc ich możliwie szybkie rozpoznanie jest bardzo ważne – przyznaje sędzia Anna Ptaszek.

W czwartek po południu Wioletta Olszewska z Ministerstwa Sprawiedliwości zapewniła, że „zostały podjęte działania legislacyjne mające na celu rozłożenie tego typu spraw na większą liczbę sądów". – Po wejściu w życie planowanych zmian sprawy będą trafiały nie tylko do sądu w Warszawie, ale do sądów w całym kraju. Do czasu wejścia w życie nowych przepisów wpływ spraw do Sądu Okręgowego w Warszawie będzie na bieżąco monitorowany – odpowiedziała Olszewska.

Źródło: rp.pl  19.08.2017 r.




Armia zakładnikiem polityki ?

Wtorkowa defilada, zresztą jak większość defilad odbywających się 15 sierpnia, mogła zaimponować rozmachem. Jak zwykle wygenerowała odpowiedni przekaz: nasze siły zbrojne są mocne, dysponują odpowiednim, bardzo nowoczesnym sprzętem oraz są kochane przez sojuszników, ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Warto podkreślić, że praktyka jest, delikatnie mówiąc, odległa od codziennego wysiłku naszych żołnierzy. Ludzi, którzy – i nie ma tu miejsca na jakiekolwiek wątpliwości – zdecydowali się służyć Polsce i w razie potrzeby przelać krew za ojczyznę. Swoje przywiązanie do wartości żołnierskich i do wspaniałych tradycji Wojska Polskiego wielokrotnie podkreślał w ciągu ostatnich dni szef MON Antoni Macierewicz. I tutaj, niestety, zaczyna się problem. Armia jest przecież zakładnikiem jednego z najbardziej gorących konfliktów politycznych ostatnich tygodni. Po raz pierwszy od wielu lat w dniu Święta Wojska Polskiego prezydent nie wręczył żadnych nominacji generalskich. W tych okolicznościach dosyć groteskowo wyglądało odznaczenie amerykańskiego wojskowego. Odznaczenie to jest zresztą jak najbardziej zasłużone, tyle że nie było w stanie zaklajstrować dziury powstałej po braku nominacji dla naszych generałów.

Przy okazji byliśmy świadkami kolejnej odsłony konfliktu między Andrzejem Dudą i Antonim Macierewiczem. Z ust prezydenta padły sformułowania o „prywatnej armii". Szef MON może mieć trudności z ucieczką od tego określenia. Zapracował na to swoją polityką, czystkami wśród dowódców oraz – co najbardziej rozzłościło prezydenta – pozbawieniem uprawnień kluczowego generała, który pracował w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Zawieszenie nominacji generalskich forsowanych przez Macierewicza to i tak najmniejszy wymiar kary.

Sprzęt pokazany podczas defilady już niedługo może się okazać tylko rodzajem pokazówki, gdyż MON z niejasnych przyczyn zwleka z rozstrzygnięciem najważniejszych postępowań związanych z modernizacja armii. Minister nie zajął też wyczerpująco stanowiska w sprawie swoich domniemanych, rosyjskich powiązań. Do tego dochodzi najnowsza i to bardzo poważna wpadka: brak szybkiej interwencji wojska wobec tragedii na Pomorzu. Łącznie z jednostkami Obrony Terytorialnej, które zamiast ratować ludzi i ich mienie, defilowały w Warszawie.

Wygląda więc na to, że przewagę w tym sporze może osiągnąć prezydent. W kategoriach sporu politycznego to prawda, w kategoriach dotyczących przyszłości armii – już nie. Na ten spór patrzą przecież wojskowi. I mają prawo się zastanawiać, czy jeszcze funkcjonuje apolityczność ich formacji. Gdy dojdą do wniosku, że jest inaczej, a armia w całości powinna zacząć grać pod potrzeby polityków, może być naprawdę groźnie.

Źródło: rp.pl



8.08.2017 r.

BBN: 15 SIERPNIA 2017 roku NIE BĘDZIE NOMINACJI GENERALSKICH

Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję, że 15 sierpnia nie odbędzie się uroczystość wręczenia nominacji generalskich oraz admiralskich Siłach Zbrojnych RP - poinformowało PAP Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

"W ocenie prezydenta trwające prace i brak uzgodnień dotyczących nowego systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi RP nie stwarzają warunków do merytorycznej oraz uwzględniającej potrzeby armii oceny przedstawionych kandydatur do awansów generalskich" - podkreśliło BBN.

Prezydent - jak zaznaczono - "oczekuje, że w ramach współpracy Biura Bezpieczeństwa Narodowego z Ministerstwem Obrony Narodowej rozwiązania dotyczące systemu kierowania i dowodzenia zostaną wypracowane w najbliższym czasie, co pozwoli na podjęcie stosownych decyzji kadrowych".

Zapowiedziana przez ministra obrony Antoniego Macierewicza zmiana systemu kierowania i dowodzenia wprowadzonego reformą w 2014 r. była kilkakrotnie przedmiotem rozmów prezydenta z ministrem obrony, szefem Sztabu Generalnego i najwyższymi dowódcami. Prezydent przedstawił swoje oczekiwania wobec systemu dowódczego w kwietniu na dorocznej odprawie kierowniczej kadry MON i sił zbrojnych.

Zgodnie z koncepcją MON w miejsce dwóch połączonych dowództw - generalnego i operacyjnego - mają znów powstać odrębne dowództwa rodzajów sił zbrojnych.

Nierozstrzygnięta pozostawała kwestia przyszłego połączonego dowództwa operacyjnego. Jak mówił szef BBN Paweł Soloch, BBN skłania się ku wydzieleniu do tej roli osobnej instytucji, zaś MON - ku strukturze w ramach SG WP.

W czerwcu, po zapoznaniu się z niejawnym raportem z przeprowadzonego przez MON Strategicznego Przeglądu Obronnego - który dotyczył m. in. struktury dowódczej - prezydent polecił BBN opracowanie szczegółowego modelu sił zbrojnych, ich finansowania i systemu dowodzenia. Będące częścią kancelarii prezydenta Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wystąpiło do MON o dodatkowe informacje na temat ustaleń przeglądu, przedstawiło też uwagi do załączonego do raportu projektu ustawy zmieniającej strukturę dowódczą. Wg informacji PAP dotychczas BBN nie otrzymało odpowiedzi od resortu obrony. 

W ubiegłym tygodniu BBN poinformowało, że prezydent nie ma żadnych informacji mogących podważyć zaufanie do dyrektora departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w BBN gen. bryg. Jarosława Kraszewskiego ani nie otrzymał od szefa MON wyjaśnień w sprawie nieformalnych zarzutów, jakie minister obrony Antoni Macierewicz formułował pod adresem Kraszewskiego. Dlatego - podało BBN - prezydent wystąpił do ministra obrony o wyjaśnienia. O sprawie zostali poinformowani premier i minister koordynator ds. służb specjalnych.

W czerwcu SKW wszczęła postępowanie sprawdzające wobec Kraszewskiego, co oznaczało odebranie mu dostępu do informacji niejawnych. MON zapewniło, że niezwłocznie po zakończeniu postępowania sprawdzającego wobec gen. Kraszewskiego wszystkie niezbędne informacje w tej sprawie zostaną przekazane szefowi BBN. 

Według mediów powodem działań SKW było to, że Kraszewski zakwestionował propozycje nominacji generalskich przedstawione przez Macierewicza.

Wiosną głośna stała sie sprawa pism, jakie prezydent wysłał do szefa MON, m. in w sprawie obsady ataszatów i tworzenia wielonarodowego dowództwa dywizji w Elblągu.

Zgodnie z ustawą o powszechnym obowiązku obrony RP prezydent mianuje na stopnie oficerów na stopnie generałów i admirałów na wniosek ministra obrony.

 

 Źródło: fakty/interia.pl







Generalski coin dla Misiewicza

MON wybiło dla Bartłomieja Misiewicza, byłego już rzecznika prasowego resortu, pamiątkową monetę, która w armii tradycyjnie przysługuje tylko ministrom i najważniejszym generałom. – Chore ambicje urzędników psują dziś wojskową tradycję i zasady – komentuje gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych i były wiceszef MON.

·           Pamiątkowe coiny wybijane są dla ministra obrony oraz kilku najważniejszych dowódców sił zbrojnych

Pamiątkowa moneta Misiewicza ma na awersie biało-czerwoną flagę, godła czterech rodzajów sił zbrojnych i napis "Bartłomiej Misiewicz". Natomiast na rewersie figuruje orzeł i napis Ministerstwo Obrony Narodowej.

MON przyznało, ze taka moneta została wybita. - To nie jest medal, a jedynie okolicznościowa moneta pamiątkowa, która zgodnie z tradycją stanowi formę osobistego podziękowania dla osoby obdarowanej - mówi Onetowi mjr Anna Pęzioł - Wójtowicz, rzeczniczka prasowa ministerstwa.

Sprawa jednak bulwersuje środowisko wojskowych. – Coin to prawo i przywilej dowódców. Tradycja wybijania osobistych monet narodziła się, gdy walczyliśmy w Iraku. Przejęliśmy ją od amerykańskich kolegów. Zgodnie z zasadami coin jest przypisany do funkcji dowódców. To nie było uregulowanie prawne, ale tak się przyjęło – mówi gen. Waldemar Skrzypczak. Pytany o komentarz do sprawy Misiewicza odparł: nawet najlepsze zasady dziś są poniewierane przez chore ambicje urzędników niższego szczebla.

- W całej swojej karierze jeszcze nie spotkałem się z tym, by cywil, w dodatku na tak niskim stanowisku w MON, miał własnego coina. Z reguły posiadało je tylko kilku najważniejszych dowódców – mówi gen. Wiesław Grudziński, były dowódca Garnizonu Warszawa i dodaje. – Cała ta sprawa świadczy tylko o tym, jak próżni są niektórzy, i jak za nic mają typowe żołnierskie zasady - dodaje.

Coiny są symbolem funkcji sprawowanej przez dowódcę czy ministra. Według własnego uznania może on wręczać je w różnych okolicznościach jako własną, bardzo osobistą pamiątkę.

Źródło: onet.pl



Brygady WOT bez sztandarów. Prezydent nie podpisał wniosków Macierewicza

Prezydent Andrzej Duda nie podpisał wniosków szefa MON o nadanie sztandarów wojskowych trzem pierwszym brygadom Obrony Terytorialnej – dowiedział się Onet. Ośrodek prezydencki uznał, że brygady nie osiągnęły jeszcze zdolności bojowych. Żołnierze WOT przysięgali więc na sztandary historyczne, które nadał im minister Macierewicz, na mocy decyzji, którą podpisał trzy dni przed uroczystościami.

·       Wiosną do kancelarii prezydenta wpłynęły wnioski ministra obrony o nadanie sztandarów brygadom OT w Białymstoku, Lublinie i Rzeszowie

·       MON chce, by prezydent podpisał je jeszcze przed majowymi przysięgami pierwszych żołnierzy WOT

·       Prezydent ich nie podpisuje. W uzasadnieniu stwierdza, że brygady nadal są w trakcie formowania

·       Zwierzchnik sił zbrojnych podziela zdanie, że obrona terytorialna Macierewicza to przedsięwzięcie o charakterze propagandowym – uważa Tomasz Siemoniak

czytaj dalej >>>>>>>

 



PIĘĆ NAZWISK PODCZAS APELU (smoleńskiego) NA 
ROCZNICĘ POWSTANIA. WŚRÓD NICH
LECH KACZYŃSKI

Wiadomo, jakie nazwiska zostaną wymienione podczas apelu na rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Taką decyzję podjęli powstańcy wraz z Ministerstwem Obrony Narodowej.

Jak informuje radio RMF FM, podczas spotkania w siedzibie Ministerstwa Obrony Narodowej, po złożeniu wniosku o asystę wojskową, podjęto decyzję o wymienienie podczas uroczystości nazwisk pięciu osób, które zginęły pod Smoleńskiem. Będą to: prezydent Lech Kaczyński, prezydent na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, prezes zarządu głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej Czesław Cywiński oraz dwóch żołnierzy powstania - Stanisław Komornicki i Zbigniew Dębski.

Przypomnijmy: w 2015 roku szef MON Antoni Macierewicz podjął decyzję, by w czasie uroczystości państwowych z asystą wojskową, upamiętnione zostały ofiary katastrofy w Smoleńsku.

Tym samym, Rada Muzeum Powstania Warszawskiego jednomyślnie podjęła uchwałę, opowiadając się za tym, aby "treść Apelu Poległych odczytywanego podczas 72. rocznicy Powstania Warszawskiego pozostała niezmienna w stosunku do lat poprzednich".

Tego samego zdania był ratusz, który wspólnie z warszawskimi weteranami wystosował pismo ws. apelu poległych do MON. Według informacji RMF FM, w tym roku nie doszło do sporów na pomiędzy resortem, a powstańcami warszawskimi.

Powstanie warszawskie uznawane jest za jedno z najważniejszych wydarzeń w najnowszej historii Polski. W trakcie dwumiesięcznych walk straty wojsk polskich wyniosły ok. 16 tys. zabitych i zaginionych, 20 tys. rannych i 15 tys. wziętych do niewoli. W wyniku nalotów, ostrzału artyleryjskiego, ciężkich warunków bytowych oraz masakr urządzanych przez oddziały niemieckie zginęło od 150 tys. do 200 tys. cywilnych mieszkańców stolicy.

Źródło: RMF RM 27.08.2017 r.



26.08.2017 r.

Nowi generałowie ministra Macierewicza

Szef MON wysłał do prezydenta Andrzeja Dudy listę awansów generalskich na 15 sierpnia. Jak dowiedział się Onet, jest na niej aż 46 nazwisk. To rekord w historii wojska. – Nie pamiętam, by jednego dnia awansowano aż tylu generałów – mówi gen. Stanisław Koziej. – Najpierw była w armii masowa czystka, teraz są masowe nominacje – dodaje gen. Roman Polko.

·       Generałów polskiej armii wyznacza prezydent na wniosek ministra obrony

·       15 sierpnia może być awansowana rekordowa liczna generałów. Minister obrony wnioskuje o nominację dla 46 najwyższych rangą wojskowych

·       Obecne kierownictwo resortu obrony buduje własną kadrę dowódczą. Kupuje sobie też przychylność młodych oficerów – ocenia gen. Roman Polko, były szef GROM i BBN.

 Czytaj dalej>>>>>>> 



14.07.2017 r.

Ustawa dezubekizacyjna. Ok. 50 tys. osób może mieć obniżone emerytury. 

Ok. 50 tys. b. funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL może mieć obniżone emerytury i renty na mocy tzw. ustawy dezubekizacyjnej. W przypadku tylu osób IPN potwierdził dotąd fakt pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa - wynika z informacji IPN.

Tzw. ustawa dezubekizacyjna obniża emerytury i renty za okres "służby na rzecz totalitarnego państwa" od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie 1990 r. powstał UOP). Na jej mocy, od października, emerytury i renty b. funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie będą mogły być wyższe od średniego świadczenia wypłacanego przez ZUS (w 2015 r. emerytura wynosiła ok. 2 tys. zł brutto, renta - ok. 1,5 tys. zł, renta rodzinna - ok. 1,7 tys. zł). Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy ma sprawdzać IPN. Od decyzji obniżającej świadczenia przysługuje odwołanie do sądu.

Do IPN wpłynęły w tej sprawie wnioski z jednostek emerytalnych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Służby Więziennej.

10 lutego br. wpłynął wniosek Zakładu Emerytalno-Rentowego MSW(ZER MSW) zawierający dane osobowe 191 tys. 680 byłych funkcjonariuszy. 9 czerwca IPN po sprawdzeniu danych przesłał informację do ZER MSW.

Wystawiono 48 tys. 666 informacji o przebiegu służby, to znaczy, że w 48 tys. 666 przypadkach dokumentacja osobowa, przechowywana w zasobie archiwalnym IPN, potwierdza fakt pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa, o której mowa w ustawie o zaopatrzeniu emerytalnym.

W stosunku do 33 tys. 517 byłych funkcjonariuszy udzielono odpowiedzi, że analiza dokumentacji osobowej z zasobu IPN nie pozwala na stwierdzenie, że pełnili oni służbę na rzecz totalitarnego państwa, o której mowa w ustawie o zaopatrzeniu emerytalnym.

W przypadku pozostałych 109 tys. 497 nazwisk, w wyniku kwerendy przeprowadzonej w dostępnych i na bieżąco aktualizowanych pomocach ewidencyjnych (elektroniczny inwentarz teczek akt personalnych, centralna kartoteka osobowa byłych funkcjonariuszy) Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, nie odnaleziono dokumentów osobowych.

IPN bada jeszcze przesłane w maju, czerwcu i lipcu br. wnioski ZER MSW, dotyczące 1707 osób.

Z kolei 16 marca br. do IPN wpłynął wniosek Biura Emerytalnego Służby Więziennej (BE SW) zawierający dane osobowe 29 tys. 289 byłych funkcjonariuszy. 13 lipca br. Instytut przesłał dane do BE SW.

W przypadku 1 tys. 478 osób dokumentacja, przechowywana w zasobie archiwalnym IPN, potwierdza fakt pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa. W stosunku do 5 tys. 831 byłych funkcjonariuszy udzielono odpowiedzi, że analiza dokumentacji osobowej z zasobu IPN nie pozwala na stwierdzenie, że pełnili oni służbę na rzecz totalitarnego państwa.

Odnośnie zaś do 21 tys. 976 nazwisk, w wyniku kwerendy przeprowadzonej w dostępnych i na bieżąco aktualizowanych pomocach ewidencyjnych nie odnaleziono dokumentów osobowych.

BE SW w kwietniu i lipcu przesłało dodatkowe wnioski dotyczące 157 nazwisk. W stosunku, do których IPN stwierdził, że w 5 przypadkach potwierdzono fakt pełnienia służby na rzecz totalitarnego państwa.

W stosunku do 28 wniosków analiza dokumentacji osobowej z zasobu IPN nie pozwala na stwierdzenie, że pełnili oni służbę na rzecz totalitarnego państwa, o której mowa w ustawie o zaopatrzeniu emerytalnym.

Zaś odnośnie 124 nazwisk w wyniku kwerendy przeprowadzonej w dostępnych i na bieżąco aktualizowanych pomocach ewidencyjnych nie odnaleziono dokumentów osobowych. IPN bada jeszcze wnioski dotyczące 107 nazwisk przesłanych przez BE SW.

Zgodnie z przepisami, szef MSWiA będzie mógł wyłączyć z przepisów ustawy "w szczególnie uzasadnionych przypadkach" osoby pełniące służbę na rzecz totalitarnego państwa, ze względu na "krótkotrwałą służbę przed 31 lipca 1990 r. oraz rzetelnie wykonywanie zadań i obowiązków po 12 września 1989 r., w szczególności z narażeniem życia".

W ustawie wymieniono cywilne, wojskowe instytucje i formacje, w których służba uważana będzie w myśl przepisów ustawy za służbę na rzecz totalitarnego państwa PRL. W katalogu IPN znalazły się: Resort Bezpieczeństwa Publicznego Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, Komitet ds. Bezpieczeństwa Publicznego a także jednostki organizacyjne podległe tym instytucjom.

W katalogu znalazły się także służby i jednostki organizacyjne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jednostki wypełniające zadania wywiadowcze i kontrwywiadowcze, wypełniające zadania Służby Bezpieczeństwa, wykonujące czynności operacyjno-techniczne niezbędne w działalności Służby Bezpieczeństwa, a także odpowiedzialne za szkolnictwo, dyscyplinę, kadry i ideowo-wychowawcze aspekty pracy w SB.

Przepisami ustawy ma być także objęta kadra naukowo-dydaktyczna, naukowa, naukowo-techniczna oraz słuchacze i studenci m.in. Centrum Wyszkolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Legionowie, Wyższa Szkoła Oficerska MSW w Legionowie, Szkoła Chorążych Milicji Obywatelskiej w Warszawie, a także Wydział Pracy Operacyjnej w Ośrodku Doskonalenia Kadry Kierowniczej MSW w Łodzi. Kolejna grupa instytucji i formacji, które znalazły się w katalogu, to jednostki organizacyjne Ministerstwa Obrony Narodowej i ich poprzedniczki, m.in. informacja wojskowa, wojskowa służba wewnętrzna, zarząd II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego.

Ustawa o zaopatrzeniu emerytalnym dotyczy funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej, Służby Więziennej oraz ich rodzin.

Źródło:money.pl 



11.07.2017

Stopnie wojskowe stracą nie tylko generałowie odpowiedzialni za stan wojenny     

W tym tygodniu szef MON ujawnił, że znowelizowana  ustawa o powszechnym obowiązku obrony, pozbawiająca stopnia wojskowego m.in. Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka, powinna wejść w życie jeszcze w tym roku.   Degradacja może objąć kilkanaście tysięcy byłych żołnierzy, którzy  pełnili „służbę wojskową na rzecz totalitarnego państwa od 22 lipca 1944 r. do 31 sierpnia 1990 r. (...) jeżeli na podstawie odrębnych przepisów zostaną  pozbawieni przywilejów emerytalno-rentowych”.

Projekt zmian z krótkim opisem znalazł się w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów. Jednocześnie w mediach pojawiała się informacja, że nowe regulacje w ustawie o powszechnym obowiązku obrony RP  zostały skierowane do uzgodnień międzyresortowych. Ponieważ  tego aktu prawnego nie ma, może on zostać uzgodniony w trybie obiegowym na podobnej zasadzie jak uchwalona 16 grudnia  2016  r. tak zwana ustawa o deubekizacji funkcjonariuszy. 

„Zasłona dymna” przed większymi zmianami

Oznacza to powiązanie ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP, która nie została jeszcze przyjęta przez  rząd z  projektem zmian w  ustawie o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych i ich rodzin, skierowanej na początku grudnia 2016 r. do Laski Marszałkowskiej ( druk 1105). 

Zgodnie z proponowanymi zmianami art. 13b  świadczenie zostałoby obniżone członkom Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i ich rodzin oraz za służbę w następujących wojskowych instytucjach i formacjach Ministerstwa Obrony Narodowej: 

• Informacji Wojskowej oraz podległym jej jednostkom terenowym, w tym organa informacji powszechnej organizacji „Służba Polsce” oraz organa informacji wojskowego korpusu górniczego;

• Wojskowej Służbie Wewnętrznej, w tym Zarządzie  Wojskowej Służby Wewnętrznej Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Wojsk Ochrony Pogranicza i jego poprzedniczki;

• Zarządzie II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego wraz z jednostkami podległymi;

• prowadzących działania operacyjno-rozpoznawcze lub dochodzeniowo-śledcze.

O możliwości pozbawienia stopnia generalskiego  Wojciecha Jaruzelskiego oraz Czesława Kiszczaka wspominał  szef MON podczas ostatniej rocznicy stanu wojennego. Zaraz po tym pojawił w resorcie obrony projekt zmian w ustawie o powszechnym obrony RP, ponieważ obecne regulacje nie dawały podstaw prawnych do degradacji byłych żołnierzy poza nielicznymi wyjątkami.  

Osoby zmarłe nie tracą ( na razie) stopnia wojskowego

W świetle obecnego prawa zdegradowanie generałów nie jest proste. Decyzję może podjąć tylko sąd, ale osoby zmarłe nie mogą być sądzone (Jaruzelski umarł w 2014 r., a Kiszczak – w 2015 r.).  

Zgodnie bowiem z art. 75 ust. 1 stopnie wojskowe są dożywotnie. Nie można także pozbawić żołnierza stopnia po śmierci.  Art. 78 przewiduje, że  żołnierz traci stopień wojskowy w razie zrzeczenia się obywatelstwa polskiego, uprawomocnienia się wyroku sądu orzekającego środek karny pozbawienia praw publicznych lub odmowy złożenia przysięgi wojskowej. Ale w dwóch pierwszych przypadkach, żołnierz zachowuje stopień szeregowego. 

Kodeks karny przewiduje, że środkami karnymi stosowanymi wobec żołnierzy - prócz kar, na które można skazać także cywilów - są: wydalenie z zawodowej służby wojskowej oraz degradacja (obejmuje ona utratę posiadanego stopnia wojskowego i powrót do stopnia szeregowego).  Obecne przepisy stanowią, że sąd może orzec degradację w razie skazania za przestępstwo umyślne, jeżeli rodzaj czynu, sposób i okoliczności jego popełnienia pozwalają przyjąć, że sprawca utracił właściwości wymagane do posiadania stopnia wojskowego, a zwłaszcza w wypadku działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

Przepisy dyscyplinujące żołnierzy

Tymczasem przesłany do uzgodnień w resorcie obrony  narodowej projekt zmian w ustawie o powszechnym obowiązku obrony  wzbudził liczne kontrowersje i zastrzeżenia. Nie został nawet zaopiniowany przez Konwent Dziekanów Korpusu Oficerów  Zawodowych WP. Konwent zarzucił m.in. naruszenie zasady prawa nabytego, a więc stopnia wojskowego  uzyskanego w toku pełnienia służby. Po za tym narusza zasadę  niedziałania prawa wstecz, gdyż „dotyczyć będzie żołnierzy w bliżej nieokreślonym czasie”.  

Ponadto  nie określone zostały przesłanki, na podstawie których organ będzie mógł pozbawiać stopnia oficerskiego czy podoficerskiego. Rodzi to obawę arbitralności, a sam przepis może w przyszłości posłużyć do wywierania nacisku na żołnierzy czy żołnierzy rezerwy celem wymuszenia bezwarunkowego posłuszeństwa i ich zdyscyplinowania.  Zdaniem konwentu, brakuje bowiem ściśle określonych przesłanek stanowiących podstawę wszczęcia postępowania o degradacji żołnierza. 

Zdecyduje IPN 

Zgodnie z opublikowanymi na stronie Kancelarii Rady Ministrów założeniami,  decyzję o pozbawieniu stopnia oficerskiego i podoficerskiego podejmowałby Prezydent RP w odniesieniu do generałów i admirałów lub minister obrony narodowej w odniesieniu do pozostałych oficerów oraz podoficerów. W projekcie - jak podano - założono powiązanie możliwości pozbawienia stopnia oficerskiego lub podoficerskiego z informacjami o przebiegu służby dotyczącymi poszczególnych osób uzyskiwanymi z Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.  Do października br. Instytut powinien uporać się z przeglądem ponad dwustu tysięcy teczek byłych funkcjonariuszy. 

Później, po przyjęciu w szybkim trybie niezbędnych przepisów przez parlament, przyjdzie czas na weryfikacje wojskowych teczek. Zmniejszenie emerytury lub renty  do najwyżej średniej krajowej będzie ponadto oznaczać  utratę posiadanego stopnia wojskowego.  Dotyczyć to może ok. 12 tysięcy osób. Takiej dodatkowej kary nie przewidziano w ustawie deubekizacyjnej obejmującej  funkcjonariuszy. 

Źródło: portal-mundurowy.pl



 


Szef MON: Polska kupi od USA system obrony powietrznej Patriot

06.07.2017 

Dziś w nocy podpisano memorandum, rząd USA wyraził zgodę na sprzedanie Polsce najnowocześniejszej generacji rakiet Patriot, takiej jakiej używa armia USA - powiedział Antoni Macierewicz podczas konferencji prasowej.

Jak podkreślał szef MON, system jest specjalnie dostosowany do wymogów polskiej armii. - Żadna inna armia świata nie miała dotychczas możliwości uzyskania systemu Patriot w konfiguracji szczególnie dobranej i dostosowanej do wymogów - mówił Macierewicz. Po chwili poprawił się, że taką możliwość miał jeszcze Izrael. Według ministra obrony narodowej, wynika to ze "szczególnej sytuacji" w jakiej znajduje się Polska. Szef MON dał do zrozumienia, że chodzi o agresywną postawę Rosji. Powiedział, że system Patriot może być odpowiedzią na rosyjskie rakiety Iskander.

- To były dyskusje trudne, nie tylko dla nas, ale i dla strony amerykańskiej, która musiała dostosować swój system do wymagań polskiej armii - podkreślił Macierewicz.

W ubiegłym tygodniu na spotkaniu ministrów obrony państw NATO w Brukseli Macierewicz po rozmowie z sekretarzem obrony USA Jamesem Mattisem zapowiedział, że Polska i Stany Zjednoczone wypracują wspólny plan rozwoju obrony przeciwrakietowej i rakietowej.

Modernizacja obrony powietrznej to jeden z priorytetów wieloletniego planu rozwoju sił zbrojnych.  System ma być mobilny i umożliwić obronę wybranych obszarów - ważnych obiektów, zgrupowań wojsk i kontyngentów za granicą. Wisła - system średniego zasięgu zdolny zwalczać rakiety balistyczne - to jedna z części planowanego systemu obrony powietrznej kraju.

                                                                                                                                    Źródło: onet.pl



MON zebrał opinie od stowarzyszeń skupiających byłych wojskowych i przygotowuje zmiany w ustawie o weteranach.
 
Resort obrony narodowej pracuje nad nowelizacją ustawy o żołnierzach, którzy w przeszłości uczestniczyli w misjach zagranicznych. Na razie nie wiadomo jednak, jaki będzie ostateczny kształt noweli oraz kiedy projekt trafi do parlamentu.
MON informuje, że obecnie znajduje się on w uzgodnieniach wewnątrzresortowych. Niebawem ma trafić do konsultacji społecznych. „Trwają intensywne prace nad przedłożeniem ostatecznego kształtu projektu ustawy i zakresu proponowanych zmian" – dodają urzędnicy resortu.
Z informacji wynika, że jest mało prawdopodobne, aby do końca miesiąca został on skierowany na posiedzenie rządu. A taką możliwość sugerował w czasie spotkania z weteranami Antoni Macierewicz.
Z propozycji zebranych przez resort obrony od największych stowarzyszeń skupiających byłych żołnierzy wynika, że postulują oni m.in. objęcie ustawą wszystkich byłych wojskowych, w tym członków komisji międzynarodowych, a także złagodzenie kryteriów pozwalających na otrzymanie statusu weterana poszkodowanego. Zwracają uwagę na umożliwienie im dostępu do lekarza poza kolejnością, a także korzystania raz w roku z bezpłatnych turnusów rehabilitacyjnych razem z rodzinami. Chcą też ułatwień w korzystaniu z wojskowych obiektów sportowych, np. siłowni, boisk czy basenów.
Z kolei minister Macierewicz w trakcie spotkania z weteranami zapowiedział zwiększenie wydatków na leki dla nich. – Ta ustawa w większym stopniu pokryje niezbędne wydatki, zarówno ich, jak i rodzin czy opiekunów, którzy ich wspierają – dodał minister.
Z informacji wynika, że szczególną opieką mogą być otoczeni wojskowi z misji w Iraku i Afganistanie. Minister Macierewicz zapowiedział też, że resort obrony w większym stopniu otworzy się na weteranów.
W praktyce oznacza to, że znajdą oni pracę w instytucjach wojskowych, w tym w nowo tworzonych Wojskach Obrony Terytorialnej. Z informacji, które otrzymaliśmy od ppłk. Marka Pietrzaka z dowództwa WOT, wynika, że 10 proc. żołnierzy zawodowych tej formacji ma status weterana.
Przez misje zagraniczne od 1953 r. przewinęło się 112 tys. żołnierzy. Tylko w Afganistanie służyło 28 tys. W Afganistanie zginęło 43 żołnierzy i dwóch cywilów, a rannych zostało 361 wojskowych.
No sam nie wiem, Organizacja Mazowiecka nie brała w tym udziału………, a szkoda.

 

Materiał na podstawie rp.pl



Wiceszef MON: Dowództwo Generalne zostanie rozwiązane

Bartłomiej Grabski potwierdził, że Dowództwo Generalne zostanie rozwiązane. - To czwarte święto Dowództwa Generalnego. W tym momencie niestety trzeba powiedzieć to, co nastąpi - czyli nastąpi rozformowanie Dowództwa Generalnego - oświadczył wiceszef MON. I stwierdził, że obnażona została "nieskończoność oraz dysfunkcjonalność obecnego systemu kierowania i dowodzenia".

- To my jesteśmy spadkobiercami dowództw Wojsk Lądowych, Sił Powietrznych, Marynarki Wojennej i Wojsk Specjalnych. To zaszczyt i obowiązek – wskazał Mika na obchodach święta Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, utworzonego z początkiem 2014 r. Przypomniał, że DGRSZ podlega zdecydowana większość sił zbrojnych w czasie pokoju, a dowództwo odpowiada za ich przygotowanie. - Jak wywiązujemy się z tego obowiązku, niech świadczą efekty ćwiczeń, których intensywność w ostatnich latach jest ogromna - dodał

- Obecna trudna sytuacja bezpieczeństwa w Europie i na świecie wymaga posiadania nowoczesnych sił zbrojnych o dużym potencjale bojowym, dobrze przygotowanych i wyszkolonych – powiedział Mika. Dziękował podwładnym, a także szefowi resortu Antoniemu Macierewiczowi. - Żołnierz lubi być dobrze dowodzony – powiedział.

- To czwarte święto Dowództwa Generalnego. W tym momencie niestety trzeba powiedzieć to, co nastąpi - czyli nastąpi rozformowanie Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych w perspektywie czasu, ale patrząc na wasze twarze dzisiaj, wierzę, że będziecie tworzyć nową strukturę kierowania i dowodzenia – powiedział wiceminister obrony Bartłomiej Grabski. - Wasze doświadczenie, wykształcenie i zaangażowanie zostaną w pełni wykorzystane – zapewnił.

- Poprzedni system kierowania i dowodzenia, który jeszcze obowiązuje, a o którym już należy mówić w czasie przeszłym, spowodował zachwianie odpowiedzialności, zakresu kompetencji i szeregu tych elementów, które powinny być w dobrym systemie kierowania i dowodzenia – ocenił Grabski.

Zródło: wiadomości.onet.pl


Minister Macierewicz tłumaczy, że Elbląg ma stracić dywizję, bo stanie się ważny na mapie świata
Po 68 latach Elbląg najprawdopodobniej straci dowództwo 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz potwierdził plany przeniesienia sztabu. Władze Elbląga nie mają jednak zamiaru szybko się poddać. Na dziś zwołano kolejną nadzwyczajną sesję w tej sprawie. Tymczasem poseł PiS Jerzy Wilk ostrzega, że Elbląg może przez całe zamieszanie stracić dowództwo jednostki NATO.
O planach resortu obrony narodowej zmierzających do przeniesienia dowództwa 16. PDZ z Elbląga do innej miejscowości mówi się w kuluarach od kilkunastu dni. Od razu interweniować postanowiły władze Elbląga. Prezydent miasta Witold Wróblewski w tej sprawie spotkał się między innymi z dowódcą 16. PDZ generałem Markiem Sokołowskim, wystąpił z wnioskiem o zwołanie sesji nadzwyczajnej oraz wysłał pisma do prezydenta Andrzeja Dudy, Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza oraz Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generała Leszka Surawskiego.
W Elblągu nie ma zgody na zabranie sztabu
Swój sprzeciw wobec przeniesienia dowództwa w inne miejsce głośno wyrażali także posłowie z regionu warmińsko-mazurskiego. Szef regionalnej Platformy Obywatelskiej Jacek Protas ostrzegał, że ta "pochopna decyzja przyniesie negatywne skutki, zarówno w zakresie bezpieczeństwa regionu, jak też trwałe straty społeczne i ekonomiczne dla miasta".
W podobnym tonie wypowiadała się inna posłanka PO Elżbieta Gelert, która ministra Macierewicza pytała o to, czym podyktowana jest decyzja o tzw. dyslokacji sztabu oraz zaznaczała, że przeniesienie go do innego miasta oznaczałaby wielką stratę dla Elbląga.
Decyzja już zapadła?
Z ostatnich wypowiedzi ministra MON Antoniego Macierewicza wynika jednak, że decyzje już zapadły. Podczas targów obronnych Pro Defense w Ostródzie szef MON poinformował o planowanych zmianach.
- Już od 3 lipca w Elblągu będzie stacjonowała jedna z najważniejszych jednostek w całym NATO, na całym świecie, czyli międzynarodowe dowództwo dywizyjne, koordynujące działania wszystkich bojowych grup brygadowych na całej flance północno-wschodniej, od Estonii, przez Łotwę, Litwę, Polskę, a później także kraje bardziej na południe - mówił Macierewicz w programie "Opinie" na antenie TVP Olsztyn.
Jak podkreślił, ćwiczenia tych brygad będą koordynowane z Elbląga, z nowego międzynarodowego dowództwa dywizyjnego na mapie świata. - Elbląg staje się jednym z najważniejszych punktów, najważniejszych miast na mapie świata – twierdzi Antoni Macierewicz. - I oczywiście w związku z tym przenosimy dowództwo dywizji 16. PDZ do innego miejsca, ale mogę państwa zapewnić, nie zdradzając szczegółów, że ta dywizja nadal pozostanie na flance wschodniej. Także będziecie mieli bardzo blisko, nie stracicie kontaktu.
Nieoficjalnie mówi się jednak, że nową lokalizacją sztabu 16. PDZ mają być Białobrzegi pod Warszawą.
Elbląg walczy do końca
Władze Elbląga nie mają zamiaru bez walki oddać dowództwa innemu miastu. Dziś rozpocznie się kolejna nadzwyczajna sesja w tej sprawie. Jest już także gotowy projekt uchwały, w którym elbląski samorząd zwraca się do szefa MON z prośbą o rewizję planów związanych z przeniesieniem sztabu 16. PDZ.
"Od wielu lat w czterech szkołach zawodowych funkcjonują klasy wojskowe, policyjne, straży granicznej i straży pożarnej. Młodzież przy bardzo dobrej współpracy z 16. PDZ szkoli się na poligonach i dodatkowych zajęciach. Tak przygotowani młodzi ludzie mogą zasilić Wojskową Obronę Terytorialną - formację, którą tworzy Pan Minister"- czytamy w projekcie.
Walkę o pozostawienie sztabu dywizji w Elblągu zapowiedział także poseł Kukiz'15 Andrzej Kobylarz, który nie może pogodzić się z decyzją resortu MON. - Szkoda, że wyprowadza się z Elbląga tę jednostkę, bowiem od lat związana jest z naszym miastem i pełni ważną rolę nie tylko ze względów obronnych, ale i społecznych - komentuje poseł Kobylarz. - Jej obecność to również tak cenne w naszym regionie etaty.
Parlamentarzysta Kukiz'15 obiecał dalsze działania, które mogłyby przyczynić się do zmiany decyzji resortu obrony. O sprawie poinformował już posłów swojego klubu, którzy zasiadają w Komisji Obrony Narodowej: Marka Jakubiaka, Pawła Szramkę oraz Bartosza Jóźwiaka.
Elbląg straci jednostkę NATO?
Inaczej na sprawę patrzy poseł PiS Jerzy Wilk, który rozesłał dziś do mediów swoje stanowisko w sprawie dyslokacji sztabu. "Protest naszych polityków i władzy samorządowej przeciwko przeniesieniu Dowództwa 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej może zostać odczytany przez dowództwo NATO jako protest lokalnej społeczności przeciwko umiejscowieniu w Elblągu Dowództwa Dywizji Wielonarodowej Północ Wschód. Wojska NATO nie są siłą okupacyjną i nie stacjonują w miejscach, gdzie mogą stać się zarzewiem lokalnych konfliktów" – ostrzegł .
Wyraził też obawę, że eskalacja niezadowolenia z decyzji o wycofaniu z Elbląga dowództwa dywizji może zaowocować zmianą decyzji, ale nie o tej dywizji, tylko o wojskach NATO. Ponieważ te ostatnie uważa on za ważniejsze, stanowczo stwierdził, że nie dołączy do protestu samorządowców i polityków PO oraz Kukiz'15. Zadeklarował jednak, że dołoży wszelkich starań, by jednoznacznie wyjaśnić kulisy tej decyzji. Sam jest za pozostawieniem Dowództwa 16. PDZ w Elblągu, ale tylko gdy będzie to możliwe bez konieczności zmiany lokacji Dowództwa Dywizji Wielonarodowej Północ Wschód.

 

Źródło: onet.pl


Celnicy wywalczyli prawo do emerytur mundurowych.

Nowelę, która teraz trafi do prezydenta, poparło w głosowaniu 57 senatorów, 28 było przeciw, a jedna osoba wstrzymała się od głosu.

Zmiany przygotował Komitet Inicjatywy Ustawodawczej utworzony przez Związek Zawodowy Celnicy PL, który zebrał pod propozycją prawie 200 tys. podpisów. Jak mówił przedstawiciel Komitetu Sławomir Siwy, ta ustawa to pierwszy krok ku "pełnej profesjonalizacji służby celnej i zwiększenia bezpieczeństwa obywateli".

W marcu 2015 r. Trybunał Konstytucyjny za dyskryminujące uznał zróżnicowanie sytuacji prawnej funkcjonariuszy Służby Celnej względem innych służb mundurowych. TK wskazał, że celnicy mają węższe uprawnienia emerytalne niż pogranicznicy mimo wielu cech wspólnych tych służb. Chodzi m.in. o pełną dyspozycyjność oraz wykonywanie zadań w nielimitowanym czasie pracy i w trudnych warunkach. Obecnie celnicy są objęci powszechnym systemem i nabywają uprawnienia emerytalne w wieku 67 lat (od października będzie to 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn).

Sejm zaproponował, aby - co do zasady - emerytura przysługiwała celnikom, którzy skończyli 55 lat i mają co najmniej 15 lat służby (w tym co najmniej 5 lat w związku z wykonywaniem zadań policyjnych łączących się ze zwalczaniem przestępczości) lub skończyli 55 lat i mają co najmniej 25 lat służby.

Obecnie prawo do emerytur mundurowych przysługuje żołnierzom zawodowym oraz funkcjonariuszom 10 formacji mundurowych - policji, ABW, AW, SKW, SWW, CBA, SG, BOR, PSP i SW.

Emerytury mundurowe stanowią odrębny system, tzw. zaopatrzeniowy, i są wypłacane z budżetu państwa. Wysokość świadczenia jest obliczana na podstawie średniej pensji z 10 wybranych kolejnych lat służby oraz dodatków i nagród rocznych. Po 25 latach służby emerytura wynosi 60 proc. podstawy jej wymiaru i za każdy rok rośnie o 3 proc. Maksymalna emerytura może wynieść 75 proc. pensji.

Od 1 marca 2017 r. na podstawie specjalnej ustawy działa Krajowa Administracja Skarbowa. Powstała w wyniku konsolidacji Służby Celnej, administracji podatkowej i kontroli skarbowej. KAS ma być wyspecjalizowaną administracją rządową, wypełniającą zadania z zakresu realizacji dochodów podatkowych, należności celnych, opłat oraz niepodatkowych należności budżetowych.

W 2016 roku średnie miesięczne wynagrodzenie w Służbie Celnej, która zatrudniała ponad 14 tys. osób, wynosiło ok. 3500 zł netto.

                                                                                                                 źródło: interia.pl

Proszę pilnie obserwować scenę polityczną i nie dać się wymanewrować.




Biskup odmówił Macierewiczowi smoleńskich mszy. MON rozważa odwet?

Biskup polowy Wojska Polskiego Józef Guzdek odmówił szefowi MON Antoniemu Macierewiczowi odprawiania comiesięcznych mszy smoleńskich. Z nieoficjalnych informacji wynika, że postawa może przynieść konsekwencje. Resort ma planować redukcję etatów w Ordynariacie Polowym.

Obecnie msze w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej odbywają się 10 każdego miesiąca w warszawskiej archikatedrze pw. Męczeństwa św. Jana. Z ustaleń "Newsweeka" wynika, że szef MON chciał, by nabożeństwa odprawiano w warszawskiej katedrze polowej i by celebrował je właśnie biskup Józef Guzdek.

- Macierewicz dwukrotnie zwracał się w tej sprawie do biskupa. Przy obu podejściach spotkał się z odmową - twierdzi anonimowy rozmówca tygodnika z "kręgów kościelnych". Dodaje, że "zwracanie się przez Macierewicza akurat do tego hierarchy o odprawianie mszy miesięcznicowych było z góry skazane na niepowodzenie". Dlaczego? - Mówiąc oględnie, Guzdek nigdy nie przejawiał chęci dołączenia do grona kapłanów smoleńskich - podkreśla informator tygodnika.

"Newsweek" twierdzi, że w Ordynariacie Polowym "panuje przekonanie, że odmowa biskupa Guzdka może mieć swoje konsekwencje". - O budżecie ordynariatu decyduje ministerstwo, duchowni mają tu stopnie wojskowe i są zatrudnieni na wojskowych etatach. A od jakiegoś czasu dostajemy z resortu sygnały, że w najbliższym czasie może dojść do cięć - powiedział tygodnikowi jeden z rozmówców.

Czy MON rzeczywiście planuje redukcję etatów w Ordynariacie Polowym? Zapytaliśmy w resorcie, czekamy na odpowiedź.

Chciał dodatkowych mszy?

Nie wiadomo, czy Macierewicz chciał, by msze w katedrze polowej zastąpiły dzisiejsze nabożeństwa, czy myślał o odprawianiu dodatkowych mszy miesięcznicowych. - Ale pewne jest, że podczas mszy w katedrze polowej wojsko miałoby wpływ na sztafaż. Mogłoby zadbać o odpowiednią oprawę, ściągnąć kompanię honorową - wyjaśnia "Newsweekowi" jeden z księży.

Źródło: wiadomości.pl



"Brak kompetencji jest znakiem firmowym ekipy, która przejęła
MON"

"Bylejakość sięga najwyższych stanowisk. Kurs generalski można zrobić zaocznie" - mówi gen. Mieczysław Cieniuch w rozmowie z "Rz". B. szef Sztabu Generalnego alarmuje, że odpowiedzią Polski na rosnące zagrożenie jest "obniżenie potencjału obronnego".

Mieczysław Cieniuch był żołnierzem przez ponad 40 lat. Szefem Sztabu Generalnego został w 2010 roku, po katastrofie smoleńskiej. Z armii odszedł trzy lata później.

Generał nie kryje zaniepokojenia tym, co dzieje się w wojsku za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

"Kadra jest pod silną presją polityczną. Odbywa się niezrozumiała czystka wśród najlepszych oficerów. Proces modernizacji  jest właściwie zatrzymany. Osłabia się potencjał  wojsk operacyjnych, kosztem których budowana jest Obrona Terytorialna" - ocenia w rozmowie z Juliuszem Ćwieluchem, w najnowszym numerze tygodnika "Polityka".

Zdaniem gen. Cieniucha, za plus można byłoby uznać podwyżki dla wojska. Ale także w tej sprawie są wątpliwości. Bo jak tłumaczy były wojskowy, już teraz ponad połowę budżetu MON wydaje się na wynagrodzenia i emerytury.

"Jeśli dodatkowo zwiększamy armię, to te kwoty również wzrosną. Co negatywnie odbije się na budżecie na modernizację" - przekonuje Mieczysław Cieniuch.

czytaj dalej>>>>

 




Roman Polko: Szef MON nie powinien kompromitować Polski

- Twierdzenie, że każdy, kto wstąpił do wojska przed przełomem, jest sowieckim żołnierzem, to nieuczciwość – twierdzi były dowódca GROM Roman Polko

Rzeczpospolita: Czy Konstytucja RP jest nieprecyzyjna w zakresie podziału uprawnień między zwierzchnika Sił Zbrojnych i szefa MON?

gen. Roman Polko: Konstytucja w wielu miejscach zderza kompetencje prezydenta i premiera. Wojsko nie jest tu niestety wyjątkiem. Prezydent i premier muszą się porozumieć chociażby w takich kwestiach, jak nominacje generalskie i wyznaczenie dowódców rodzajów wojsk. Reforma systemu dowodzenia wprowadzona przez ministra Tomasza Siemoniaka, ale napisana przez szefa BBN gen. Stanisława Kozieja, tak naprawdę naruszyła ustawę zasadniczą, likwidując rodzaje wojsk, a w ich miejsce powołując byty koordynujące (Dowództwo Generalne). Jak to się ma do zapisu z konstytucji, że prezydent mianuje dowódców rodzajów wojsk, którzy po reformie stali się zaledwie inspektorami?

Premier Beata Szydło w pełni popiera działania ministra Antoniego Macierewicza, prezydent Andrzej Duda również już nie wyraża zaniepokojenia obecną sytuacją w armii.

Trzeba patrzeć na fakty, a nie wypowiedzi polityków, którzy martwią się tylko o wzrost słupków sondażowych.

czytaj dalej >>>>>

 



MON: Śmigłowce nie są najważniejsze. Wojsko oburzone

Przedstawiciele resortu obrony od kilku miesięcy dawali do zrozumienia, że zakupy śmigłowców dla polskiej armii nie są już najpilniejszą potrzebą operacyjną. Teraz to już stanowisko oficjalne. W odpowiedzi MON na interpelację Wojciecha Króla, posła PO, czytamy: "Wśród zdefiniowanych priorytetów śmigłowce nie występują".

Wojsko bez śmigłowców, to jak husaria bez koni – mówi jeden z oficerów. Zwraca też uwagę, że wojsko pilnie potrzebuje nowych maszyn, ponieważ te, którymi dziś dysponuje, są stare, wysłużone i zupełnie nieprzystające do potrzeb. Dotyczy to w zasadzie wszystkich posiadanych rodzajów śmigłowców, zarówno wielozadaniowych i transportowych (Mi-2, Mi-8, Mi- 17), uderzeniowych (Mi-24), jak i maszyn Marynarki Wojennej (Mi-14, SH-2G, W-3RM).

Co ciekawe, w oficjalnych założeniach i dokumentach, śmigłowce nadal stanowią priorytet. Powód? Nie została zmieniona uchwała prezesa rady ministrów z 23 czerwca 2014 roku. Na jej podstawie zapewnia się finansowanie ważnych dla armii zakupów sprzętu.

Jednym z takich priorytetów są właśnie śmigłowce. Zmiana nastąpiła zaś w innym dokumencie, w Planie Modernizacji Technicznej (PMT). Ten zaś przygotowuje MON. Obecne kierownictwo, jak mówią nasi rozmówcy z kręgów wojskowych, odstąpiło od pomysłu zakupu 50-70 śmigłowców dla wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych. Uchwała rządowa sobie, PMT MON-u sobie. To pokazuje brak spójności polityki resortu obrony z tym, co robi rząd – mówi jeden z naszych rozmówców.

Na razie zaplanowano zakup tylko 8 maszyn dla Wojsk Specjalnych i 4 dla Marynarki Wojennej z opcją dokupienia 4 sztuk w dalszej kolejności. Obecnie toczą się w tej sprawie dwa odrębne postępowania przetargowe w Inspektoracie Uzbrojenia.

Źródło: onet.pl



Prezydent RP podjął decyzję. Tam wyślemy żołnierzy

W Monitorze Polskim ukazały dwa postanowienia Prezydenta RP o użyciu Polskich Kontyngentów Wojskowych w ramach wysuniętej obecności NATO - w Rumunii i państwach bałtyckich, głównie na Łotwie. Liczebność pierwszego kontyngentu to 250 żołnierzy, drugiego - 200.

Oba dokumenty mają związek z postanowieniami szczytu NATO w Warszawie z lipca 2016 r. o wzmocnieniu wschodniej flanki Sojuszu. Kroki podjęte przez NATO w Polsce i państwach bałtyckich noszą nazwę "wzmocnionej wysuniętej obecności" wojskowej (ang. enhanced Forward Presence), a na południu - "dostosowanej wysuniętej obecności" (ang. tailored Forward Presence). Do Polski, Estonii, Litwy i Łotwy przybyły wielonarodowe batalionowe grupy bojowe NATO, natomiast w Rumunii powstaje wielonarodowa brygada.


Czytaj dalej >>>>>>


"Gazeta Wyborcza" ujawnia szczegóły "Decyzji nr 2" dotyczącej Wojsk Obrony Terytorialnej

Antoni Macierewicz wydał specjalną "Decyzję nr 2", która dotyczy "zmian organizacyjnych na potrzeby formowania Wojsk Obrony Terytorialnej". W armii panuje przekonanie, że Macierewicz chce stworzyć własną kadrę oficerską z oficerami po przyspieszonych kursach - czytamy w  "Gazecie Wyborczej".

Z decyzji wynika, że Obrona Terytorialna ma być priorytetem w armii - twierdzi "Wyborcza". W dokumencie minister zobowiązuje szefa sztabu generalnego do reorganizacji WKU na potrzeby WOT. Z kolei rektorzy wyższych uczelni wojskowych mają za zadanie przedstawić koncepcję kursów doskonalących dla oficerów-kandydatów do WOT.

Do Wojsk Obrony Terytorialnej trafiło również 200 podoficerów, głównie z sił specjalnych, którzy od tego miesiąca mają przechodzić kursy doszkalające. Z "Decyzji nr 2" wynika, że kandydaci do WOT mają mieć ułatwione przejście badań kwalifikujących oraz ścieżkę awansu oficerskiego.

Budzi to obawy w armii zawodowej. Według "Wyborczej" w armii panuje przekonanie, że Macierewicz chce stworzyć własną kadrę oficerską w oparciu o WOT, a następnie przenieść ją w struktury armii zawodowej.

Byli wojskowi zwracają też uwagę, że terminy wyznaczone w "Decyzji nr 2" na przystosowanie struktur armii do WOT są bardzo krótkie, sięgające maksymalnie 2 miesięcy.

 

Źródło: wp.pl


"Nikomu tam nie byliśmy potrzebni". Kombatanci po uroczystościach z udziałem prezydenta RP

Zostaliśmy potraktowani przedmiotowo, byliśmy tylko dekoracją - żalą się w rozmowie ze szczecińską "Wyborczą" kombatanci, którzy wzięli udział w obchodach 72. rocznicy forsowania Odry.

Chodzi o sobotnie uroczystości m.in. z udziałem prezydenta Andrzeja DUDY . Dla kombatantów to był wyjątkowo ważny moment - prezydent RP po raz pierwszy w historii uczestniczył w wydarzeniach związanych z forsowaniem Odry w trakcie II wojny światowej.

Kilka dni po obchodach, ze szczecińską wyborczą skontaktował 92-letni płk Jan Szyszkowski, który w 1945 roku był dowódcą plutonu. Jak mówi, podczas uroczystości na jednym z wojskowych cmentarzy nie pozwolono mu zabrać głosu.

Czekałem na swoją kolej, takie były ustalenia z pracownikiem od pana wojewody, że zostanę wyczytany. Niestety, moja kolej nie nastąpiła. Mam teraz takie odczucie, że nikomu tam nie byliśmy potrzebni

- relacjonuje płk Szyszkowski. Inni kombatanci podkreślają, że czasu na ich wystąpienie zabrakło, podczas gdy dla polityków - nie. I dodają, że to nie jedyne nieprzyjemności, jakie spotkały ich w związku z minionymi obchodami.

Czytaj więcej na Szczecin.wyborcza.pl

Źródło: gazeta.pl




Polska okiem dziennikarzy zagranicznych

Wedle sondaży minister Antoni Macierewicz jest najbardziej nielubianym politykiem rządu – pisze jeden z portali zagranicznych. Zdaniem autora artykułu odejścia wysokich oficerów szkodzą wiarygodności i wizerunkowi armii.

Korespondent Florian K przypomina, że w ciągu ostatniego półtora roku odeszło z polskiego wojska około 30 generałów i 250 żołnierzy w randze pułkowników. Wysocy rangą oficerowie najczęściej podają powody osobiste, jednak zdaniem generała w stanie spoczynku Waldemara Skrzypczaka, często jest to zwykły pretekst.
            Florian K. cytuje Skrzypczaka: „Wiemy, co w tej chwili dzieje się w armii. Panuje tam atmosfera nagonki na osoby myślące inaczej niż rząd". Generał stwierdza, że takie osoby są zastępowane przez ludzi o „raczej giętkich kręgosłupach".

Podważona wiarygodność Polski

Generał Skrzypczak mówi o czystkach, które przypominają działania prezydenta Erdogana w Turcji. Jego zdaniem ani rząd, ani prezydent, jako zwierzchnik polskiej armii, nie dążą do współpracy z doświadczonymi generałami, co jego zdaniem nie pozostanie bez konsekwencji dla pozycji Polski w NATO: „Dowództwo NATO zachowuje się poprawnie, nie chce się mieszać. Jednak Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi dokładnie obserwują sytuację. Widzą, że najbardziej doświadczeni - ci którzy służyli w Iraku czy Afganistanie - odchodzą, a na ich miejsce przychodzą żołnierze o znacznie mniejszym doświadczeniu. Pytanie, czy nadal pozostaniemy dla NATO wiarygodni"

Minister widzi agentów w wojsku

Jednak sam minister obrony widzi zupełnie inne źródła masowych odejść z armii, podkreśla autor. Zdaniem Macierewicza wojskowi odchodzą z powodu swojej przeszłości. Gdy obejmował ministerstwo, zwrócił uwagę na ponad 700 oświadczeń lustracyjnych swoich podwładnych, które nie zostały zwrócone do IPN, z czego "należało wyciągnąć konsekwencje". "Z tego powodu „w ubiegłym roku odeszło więcej, lecz niewiele więcej pułkowników niż w roku 2015" – to słowa ministra cytowane przez portal.
             Opozycja uważa te wypowiedzi za skandaliczne. Zdaniem Krzysztofa Boruca - eksperta obronności z Collegium Civitas - ustawia to oficerów w jednej linii z agentami, przez co żołnierze czują się oszukani przez państwo, któremu służyli dziesiątki lat. Zdaniem Boruca, Macierewicz pomaga w ten sposób zagranicznym służbom tajnym, które interesują się każdym oficerem żegnającym się z polską armią ze względu na posiadane przez niego informacje. Boruc podkreśla, że w Polsce szczególnie aktywny jest rosyjski wywiad wojskowy.

Przecieki informacji z wojska

 Zdaniem Boruca zdarzały się już przecieki informacji do rosyjskich i chińskich służb, co sprawia, że „odkąd rządzi PiS, Polska dostaje od partnerów o wiele mniej informacji, w tym tych ze zwiadów wojskowych, z obszaru taktyki i strategii. Polska stała się mniej wiarygodnym krajem."
              Dziennikarz zauważa, że opór wobec poczynań Macierewicza rodzi się już nawet w obozie władzy. Jako przykład portal podaje list, który prezydent Andrzej Duda wystosował do szefa resortu obrony, żądając informacji o sytuacji w wojsku.

Źródło rp.pl


 


Gen. Marek Mecherzyński odchodzi z armii
 
Generał dywizji Marek Mecherzyński z końcem kwietnia zakończy karierę wojskową. To kolejny wysoki stopniem i doświadczony oficer, który opuszcza WP.
Jak informuje RMF FM, generał dywizji Marek Mecherzyński złożył wypowiedzenie stosunku służbowego w październiku ubiegłego roku, wojskową karierę zakończy 30 kwietnia.
Generał Mecherzyński był m.in. byłym zastępcą dowódcy wojsk lądowych i dowódcą pierwszej zmiany kontyngentu w Afganistanie. Wykształcenie zdobywał na uczelniach polskich, brytyjskich i włoskich.
Jak pisze RMF FM, mimo swoich kompetencji gen. Mecherzyński nie cieszył się zaufaniem szefa MON, który nie zgodził się, by generał objął dowództwo Wielonarodowego Korpusu w Szczecinie.
Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że odejście gen. Mecherzyńskiego było planowane.
Źródło rp.pl

 



CZYSTKA NA UCZELNIACH
Akademia Marynarki Wojennej nie jest jedyną uczelnią wojskową, która pozbywa się doświadczonych oficerów praktyków, którzy po odejściu na emeryturę pracowali jako profesorowie wizytujący.
Na pierwszy ogień poszła Akademia Obrony Narodowej. Jeszcze przed przemianowaniem jej w ubiegłym roku na Akademię Sztuki Wojennej, polecono władzom uczelni zwolnienie generałów, którzy tam wykładali. Wypowiedzenie honorowo złożył wówczas pełniący obowiązki rektora – komendanta uczelni pułkownik Dariusz Kozerawski.
Kozerawski jest profesorem belwederskim, cenionym na świecie autorytetem z dziedziny ....

czytaj dalej>>>>>

 



Informacja MON nt. zmian organizacyjno-kadrowych

 W związku z dzisiejszym posiedzeniem Sejmowej Komisji Obrony Narodowej informujemy, że w 2016 roku przeprowadzone zostały następujące zmiany organizacyjne i kadrowe:

1.       Nastąpił wzrost liczby żołnierzy z 96 000 w roku 2015 do 106 000 w roku 2017.

2.  Powstrzymano falę odejść z armii oficerów i szeregowych. Poprzednie kierownictwo MON prowadziło politykę zmniejszania liczebności polskiej armii. O ile w roku 2015 odeszło o 528  więcej żołnierzy niż planowano (planowano 4 000, odeszło 4528), to w roku 2016 odeszło o 656 mniej niż było zaplanowane (zakładano odejście 5500, a odeszło 4844).

3.   Wzrosła liczba oficerów kształconych na wyższych uczelniach, 490 w roku 2015 do 906 w roku 2017.

4.   Awansowano ponad 27 000 szeregowych, podoficerów i oficerów w tym 25 generałów.

Równocześnie minister obrony narodowej Antoni Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez Platformę Obywatelską oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO.

W Sztabie Generalnym zmiany objęły 90% stanowisk dowódczych, a w Dowództwie Generalnym 82%. Powołano nowego szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni L. Surawskiego, dowódcę generalnego gen. dyw. J. Mikę,  dowódcę operacyjnego gen. dyw. S. Wojciechowskiego oraz dowódcę Wojsk Obrony Terytorialnej gen. bryg. W. Kukułę.

źródło: mon.gov.pl
Katarzyna Jakubowska
Oddział Mediów





Na lotnisku wojskowym w Powidzu będą stacjonowały śmigłowce wspierające brygadę pancerną US Army.

 

Mowa o 10. Brygadzie Lotnictwa Bojowego USA, która stanowi powietrzną osłonę dla brygady pancernej rozlokowanej już w okolicach Żagania. Przylot kolejnej grupy wojsk amerykańskich związany jest z wzmocnieniem wschodniej flanki NATO, co zostało ustalone w czasie ubiegłorocznego szczytu sojuszu w Warszawie. To odpowiedź NATO na agresję Rosji na Ukrainie i wzrost agresywnych działań tego kraju w rejonie Morza Bałtyckiego.

Amerykańskie siły wybrały na swoją bazę lotnisko wojskowe w Powidzu (powiat słupecki, ok. 35 km na południowy wschód od Gniezna) nie przez przypadek. Jest to bowiem obecnie jedna z najnowocześniejszych baz lotnictwa transportowego w naszej części Europy.

W lutym rozpocznie się przebazowanie z Fort Drum w stanie Nowy Jork żołnierzy amerykańskich. 
czytaj dalej >>>>



Generał Leszek Surawski nowym Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego
Prezydent RP mianował gen. broni Leszka Surawskiego na stanowisko Szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego - poinformowało na swoim profilu na Twitterze Biuro Bezpieczeństwa Narodowego. Surawski pełnił ostatnio funkcję I zastępcy Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
Gen. Surawski ma 56 lat. W latach 1980-1984 był podchorążym Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych im. Tadeusza Kościuszki we Wrocławiu. W latach 1984-1989 pełnił służbę w 75. Pułku Zmechanizowanym w Bartoszycach na stanowisku dowódcy plutonu, a następnie dowódcy kompanii i dowódcy batalionu. 
W 1989 roku rozpoczął studia w Akademii Sztabu Generalnego w Rembertowie, która w następnym roku została przekształcona w Akademię Obrony Narodowej. Studia ukończył w 1992 roku i został przydzielony do Dowództwa 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Tadeusza Kościuszki w Legionowie na stanowisko oficera operacyjnego. Od maja 2002 roku do września 2005 roku był szefem Wydziału Operacyjnego G-3 Dowództwa 16. Dywizji Zmechanizowanej w Elblągu, a następnie pełnił obowiązki zastępcy szefa sztabu Międzynarodowej Dywizji Centrum-Południe w Iraku. Od sierpnia 2008 roku piastował stanowisko dowódcy 20. Brygady Zmechanizowanej im. Hetmana Polnego Litewskiego Wincentego Gosiewskiego w Bartoszycach. 8 listopada 2008 roku prezydent Lech Kaczyński mianował go na stopień generała brygady. Od czerwca 2010 roku do listopada 2011 roku pełnił obowiązki zastępcy szefa Zarządu Planowania Operacyjnego P3 Sztabu Generalnego WP.
Na stopień generała dywizji mianował go w sierpniu 2012 roku prezydent Bronisław Komorowski. Objął wówczas dowodzenie 16. Pomorską Dywizją Zmechanizowaną im. Króla Kazimierza Jagiellończyka w Elblągu. Pełnił tę funkcję do marca 2016 roku, gdy objął stanowisko Inspektora Wojsk Lądowych Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. 
11 sierpnia 2016 prezydent Andrzej Duda mianował go na stopień generała broni. w listopadzie 2016 roku minister Antoni Macierewicz wyznaczył generała Surawskiego na stanowisko I zastępcy Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych.
 Źródło:wiadomości wp.pl


Odchodzą czołowi dowódcy, brak nowej struktury dowodzenia.
 
 
We wtorek z armii odchodzi szef Sztabu Generalnego WP gen. Mieczysław Gocuł. Do żołnierzy napisał list, w którym poinformował, że kończy służbę 31 stycznia. „Wyzwalajcie w sobie entuzjazm do służby dla dobra Polski" – zaapelował.
W niecały rok ze służby odeszło prawie 30 generałów i ponad 250 pułkowników. W tym tygodniu z armią pożegnał się szef sztabu generalnego generał Mieczysław Gocuł. Z mundurem żegnają się także gen. Mirosław Różański - dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych, a także generał Marek Tomaszycki - dowódca operacyjny. Odpowiedzialny za zakupy i modernizację generał Adam Duda - też odchodzi.
źródło: rp.pl



USA może zainwestować u nas kilkaset milionów dolarów. To jedna z korzyści obecności amerykańskich wojsk.
 
Eksperci szacują, że Amerykanie na wzmocnienie potencjału obronnego wschodniej flanki NATO są gotowi przeznaczyć 3,4 mld dolarów. Na inwestycje w Polsce może pójść – prognozują – kilkaset milionów dolarów. Przynajmniej tak obiecała poprzednia amerykańska administracja. Czy program ten będzie kontynuowany przez prezydenta Donalda Trumpa, na razie nie wiadomo.
Pewne jest, że będą realizowane zaplanowane już inwestycje. W kwietniu ruszy modernizacja lotniska wojskowego w Łasku. – Prace związane są z wydłużeniem o 500 .....
 


Dowódca operacyjny gen. dyw. Sławomir Wojciechowski i dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej (WOT) gen. bryg. Wiesław Kukuła odebrali we wtorek nominacje z rak prezydenta Andrzeja Dudy. Rozwój wojska jest nie tylko potrzebą chwili, ale zadaniem dziejowym - powiedział prezydent.
 
W trakcie uroczystości nowy szef Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych otrzymał także awans ze stopnia generała brygady na generała dywizji.
"W trudnej sytuacji bezpieczeństwa w Europie i na świecie rozwój polskiego wojska i wzmacnianie jego potencjału jest nie tylko potrzebą chwili, ale zadaniem dziejowym. Wierzę w to, że panowie zrealizujecie to zadanie jak najlepiej" - powiedział do generałów Duda.
 


Polska liczy, że Donald Trump wzmocni Sojusz Północnoatlantycki - mówi podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski
 
Szatkowski stwierdza, że inicjatywy podjęte przez Baracka Obamę mogą być niewystarczające do powstrzymania Rosji i dlatego Polska liczy, że za projektami tymi pójdzie "więcej strategii", tak aby nie były one wyrazem "politycznej symboliki", ale raczej "wojskowej konieczności".
Polski wiceminister obrony narodowej stwierdza np. że stała obecność żołnierzy NATO na terenie Polski, a także Krajów Bałtyckich byłaby korzystniejsza dla bezpieczeństwa, podobnie jak rozmieszczenie większej liczby żołnierzy NATO w tym regionie.
Warszawa byłaby zadowolona z jeszcze większej obecności żołnierzy USA w Polsce - pisze "Foreign Policy" cytując polskiego wiceministra.
Szatkowski mówi też o zwiększaniu konwencjonalnych i nuklearnych sił przez Rosję "na polskich granicach" - wskazując przede wszystkim na obwód kaliningradzki.
Wiceminister podkreśla też, że Trump jest świadom, iż Polska sumiennie wywiązuje się ze zobowiązań wobec Sojusz utrzymując wydatki na obronność na wskazanym przez NATO poziomie.
Źródło rp.pl/służby mundurowe

Gdy słyszę o rewolucji, która może dotknąć tysięcy oficerów, chorążych i podoficerów, także wdów po zmarłych żołnierzach, czuję dyskomfort – pisze wojskowy.
Planowane zmiany w ustawach o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych dotyczące wybranej grupy oficerów, chorążych i podoficerów oraz o powszechnym obowiązku obrony RP, mające umożliwić degradację żołnierzy, w tym nieżyjących, są rażącym odstępstwem od kultury kadrowej sił zbrojnych państw NATO.
Żołnierze „dobrzy" i „źli"

czytaj dalej >>>>>

 



Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zmieni system dowodzenia armią, odziedziczony po środowisku prezydenta Komorowskiego.

Polska armia będzie miała pierwszego oficera. Według informacji jakie uzyskaliśmy ze źródeł zbliżonych do obecnego Dowództwa Generalnego, będzie nim generał  Marek Tomaszycki, były Dowódca Operacyjny.

Należy odnotować, iż jako pierwszy informację podał portal dziennik.pl.  Dziennik ustalił również, że model oparty na równoległym istnieniu Dowództwa Generalnego, Dowództwa Operacyjnego i Sztabu Generalnego przestanie obowiązywać jesienią tego roku.

W nowym rozwiązaniu jako najważniejszy ma być jednoznacznie określony szef sztabu. Do sztabu ma zostać przeniesione także właśnie Dowództwo Generalne RSZ.

żródło: rp.pl /służby mundurowe/


Brygada pancerna USA w Polsce

W najbliższych tygodniach w garnizonach w zachodniej Polsce rozmieszczona zostanie amerykańska brygada pancerna. Sprzęt już 6 stycznia przypłynie do portu w Bremenhaven w Niemczech, a następnie w ciągu kilku dni zostanie przetransportowany do naszego kraju. 

Pierwotnie 3 Brygada, wchodząca w skład 4 Dywizji Piechoty, na co dzień stacjonującej w Forcie Carson w stanie Kolorado, miała przybyć nad Wisłę pod koniec stycznia. Jednak niespodziewanie prezydent Barack Obama przyspieszył jej transfer, najwyraźniej w obawie, że obejmujący 20 stycznia urząd Donald Trump mógłby pokrzyżować te plany. 

czytaj dalej>>>>                                                                                                               07.01.2016


Modernizacja wojska na kolejnym zakręcie

FOT. STEFAN MASZEWSKI/REPORTER

Bez nowoczesnych rakiet jesteśmy kompletnie bezbronni w przypadku ataku z powietrza. Od ich szybkiej dostawy zależy nasze bezpieczeństwo. Tymczasem MON może wybrać producenta, który nie jest w stanie określić, kiedy nam je przekaże - Wymagamy podsystemów, w tym radarów i systemu dowodzenia, które jeszcze nie istnieją - mówi Michał Likowski, ekspert ds. uzbrojenia i szef specjalistycznego magazynu "Raport".

Program „Wisła” ma być odpowiedzią na brak w naszej armii nowoczesnego systemu obrony powietrznej średniego zasięgu. Ma on pozwalać niszczyć samoloty, śmigłowce, ale też i rakiety wroga. Ma być to możliwe w dużej, bezpiecznej odległości dla naszych wojsk i obiektów cywilnych. Przestrzale rakiety, jakimi dysponuje teraz Wojsko Polskie, nie zapewniają takiej ochrony.

Bez wsparcia wojsk NATO jesteśmy więc praktycznie bezbronni przed atakami z powietrza. Oczywiście kolejne rządy zdawały sobie z tego sprawę, ale niewiele zrobiły, by przyśpieszyć cały proces wyboru takiego systemu. Teraz wiele wskazuje na to, że przed nami jeszcze kilka lat nerwowego oczekiwania.

 - Pierwszy raz o możliwym zakupie starych Patriotów informowano oficjalnie już w 2009 r., ale MON co najmniej od dekady pracuje nad pozyskaniem nowoczesnych systemów obrony powietrznej średniego zasięgu. Według zapowiedzi przedstawicieli resortu obrony w tym roku powinna zostać podpisana umowa finalna, ale może się to okazać trudne do zrealizowania - mówi Michał Likowski, ekspert ds. uzbrojenia i szef specjalistycznego magazynu "Raport".


czytaj dalej>>>>



Milion na konkurs fotograficzny? To możliwe. W 2017 r. MON wyda 12 mln zł na działania wspierające armię.

Na stronie internetowej www.wojsko-polskie.pl pojawiły się ogłoszenia dotyczące otwartych konkursów ofert na realizację zadań publicznych w formie powierzenia - zadania zlecone. Podzielone zostały na 11 konkursów, które obejmują 48 zadań. MON na ich realizację zarezerwował 12,5 mln zł. To mniej więcej tyle samo ile w mijającym roku.

Zadania te zostały podzielone na trzy grupy: Obronność państwa i działalność Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej; Wspieranie i upowszechnianie kultury fizycznej i sportu; Podtrzymywanie i upowszechnianie tradycji narodowej, pielęgnowanie polskości oraz rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej.

czytaj dalej>>>>



Policjanci, pogranicznicy i funkcjonariusze BOR
dostaną nowe samochody oraz uzbrojenie. Nowe wozy i wyposażenie trafi także do strażaków. W niedzielę weszła w życie ustawa ustanawiająca wart 9,1 mld zł program modernizacji służb mundurowych na lata 2017-2020.

Program przewiduje także wzrost wynagrodzeń funkcjonariuszy i pracowników cywilnych tych służb. "Do roku 2019 funkcjonariusze zarobią w sumie 609 zł więcej, a pracownicy 597 zł" - informuje MSWiA.

W ramach programu najwięcej środków - prawie 6 mld zł - trafi do policji. Część z nich zostanie przeznaczona na budowę nowych oraz przebudowę istniejących komisariatów, komend powiatowych i miejskich, a także utworzenie kompleksu obiektów szkoleniowo-dydaktycznych i unowocześnienie strzelnic.

czytaj dalej>>>>

 

30.XII.2016
Prezydent mianował Dowódcę Wojsk OT
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Zwierzchnik Sił Zbrojnych Andrzej Duda na podstawie art. 134 ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej mianował generała brygady Wiesława Kukułę na stanowisko Dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej.
Zgodnie z postanowieniem Prezydenta RP obejmie on stanowisko 1 stycznia 2017 r., z dniem wejścia w życie ustawy z dnia 16 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej oraz niektórych innych ustaw, wprowadzającej nowy rodzaj Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej – Wojska Obrony Terytorialnej.

źródło: BBN




Pierwsza zmiana kadrowa na najwyższych szczeblach armii.
Prezydent powoła gen. Sławomira Wojciechowskiego na dowódcę operacyjnego Sił Zbrojnych.

Wojciechowski obejmie stanowisko po generale broni Marku Tomaszyckim, któremu kończy się kadencja. Choć od kilkunastu miesięcy był jego zastępcą, nominacja nie była oczywista. Według naszych informacji przed podjęciem decyzji prezydent Andrzej Duda rozmawiał także z innymi generałami.
czytaj dalej>>>>>> 


 MON ma już projekt nowej reformy systemu dowodzenia i kierowania Siłami Zbrojnymi RP. To może zwiastować dalszy ciąg radykalnych zmian na najwyższych stanowiskach w armii.

Resort poinformował, że dzień przed Wigilią przekazał projekt ustawy wprowadzający nowy system do uzgodnień resortowych. "Ujednolicony system kierowania armią zastąpi strukturę opartą na trzech równolegle działających dowództwach wprowadzony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2013 r." - napisano w komunikacie ministerstwa. 

czytaj dalej>>>>>>


 

Minister Macierewicz chce mieć prawo do degradowania oficerów i podoficerów. Także tych, którzy umarli.

Wojciech Czuchnowski

20 grudnia 2016 | 18:54

         Automatycznie pozbawieni stopnia mają być też wojskowi objęci dezubekizacją. Projekt jako "bardzo pilny" MON skierował do konsultacji.  

czytaj dalej>>>>>

 

RMF FM: DŁUGA LISTA POWODÓW DYMISJI GENERAŁA RÓŻAŃSKIEGO

POLSKA

Dzisiaj, 19 grudnia (11:59)

Niezgoda na politykę kadrową prowadzoną w armii przez Bartłomieja Misiewicza - to jeden z głównych powodów rezygnacji ze stanowiska dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych Mirosława Różańskiego - ustalili reporterzy śledczy RMF FM. Ten najważniejszy polski dowódca pod koniec zeszłego tygodnia podał się do dymisji. Jak ustalili nasi reporterzy, takich powodów było co najmniej 10, a konflikt narastał od miesięcy.

Według informacji RMF FM generał Różański nie godził się na wiele pomysłów lansowanych przez kierownictwo MON. Czarę goryczy przelało postanowienie o przeniesieniu batalionu pancernego z Żagania do Wesołej. To zdaniem wojskowych realnie obniża potencjał sił zbrojnych, podobnie jak tworzenie obrony terytorialnej kosztem wojsk operacyjnych.

Generał nie godził się też na korekty planu modernizacji technicznej armii. Co więcej, jak ustalili dziennikarze radiostacji, miał też problem z brakiem reakcji ministerstwa na zgłaszane problemy dotyczące remontu sprzętu wojskowego prowadzone przez przemysł obronny.

Wśród powodów, które według rozmówców RMF FM przesądziły o odejściu generała Różańskiego jest też "dyskredytowanie przez MON wysiłku żołnierskich pokoleń", a także a także przenoszenie do rezerwy ludzi kompetentnych, urodzonych w latach 60.

źródło fakty/interia.pl


Sejm uchwalił: obniżka świadczeń b. funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL 

 

Głównym celem ustawy jest obniżenie emerytur i rent "za służbę na rzecz totalitarnego państwa" od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. (w połowie lat 90. powstał Urząd Ochrony Państwa). Emerytury i renty dla nich mają od października 2017 r. nie przekraczać średniego świadczenia w ZUS. Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy ma sprawdzać IPN. Od decyzji obniżającej świadczenia będzie przysługiwało odwołanie do sądu.

czytaj dalej>>>>>


To już trzęsienie ziemi w armii. Odchodzą kolejni dowódcy, w tym ten najważniejszy - szef Sztabu Generalnego

 • Gen. Mieczysław Gocuł rezygnuje z funkcji szefa Sztabu Generalnego
• Dymisję złożył też gen. Adam Duda, szef Inspektoratu Uzbrojenia 
• To kolejne dymisje po rezygnacji gen. broni Mirosława Różańskiego

Gen. Mieczysław Gocuł z końcem stycznia przestanie być szefem Sztabu Generalnego. Odchodzi także gen. Adam Duda , szef Inspektoratu Uzbrojenia - podał  onet.pl  Informacje potwierdził w rozmowie z portalem rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz. Trwają rozmowy z następcami. Jak twierdzą rozmówcy portalu, jednym z powodów rezygnacji generałów miał być chaos w wojsku. To kolejne dymisje po decyzji dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych gen. broni Mirosława Różańskiego.






Aktualności

GENERAŁ BRONI MIROSŁAW RÓŻAŃSKI ZŁOŻYŁ DYMISJĘ

 

Odchodzi jeden z najważniejszych dowódców wojska
   To poważny sygnał mogący świadczyć o utracie zaufania części korpusu generalskiego do kierownictwa MON.

Stało się, co miało się stać: generał broni Mirosław Różański powiedział dość i nie chce już firmować wprowadzanych i nadchodzących zmian w wojsku. Za kilka tygodni to samo może dotyczyć najwyższego rangą wojskowego w Polsce.
   „Rgr” - generał Różański przyzwyczaił mnie do zwięzłych komunikatów. Jak wiele razy wcześniej, trzyliterowym skrótem (od ROGER) potwierdził wiadomość o swojej rezygnacji ze stanowiska Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Zajmował je od lipca 2015 r., wyznaczony jako następca gen. broni Lecha Majewskiego, na trzyletnią kadencję. Mógł więc służyć na tym stanowisku jeszcze półtora roku, ale podobnie jak inni wysocy rangą dowódcy nie był w stanie pogodzić się z polityką ministra obrony Antoniego Macierewicza.

czytaj dalej>>>>>



Biuro Zarządu Głównego ZŻWP
ul. Marszałkowska 115 pok. 349
00-102 Warszawa
 

Szanowni Koledzy

W najbliższych dniach ma być procedowany w Sejmie projekt ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz członków rodzin.

W związku z powyższym chciałbym zaproponować pilne wysłanie maili do posłów i senatorów wybranych w Waszych okręgach oraz do posłów byłych żołnierzy:  Michała Jacha  - przewodniczącego Sejmowej Komisji Obrony Narodowej oraz Pawła Szramki, Marka Jakubiaka

Przy dużej liczbie posłów można się ograniczyć do posłów PiS oraz Kukiz15.

 W załączniku proponowana treść maila. Wskazane jest jej poprawienie, wniesienie własnych uwag itp. 

 

Poniżej link do strony z adresami mailowymi posłów i senatorów

 http://www.wykluczeniopiekunowie.fora.pl/kontakty-do-politykow-instytucji-rzadowych-mediow,24/nowe-adresy-e-mail-do-poslow-i-senatorow-grudzien-2015,772.html

 


APEL
         Prezydium Zarządu Głównego ZŻWP 
        o dobrowolną składkę

Szanowne Koleżanki, Szanowni Koledzy !

Środowisko emerytów i rencistów wojskowych coraz częściej spotykają niekorzystne zmiany godzące w prawa nabyte. Od pewnego czasu pojawiają się sygnały dotyczące zmian w systemie zaopatrzenia emerytalnego żołnierzy zawodowych pełniących służbę przed 1990 roku, co bulwersuje zarówno członków Związku jak i emerytów wojskowych w nim nie zrzeszonych. Coraz częściej spotykamy się z postulatami aby państwo wywiązywało się z umów, które z nami zawarło gdy wstępowaliśmy w szeregi Wojska Polskiego. Prezydium Zarządu Głównego ZŻWP opowiada się za podjęciem działań służących obronie przedmiotowych praw. Związek nie dysponuje specjalistami z tej dziedziny, którzy mogliby opracować ospowiednie dokumenty prawne związane z tą obroną, zwłaszcza w oparciu o Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej i Europejską Kartę Praw Człowieka i Obywatela. 

czytaj dalej>>>>>


S T A N O W I S K O

Prezydium Zarządu Głównego Związku Żołnierzy Wojska Polskiego wobec projektu ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin


W godzinach popołudniowych 2 grudnia br. na stronie internetowej Sejmu opublikowany został projekt ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym żołnierzy zawodowych oraz ich rodzin. Projekt ten drastycznie obniża emerytury żołnierzom pełniącym służbę na rzecz „totalitarnego państwa” w okresie od 22 lipca 1944 r. do 31 sierpnia 1990 r. oraz z Wojskowej Radzie Ocalenia Narodowego. Intencją twórców ustawy jest zniesienie przywilejów emerytalnych tych żołnierzy, ponieważ ich zdaniem „nie zasługują oni na ochronę prawną ze względu na poczucie naruszenia w tym zakresie zasady sprawiedliwości społecznej”.


czytaj dalej>>>>>>







         

 

STANOWISKO ZARZĄDU FEDERACJI STOWARZYSZEŃ SŁUŻB MUNDUROWYCH RP w sprawie projektu zmian w ustawie o zaopatrzeniu emerytalnym

 

Uprzejmie informujemy, że na stronie internetowej Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP opublikowane zostało stanowisko Zarządu FSSM RP w sprawie projektu ustawy o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby  Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży  Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby  Więziennej  oraz ich rodzin z dnia 14 listopada 2016 r.

 

Aktualności

Rząd przyjął ustawę obniżającą emerytury i renty inwalidzkie funkcjonariuszom służb PRL 
 

 
 

 


 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=